środa, 7 maja 2014

Rozdział 26

Podróż do Lyrianu zabrała im tydzień i pół. Wracając, natknęli się nawet na statek "który miał odbić Jasona" i powiadomili załogę, o tym, że Jason został już odbity i jest bezpiecznie transportowany z powrotem do Lyrianu. Ucieszyli się.

                                                                             ***
-Kiedy będziemy w Trensicourt? - zapytał Jason i skrzywił się, gdy smok wzleciał trochę w górę.
Nogi mieli bezlitośnie obtarte.
-Jutro powinniśmy być. - Odparła Rachel.
-Możemy jeszcze dzisiaj wyprostować nogi? Błagam... - poprosił Jason.
-Jeszcze dzisiaj ujrzysz wybrzeże. Nie martw się. - Powiedział dumnie smok.
W czasie podróży Jason i Płomień zaprzyjaźnili się, co ucieszyło Rachel. Gdy oni wymieniali myśli, Rachel zaczęła się zastanawiać. Co ja zrobię z Płomieniem, gdy to wszystko się skończy? Czy Galloran mi wybaczy moje nieposłuszeństwo? Galloran był władcą sprawiedliwym i dobrym, dawnym przyjacielem Rachel, więc powinien jej wybaczyć. Poza tym, uratowała Jasona. Ale jak zareaguje na wieść o smoku? Na razie Rachel odstawiła to na bok swego umysłu, a skupiła się na jednym.
Co zrobię gdy to się skończy? Nie mogę siedzieć bezczynnie. Doradzać Galloranowi? Nie, nie lubię tych spraw, a nawet nie wiem czyżby chciał. Robić wynalazki, które były stworzone w jej świecie wieki temu? Nie, to mnie nie kręci. Muszę się dowiedzieć więcej od matki, o tamtym świecie. A gdyby tak wyruszyć na Północne Rubieże, do siedziby Szarych Jeźdźców aby ich unicestwić albo odebrać im informację? Ten pomysł, zdawał się dla Rachel szalony. A cóż innego miałaby robić? Gdy sobie przypomniała zwykłych ludzi, żyjących beztrosko w rodzinnych domach, pomyślała, że też tak chciałaby mieć.
Lecz ja już nie mam rodziny.
Nagle coś zabłysło w jej głowie. Przepowiednia głosiła, że córka Jasona miała wyruszyć na Dymiące Pustkowia po przepowiednię Dariana Jasnowidza dla niej. Skoro on nie ma córki, a z Corinne nie jest to czy... Nie, przecież to niemożliwe. Głupia.
Lecz gdy tylko powiedziała o tym Płomieniowi, odparł:
-To może być prawda. Jestem mądrym stworzeniem, lecz pewności nie mam.
Rachel westchnęła, starała się o tym zapomnieć ale jej się nie udało.
Kiedy nastał zmierzch, wylądowali na plaży. Jason ześlizgnął się ze smoka i spadł ciężko na piach.
-Ała... Rachel... - Jęknął Jason.
Dziewczyna wyleczyła mu obtarcia, siebie również. Poczuli kołysanie po nogami.
-Jesteśmy w domu. - Rzekła Rachel. - Płomieniu, chcesz odpocząć, czy lecimy dale...
-Rachel przenocujmy tu... - Poprosił Jason błagalnym tonem.
-Niech ci będzie. - Odparła.
Rozpalili ognisko, zjedli kolację i zapadli w sen.


                                                              ***
Jason jako pierwszy dostrzegł mury Trensicourt. Dumnie wznosiły się i górowały nad wioską. Żołądek podszedł go gardła Rachel.
-Ja nie mogę tam wrócić. Płomieniu, wyląduj na tamtym wzgórzu - Rachel wskazała zielone wzgórze niedaleko zamku. Tak więc tam wylądował. Rachel powiedziała do Jasona.
-Posłuchaj mnie. Galloran uprzedził mnie, abym została, ale go nie posłuchałam i wymknęłam się w nocy. Nie wybaczy mi, więc odprowadzę cię...
-Pff, jak to nie wybaczy? Głupia jesteś? - Zadrwił Jason.
Rachel zacisnęła usta i powiedziała śmiertelnym tonem:
-Jak chcesz, mogę cię nie odprowadzać. - Wsiadła na smoka. - Żegnaj.
Smok miał już wzlecieć gdy Jason krzyknął:
-Ej, ej ej! Nie o to mi chodziło! Chodziło mi o to, że Galloran ci naprawdę wybaczy, poza tym uratowałaś mnie przez co zyskasz zapewne szacunek.
Rachel spytała:
-Jesteś pewien?
-Jestem pewien.

2 komentarze:

  1. Ej no co to znaczy rechal i jason :) jak nazwą córkę hmmmm nie wiem ale świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm hm imię dla córki... Rason albo Jachel :D
    A tak w ogóle to fajny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń