Gdy Rachel, Jason i Szarzy Jeźdźcy wyłonili się z osłony iglastych drzew, zauważyli tylko śniegowe wzgórze. Rachel zerknęła na Anthony'ego. Uchwycił jej wzrok, powiedział:
-Już lada moment.
Wdrapali się na wzgórze zostawiając głębokie ślady na świeżym śniegu. Gdy dotarli na sam kraniec wzgórza, zatrzymali się. Rachel i Jason spojrzeli w dół.
"Wzgórze" było wielką, stromą, skalną górą. Na dole znajdował się ogromny obszar otoczony górami i skałami. Pośrodku znajdowało się wielkie miasto otoczone czterometrowymi, kamiennymi murami. Budynki były z drewna. Rodziny zdrajców, pomyślała Rachel.
Anthony wraz z innymi, skierował się na prawo. Odnalazł kamienne schody. Schodzili kilkanaście minut, w końcu dotarli do miasta.
Strażnicy przy bramie, byli ubrani w skórzane, twarde ubrania i futro. Dzierżyli ogromne topory.
Rachel podeszła do Jasona, ujęła go za rękę. Było jej zimno, przykro i czuła się bezradna. Strażnicy przepuścili ich bez słowa, poszli główną drogą przez miasto w kierunku większego, dominującego budynku. Gdy Anthony pchnął drzwi, ujrzeli jasne pomieszczenie. Na środku był ogromny dywan, pod ścianą stało wielkie krzesło, na którym zasiadał wysoki mężczyzna z długimi, czarnymi włosami, szarymi oczami, bladą skórą i zarostem. Był odziany w skórzane, czarne ubrania i czerwony płaszcz. Gawędził z niskim chłopakiem. Gdy zobaczył grupkę ludzi stojącą w wejściu zamilkł i znieruchomiał. Nie spuszczając z nich wzroku gestem dłoni polecił chłopakowi odejść. Grupa podeszła, mężczyzna się wyprostował.
-Panie Vharonie.. - powiedział Anthony - pojmaliśmy pozaświatowców lady Rachel oraz sir Jasona.
Vharon spojrzał na Rachel. Jego oczy był zimne i puste.
-Dziękuję ci, Anthony. Możesz odprawić swoich towarzyszy. Zostań tu z naszymi gośćmi.
Anthony powiedział coś do reszty, poszli bez słowa. Vharon wstał, podszedł do wielkiego stołu obok. Mruknął:
-Siądźcie.
Jason, Rachel i Anthony podeszli tam. Dziewczyna i Anthony zasiedli. Za to Jason zacisnął usta w cienką linię i nie usiadł.
-Powiedziałem coś. Masz siąść. - Warknął Vharon.
-Nie. - Odparł spokojnie Jason.
-Sprzeciwiasz mi się? Podlegasz mi. Jestem teraz twoim właścicielem.
-Podlegam tylko Galloranowi, królowi Trensicourt. Nikomu innemu.
-O - mruknął Vharon pocierając dłoń o dłoń - nie wiesz, że wkrótce sprzedamy cię jako niewolnika w Zagharze?
Jason milczał. Siadł po chwili, nie spuszczając wzroku z Vharona.
-No i dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Witajcie na Północnych Rubieżach. Hm.. dlaczego was pojmaliśmy? W sumie zależało mi tylko na Rachel. Ale dodatkowe pieniądze za ciebie, przydadzą się. Nie masz zdolności, takich jak dziewczyna. Jesteś zbędny.
"Jesteś zbędny" - te słowa przeplatały się między uszami Jasona niczym poznana prawda. Nie odpowiadał. Vharon kontynuował:
-Anthony. Możesz go w sumie wziąć. Zamknij go w lochach, za kilka dni sprawię oddział, który sprzeda go w Zagharze... a w sumie.. zaczekaj.
Vharon uśmiechnął się tak złośliwie, że Rachel musiała odwrócić wzrok. Podszedł do Jasona i wyciągnął nóż. Przystawił mu go do gardła. Rachel wydała z siebie zduszony okrzyk.
-Rachel.. chciałem, żebyś się z nami sprzymierzyła. Dysponujesz umiejętnościami, które pomogą mi w osiągnięciu niesamowitego celu. Ja też znam edomicki, dziewczyno. Ale nie mogę ci wszystkiego zdradzić..
-Czemu miałabym wam pomagać?
-Hm.. Nie mam solidnych argumentów. Zauważ, że jeśli odmówisz, poderżnę twojemu przyjacielowi gardło.
Z gardła Jasona poleciała strużka krwi.
-Nie masz prawa..
-Mam prawo.
-Nie będę..
Jason zaczął się krztusić. Zrozpaczona dziewczyna przełknęła ślinę.
-To jak.. sprzymierzysz się ze mną? Dam ci bogactwo. Dam ci wszystko.
Jason ledwie pokręcił głową. Jego oczy mówiły: "Nie rób tego."
Rachel zamknęła oczy i powiedziała drżącym głosem:
-Niech będzie.
Vharon uśmiechnął się triumfalnie.
-Anthony, zabierz go.
Jason patrzył wstrząśnięty na Rachel. Unikała jego wzroku.
-Rachel..
Anthony pchał Jasona ku wyjściu.
-Rachel..! Rachel, kocham cię!
Dziewczyna zamknęła oczy.
Już go nie słyszała.
Nie słyszała już nic, oprócz bicia swojego serca.
poniedziałek, 31 marca 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
Rozdział 12
Dni - a może tygodnie - mijały nieubłaganie. Z każdym dniem było coraz chłodniej, wiatr wiał coraz mocniej. Rachel próbowała użyć języka edomickiego - na marne.
-Nie wytrzymam tutaj długo.. - Jęknęła Rachel i obróciła się na drugi bok.
-Ja też nie. Ale pewnie zbliżamy się do Północnych Rubieży. Jest coraz zimniej, prawda? - Odparł spokojnie Jason.
-No racja.
Do wozu wszedł strażnik. Nie trzymał w dłoniach jedzenia - które zawsze przynosił - tylko skóry i jakieś płaszcze.
-Droga jest za trudna, żeby się przeprawić - oznajmił - będziecie teraz podążać pieszo, a wóz zostawimy. Pomyśleliśmy i damy wam trochę płaszczy, żebyście nie zamrozili się na śmierć.
Rachel uniosła brwi, kiwnęła głową. Strażnik rzucił im niedbale skóry i wyszedł. Jason i Rachel wstali, przywdziali grube ubrania i płaszcze. Gdy tylko wyszli z wozu, nikogo nie zauważyli. Rachel spojrzała na Jasona - kiwnął głową. Rzucili się biegiem (sami nie wiedzieli gdzie). Pokonali kilka metrów, a zza wozu wyszedł Anthony. Rachel obejrzała się za ramieniem i potknęła się. Jason zatrzymał się, strażnicy do nich dobiegli.
-No proszę - mruknął Anthony - widzę, że macie skłonności do ucieczki. Spętać ich!
Strażnicy wyciągnęli sznury. Związali ręce Rachel i Jasona.
-Tak jest trudniej uciekać, co nie? - Powiedział ironicznie jeden ze strażników.
-Nie macie prawa wy..! - Krzyknęła Rachel, poczuła z tyłu głowy ogromny ból.
Dopadły ją mroczki i zawroty głowy, ostatnie co pamiętała, to krzyk Jasona i śmiech strażników.
Po długich godzinach, dziewczyna obudziła się. Poruszyła się lekko, strażnik niosący ją, opuścił Rachel. Uśmiechnął się.
-To teraz sobie sama pójdziesz. - Oznajmił i odszedł.
Miała spętane ręce, więc było jej bardzo trudno poruszać się. Dobiegła do reszty grupy i szła dalej.
-Za tydzień będziemy na miejscu. - Powiedział do niej jeden ze strażników.
Jęknęła.
***
Grupa, która miała odbić Jasona i Rachel właśnie podążała ciemnym lasem przy zamku Trensicourt. Angela, ciemnoskóra wojowniczka, rzekła do Erika:
-Przekaż reszcie, że o zmierzchu zrobimy postój.
-Oczywiście.
Galloran wyznaczył Angelę i Erika na przywódców grupy. Dowodzili niewielkim, ale silnym oddziałem.
No, i jeszcze byli Czatownicy.
Czatownicy szli za grupą, cicho, aby nie zwracać uwagi. To do nich należał finał. Co prawda Angelę torivorzy trochę niepokoili, ale im w pełni ufała.
Gdy nastał zmierzch, Erik wyciągnął mapę Lyrianu, i rzekł:
-Będziemy odpoczywać wieczorami, resztę doby będziemy jechać. Musimy dotrzeć do Północnych Rubieży, i to szybko, jeśli nie chcemy stracić Jasona i Rachel. Za trzy godziny jedziemy dalej.
-Nie wytrzymam tutaj długo.. - Jęknęła Rachel i obróciła się na drugi bok.
-Ja też nie. Ale pewnie zbliżamy się do Północnych Rubieży. Jest coraz zimniej, prawda? - Odparł spokojnie Jason.
-No racja.
Do wozu wszedł strażnik. Nie trzymał w dłoniach jedzenia - które zawsze przynosił - tylko skóry i jakieś płaszcze.
-Droga jest za trudna, żeby się przeprawić - oznajmił - będziecie teraz podążać pieszo, a wóz zostawimy. Pomyśleliśmy i damy wam trochę płaszczy, żebyście nie zamrozili się na śmierć.
Rachel uniosła brwi, kiwnęła głową. Strażnik rzucił im niedbale skóry i wyszedł. Jason i Rachel wstali, przywdziali grube ubrania i płaszcze. Gdy tylko wyszli z wozu, nikogo nie zauważyli. Rachel spojrzała na Jasona - kiwnął głową. Rzucili się biegiem (sami nie wiedzieli gdzie). Pokonali kilka metrów, a zza wozu wyszedł Anthony. Rachel obejrzała się za ramieniem i potknęła się. Jason zatrzymał się, strażnicy do nich dobiegli.
-No proszę - mruknął Anthony - widzę, że macie skłonności do ucieczki. Spętać ich!
Strażnicy wyciągnęli sznury. Związali ręce Rachel i Jasona.
-Tak jest trudniej uciekać, co nie? - Powiedział ironicznie jeden ze strażników.
-Nie macie prawa wy..! - Krzyknęła Rachel, poczuła z tyłu głowy ogromny ból.
Dopadły ją mroczki i zawroty głowy, ostatnie co pamiętała, to krzyk Jasona i śmiech strażników.
Po długich godzinach, dziewczyna obudziła się. Poruszyła się lekko, strażnik niosący ją, opuścił Rachel. Uśmiechnął się.
-To teraz sobie sama pójdziesz. - Oznajmił i odszedł.
Miała spętane ręce, więc było jej bardzo trudno poruszać się. Dobiegła do reszty grupy i szła dalej.
-Za tydzień będziemy na miejscu. - Powiedział do niej jeden ze strażników.
Jęknęła.
***
Grupa, która miała odbić Jasona i Rachel właśnie podążała ciemnym lasem przy zamku Trensicourt. Angela, ciemnoskóra wojowniczka, rzekła do Erika:
-Przekaż reszcie, że o zmierzchu zrobimy postój.
-Oczywiście.
Galloran wyznaczył Angelę i Erika na przywódców grupy. Dowodzili niewielkim, ale silnym oddziałem.
No, i jeszcze byli Czatownicy.
Czatownicy szli za grupą, cicho, aby nie zwracać uwagi. To do nich należał finał. Co prawda Angelę torivorzy trochę niepokoili, ale im w pełni ufała.
Gdy nastał zmierzch, Erik wyciągnął mapę Lyrianu, i rzekł:
-Będziemy odpoczywać wieczorami, resztę doby będziemy jechać. Musimy dotrzeć do Północnych Rubieży, i to szybko, jeśli nie chcemy stracić Jasona i Rachel. Za trzy godziny jedziemy dalej.
środa, 19 marca 2014
Rozdział 11
Galloran siedział zamyślony w swoim gabinecie. Spoglądał teraz na podatki Trensicourt, gdy do komnaty wszedł strażnik.
-Przepraszam Wasza Wysokość.. - powiedział - ale Erik, zwiadowca, chciałby się z Waszą Królewską Mością widzieć.
Galloran uniósł nieznacznie brwi. Co się stało? - pomyślał.
-Dobrze. Zaprowadź go tutaj, do mnie. - Odparł.
-Dobrze, panie. - Sapnął strażnik i zamknął drzwi.
Po kilkunastu minutach, król ujrzał Erika, w poszarpanym, brudnym stroju. Miał na twarzy zaschniętą krew. Był brudny, spocony i zdyszany.
-Ja.. przepraszam.. ale..
-Usiądź. - Uspokoił go Galloran.
Erik usiadł posłusznie.
-Co się stało? - Spytał król.
Erik zaczął opowiadać o tym, jak wyłapywali Szarych Jeźdźców, o tym czego się dowiedzieli i o najgorszym - jak porwali Jasona i Rachel, jak Anthony okazał się zdrajcą.
Galloran wyprostował się, zacisnął usta.
-Nie spodziewałem się tego po Anthonym - odpowiedział po dłuższej chwili - ale dokąd Szarzy Jeźdźcy, wraz z Rachel i Jasonem mogą zmierzać?
-Panie.. Szarzy Jeźdźcy mają siedzibę gdzieś na Północnych Rubieżach. Więc pewnie tam - wytłumaczył Erik.
-O nie. Źle, bardzo źle. - Galloran odchrząknął - ale myślę, że dobrze uczyniłeś udając się do Trensicourt i powiadamiając o tym mnie, niż pościg za Jasonem i Rachel. Dobrze się spisałeś. Rozkażę podwładnym przygotować i komnaty. Umyj się, zjedz coś i napij się. I wypocznij, przede wszystkim.
-Dziękuję, Wasza Wysokość.
Galloran skinął głową. Gdy Erik miał wyjść jeszcze zapytał:
-Ile dni minęło od porwania?
-Cztery dni, panie.
Król przygryzł wargę. Drzwi zamknęły się za Erikiem zostawiając Gallorana samego w komnacie..
***
Następnego dnia, na dziedzińcu zamku, zwołał resztę zwiadowców, zbrojnych i Czatowników.
-Jak słyszeliście, pozaświatowcy Jason i Rachel zostali uprowadzeni podczas misji. Szarzy Jeźdźcy zapewne zmierzają w stronę swojej siedziby, na Północne Rubieże. Chciałbym wybrać grupę, która wydostanie naszych pozaświatowców z siedziby Szarych Jeźdźców.
I wybrał. Dwóch Czatowników, trzech zwiadowców oraz dziesięciu zbrojnych, osłaniających zwiadowców. Nikt nie wyraził sprzeciwu. To by była hańba.
-Wyruszycie za trzy dni - oznajmił Galloran - teraz macie czas na przygotowania. Wybierzcie najlepsze zbroje i miecze, najlepsze płaszcze i łuki ze zbrojowni. Weźcie najlepsze, najszybsze konie ze stajni. Dzień przed wyruszeniem, spotkajmy się w zamku, przy stole taktycznym. Musimy omówić strategię. A teraz do roboty!
I tak oto się wszyscy rozbiegli, oprócz dwóch Czatowników. Galloran im przekazał:
-To do was będzie należało uwolnienie Jasona oraz Rachel. Polegam na was.
-Oczywiście, panie - odpowiedzieli Czatownicy, i zniknęli.
-Przepraszam Wasza Wysokość.. - powiedział - ale Erik, zwiadowca, chciałby się z Waszą Królewską Mością widzieć.
Galloran uniósł nieznacznie brwi. Co się stało? - pomyślał.
-Dobrze. Zaprowadź go tutaj, do mnie. - Odparł.
-Dobrze, panie. - Sapnął strażnik i zamknął drzwi.
Po kilkunastu minutach, król ujrzał Erika, w poszarpanym, brudnym stroju. Miał na twarzy zaschniętą krew. Był brudny, spocony i zdyszany.
-Ja.. przepraszam.. ale..
-Usiądź. - Uspokoił go Galloran.
Erik usiadł posłusznie.
-Co się stało? - Spytał król.
Erik zaczął opowiadać o tym, jak wyłapywali Szarych Jeźdźców, o tym czego się dowiedzieli i o najgorszym - jak porwali Jasona i Rachel, jak Anthony okazał się zdrajcą.
Galloran wyprostował się, zacisnął usta.
-Nie spodziewałem się tego po Anthonym - odpowiedział po dłuższej chwili - ale dokąd Szarzy Jeźdźcy, wraz z Rachel i Jasonem mogą zmierzać?
-Panie.. Szarzy Jeźdźcy mają siedzibę gdzieś na Północnych Rubieżach. Więc pewnie tam - wytłumaczył Erik.
-O nie. Źle, bardzo źle. - Galloran odchrząknął - ale myślę, że dobrze uczyniłeś udając się do Trensicourt i powiadamiając o tym mnie, niż pościg za Jasonem i Rachel. Dobrze się spisałeś. Rozkażę podwładnym przygotować i komnaty. Umyj się, zjedz coś i napij się. I wypocznij, przede wszystkim.
-Dziękuję, Wasza Wysokość.
Galloran skinął głową. Gdy Erik miał wyjść jeszcze zapytał:
-Ile dni minęło od porwania?
-Cztery dni, panie.
Król przygryzł wargę. Drzwi zamknęły się za Erikiem zostawiając Gallorana samego w komnacie..
***
Następnego dnia, na dziedzińcu zamku, zwołał resztę zwiadowców, zbrojnych i Czatowników.
-Jak słyszeliście, pozaświatowcy Jason i Rachel zostali uprowadzeni podczas misji. Szarzy Jeźdźcy zapewne zmierzają w stronę swojej siedziby, na Północne Rubieże. Chciałbym wybrać grupę, która wydostanie naszych pozaświatowców z siedziby Szarych Jeźdźców.
I wybrał. Dwóch Czatowników, trzech zwiadowców oraz dziesięciu zbrojnych, osłaniających zwiadowców. Nikt nie wyraził sprzeciwu. To by była hańba.
-Wyruszycie za trzy dni - oznajmił Galloran - teraz macie czas na przygotowania. Wybierzcie najlepsze zbroje i miecze, najlepsze płaszcze i łuki ze zbrojowni. Weźcie najlepsze, najszybsze konie ze stajni. Dzień przed wyruszeniem, spotkajmy się w zamku, przy stole taktycznym. Musimy omówić strategię. A teraz do roboty!
I tak oto się wszyscy rozbiegli, oprócz dwóch Czatowników. Galloran im przekazał:
-To do was będzie należało uwolnienie Jasona oraz Rachel. Polegam na was.
-Oczywiście, panie - odpowiedzieli Czatownicy, i zniknęli.
wtorek, 18 marca 2014
Rozdział 10
Jason potrząsał ramieniem Rachel. Kwadrans temu, jakiś strażnik wszedł do wozu, dał im jedzenie i picie.
Rachel w końcu się obudziła.
-Co jest? - zapytała cichym, zmęczonym głosem.
-Jedzenie - odparł Jason.
Rachel usiadła. Jason podszedł do drewnianej tacy z jedzeniem, podniósł ją i podał Rachel.
Jedzenie było obrzydliwe, zjedli je z niesmakiem. Popili wodą, Rachel zdziwiła się:
-Dziwna ta woda.. taka.. inna.
Doszły ją zawroty głowy, świat pociemniał.
Zemdlała.
***
-Co oni do tego dodają? - Spytała Rachel Jasona, gdy już się ocknęła.
Okazało się, że chłopak także zemdlał.
-Nie wiem. Pewnie chcą nas odurzyć byśmy... byś ty nie używała magii.
-To wszystko wyjaśnia - mruknęła dziewczyna.
Po dłuższej chwili, Jason zapytał:
-Dokąd oni nas wiozą?
-Nie wiem..
Rachel podniosła się, wyjrzała przez szparę w deskach. Zobaczyła tylko ciemny las.
-Dowiemy się później.
***
Po kilku godzinach do wozu wszedł.. Anthony. Był ubrany cały na ciemno-szaro, do pasa przypiął jasną klingę. Uśmiechną się złowieszczo widząc pociemniałą od gniewu twarz Rachel.
-Ty parszywy zdrajco.. - Syknęła przez zaciśnięte zęby.
-Licz się ze słowami, dziewczyno. - Odparł tak spokojnie, że Rachel jeszcze bardziej się wściekła.
-Dlaczego? - Zapytała. - Dlaczego?!
Anthony wzruszył ramionami:
-Jestem rozsadnikiem. Dziwisz się, że służę swoim?
Rachel milczała. Rozsadnik kontynuował:
-Zabraliśmy was, ponieważ nasz przywódca ma do ciebie sprawę, Rachel. A ciebie, Jasonie, raczej oddamy do niewoli. Co powiesz na Zagharę, pustynne państwo po drugiej stronie świata?
Jason się nie odezwał. Miał zaciśnięte usta.
-Gdzie jedziemy? - Spytała Rachel po dłuższej chwili.
Rozsadnik się zaśmiał:
-Jak to gdzie? Na Północne Rubieże, do naszej krainy.
Anthony wstał i wyszedł z ponurym uśmiechem.
-Nie dobrze. - Stwierdził Jason.
Rachel kiwnęła głową, twarz ukryła w swych dłoniach.
-Gdy tylko będę mogła używać fraz, obiecam, że rozsadzę ogniem wszystkich Szarych Jeźdźców i ich Północne Rubieże.
Jason uśmiechnął się.
-Chętnie bym to zobaczył... wiesz, ich klęskę. Damy radę, nie martw się.
-Przecież będą chcieli cię oddać w niewolę. Nie przejmujesz się?
-Oczywiście, że się przejmuję. Ale pamiętaj, że zawsze ktoś może nam pomóc.
niedziela, 16 marca 2014
Rozdział 9
Gdy Rachel dotarła do obozu, Jason zapytał:
-Co się stało?
Rachel tylko odparła:
-Szarzy Jeźdźcy... Oni...
Przerwała w pół zdania, gdy usłyszała świst. Odruchowo padła na ziemie. Czarna strzała przeszyła powietrze nad głową Rachel i wbiła się w drzewo kilkanaście metrów za nią. Jason dobył miecza. Szary Jeździec zawołał coś tak głośno, że Rachel wzdrygnęła się. Wypowiedziała edomicką frazę, stworzyła kulę ognia, śmignęła w stronę jednego z Jeźdźców. Uniknął jej odbijając się w prawo. Przetoczył się i wstał, biegnąc dalej.
Rachel dopadły zawroty głowy i mroczki. Tyle lat nie używała magii. Ta fraza nie wymagała wiele energii, ale dziewczynę całkowicie jej pozbawiła. Za wielka przerwa w edomickim, pomyślała. Nie zważając na zawroty głowy, próbowała doskoczyć do swego sztyletu, lecz nagle wokół niej zapanowała ciemność.
Ostatnie, co pamiętała, do szczęk mieczy i dym ognia.
A później już nic.
***
Gdy się ocknęła, nie wiedziała gdzie jest. Leżała na drewnianej podłodze, w jakimś pomieszczeniu. Pomieszczenie było małe i ciemne, bardzo duszne. Kołysało lekko. Statek? - pomyślała dziewczyna. Wytężyła słuch i usłyszała kopyta konia oraz rozmowę jakichś ludzi.
Była w wozie Szarych Jeźdźców.
Przeklinając w duchu, przeszła do pozycji pół leżącej. Zamarła.
Jason leżał na brzuchu w zaschniętej kałuży krwi. Chciała krzyczeć, lecz nie miała siły. Drżącą ręką dotknęła Jasona i sprawdziła mu tętno. Było, całkiem mocne, nie słabe, jakiego się spodziewała.
-Jas..Jason? - Szturchnęła go, aby się obudził.
Z jękiem przekręcił głowę w jej stronę i otworzył oczy. W pół mroku słabo ją widział, tak jak ona jego. Zmarszczył brwi:
-Gdzie jesteśmy? Co się stało?
-Nie wiem. - Odparła Rachel.
Jason usiadł.
-To twoja krew? - Zapytała dziewczyna.
Chłopak chwilę milczał, jakby przeszukiwał pamięć. Nagle zrobił minę, jakby go olśniło.
-Pamiętam! Wtedy, gdy zemdlałaś, dobiegli do nas zbrojni i zwiadowcy. Na początku udało mi się zabić jednego z tych mężczyzn, Szarych Jeźdźców - mówił - ale dobiegła większa grupa. Mieli przewagę liczebną.. a..yhm.. Anthony zdradził! - Wykrzyknął, przypominając sobie, co zaszło. - Nie walczył przeciwko Szarym Jeźdźcom, tylko zabił naszych zbrojnych i zwiadowców. Później ktoś rzucił pochodnię, obozowisko się zapaliło i.. nic.
Rachel słuchała z szeroko otwartymi oczami.
-Masakra - jęknęła.
-Mówisz jak w naszym świecie. - Zaśmiał się Jason.
-To nie czas na żarty. Wzięli nas, pewnie do niewoli. - Fuknęła Rachel.
Chłopak zacisnął usta. Rachel spróbowała wymówić jakąś frazę.
Nie udało się.
Odurzyli mnie? - Zapytała w duchu. Nie mogła się na niczym skupić.
Po kilku godzinach, zasnęła, z głową opartą na ramieniu Jasona.
________________________________________________________________
Tutaj mój drugi blog: http://niezgodna-inna-historia.blogspot.com/
;)
-Co się stało?
Rachel tylko odparła:
-Szarzy Jeźdźcy... Oni...
Przerwała w pół zdania, gdy usłyszała świst. Odruchowo padła na ziemie. Czarna strzała przeszyła powietrze nad głową Rachel i wbiła się w drzewo kilkanaście metrów za nią. Jason dobył miecza. Szary Jeździec zawołał coś tak głośno, że Rachel wzdrygnęła się. Wypowiedziała edomicką frazę, stworzyła kulę ognia, śmignęła w stronę jednego z Jeźdźców. Uniknął jej odbijając się w prawo. Przetoczył się i wstał, biegnąc dalej.
Rachel dopadły zawroty głowy i mroczki. Tyle lat nie używała magii. Ta fraza nie wymagała wiele energii, ale dziewczynę całkowicie jej pozbawiła. Za wielka przerwa w edomickim, pomyślała. Nie zważając na zawroty głowy, próbowała doskoczyć do swego sztyletu, lecz nagle wokół niej zapanowała ciemność.
Ostatnie, co pamiętała, do szczęk mieczy i dym ognia.
A później już nic.
***
Gdy się ocknęła, nie wiedziała gdzie jest. Leżała na drewnianej podłodze, w jakimś pomieszczeniu. Pomieszczenie było małe i ciemne, bardzo duszne. Kołysało lekko. Statek? - pomyślała dziewczyna. Wytężyła słuch i usłyszała kopyta konia oraz rozmowę jakichś ludzi.
Była w wozie Szarych Jeźdźców.
Przeklinając w duchu, przeszła do pozycji pół leżącej. Zamarła.
Jason leżał na brzuchu w zaschniętej kałuży krwi. Chciała krzyczeć, lecz nie miała siły. Drżącą ręką dotknęła Jasona i sprawdziła mu tętno. Było, całkiem mocne, nie słabe, jakiego się spodziewała.
-Jas..Jason? - Szturchnęła go, aby się obudził.
Z jękiem przekręcił głowę w jej stronę i otworzył oczy. W pół mroku słabo ją widział, tak jak ona jego. Zmarszczył brwi:
-Gdzie jesteśmy? Co się stało?
-Nie wiem. - Odparła Rachel.
Jason usiadł.
-To twoja krew? - Zapytała dziewczyna.
Chłopak chwilę milczał, jakby przeszukiwał pamięć. Nagle zrobił minę, jakby go olśniło.
-Pamiętam! Wtedy, gdy zemdlałaś, dobiegli do nas zbrojni i zwiadowcy. Na początku udało mi się zabić jednego z tych mężczyzn, Szarych Jeźdźców - mówił - ale dobiegła większa grupa. Mieli przewagę liczebną.. a..yhm.. Anthony zdradził! - Wykrzyknął, przypominając sobie, co zaszło. - Nie walczył przeciwko Szarym Jeźdźcom, tylko zabił naszych zbrojnych i zwiadowców. Później ktoś rzucił pochodnię, obozowisko się zapaliło i.. nic.
Rachel słuchała z szeroko otwartymi oczami.
-Masakra - jęknęła.
-Mówisz jak w naszym świecie. - Zaśmiał się Jason.
-To nie czas na żarty. Wzięli nas, pewnie do niewoli. - Fuknęła Rachel.
Chłopak zacisnął usta. Rachel spróbowała wymówić jakąś frazę.
Nie udało się.
Odurzyli mnie? - Zapytała w duchu. Nie mogła się na niczym skupić.
Po kilku godzinach, zasnęła, z głową opartą na ramieniu Jasona.
________________________________________________________________
Tutaj mój drugi blog: http://niezgodna-inna-historia.blogspot.com/
;)
wtorek, 11 marca 2014
Rozdział 8
Ogłoszenie! Tu mam drugiego bloga; http://niezgodna-inna-historia.blogspot.com/
Zainteresowanych zapraszam do czytania! :)
___________________________________________________________________
Dni mijały, a towarzysze Rachel dowiedzieli się całkiem ważnych rzeczy. Między innymi, to, że większość Jeźdźców znajduje się na Północnych Rubieżach - mroźna kraina, skuta lodem. Inni Jeźdźcy są rozproszeni.
-Rachel, chcesz trochę? - Zapytał Jason wyciągając kawałek upieczonego mięsa.
Dziewczyna skinęła głową, wzięła mięso i zaczęła jeść.
Siedzieli przy niewielkim ognisku, na polanie przy małej wiosce, Wodan. Znajdowała się niedaleko Felrook, dawniej potężnej twierdzy, siedziby Maldora.
Zostały z niej gruzy.
Rachel czuła się nieswojo, znajdując się w tym miejscu. Przypomniała jej się śmierć Drake'a.
Miała ochotę płakać.
Gdy skończyła jeść, powiedziała do reszty towarzyszy:
-Idę się przejść.
-Niech będzie. Tylko nie zgub się - odparł Anthony i powrócił do jedzenia wielkiego kawałka mięsa ociekającego tłuszczem.
Dziewczyna szła krętą ścieżką. Była chłodna noc, drżała z zimna.
-Ale co z tego - pomyślała.
Wypowiedziała edomicką frazę, szary kamień uniósł się w powietrze, czekając na dalsze rozkazy ze strony Rachel. Uniósł się, następnie opadł, okręcił się i wystrzelił w ciemną noc. Rachel westchnęła. Idąc ścieżką coś przykuło jej uwagę. Nie słyszała niczego, lecz wyczuła konie. Nie, nie z tej strony z której przyszła.
To było gdzie indziej.
Dziewczyna skupiła się, poszła w stronę koni i wtedy ich ujrzała, dwie małe sylwetki na czarnych rumakach. Wskoczyła w krzaki, i pół idąc, pół biegnąc, skierowała się w ich stronę, żeby cokolwiek usłyszeć.
I usłyszała.
-...Nie traćmy czasu, idioto! -Zawołał jeden z nich.
-Ale to jest ważne! Ważniejsze, od tego co robimy! - Warknął drugi.
-Jej tu nie ma!
Rachel zadrżała. O kogo chodzi? - pomyślała.
-Jest. Straciliśmy już kilku ludzi w wioskach! Nasz przywódca się wkurzy, jeśli się jej a może im nie odpłacimy.
-Ty nie zdajesz sobie sprawy, to co robimy jest ważniejsze!
Jeden z nich westchnął, powiedział zmęczonym tonem:
-Ty nie wiesz co ona zrobiła Felrook.
A więc chodziło o nią. O Rachel. Dziewczyna chciała już uciec, ale dalsze zdania skusiły ją, żeby podeszła bliżej.
-Nasz przywódca powierzył nam zadanie. Jest o wiele ważniejsze, od niej.
-Ja cie błagam. Musimy ją odnaleźć. Ona wie jak to wykorzystać, przeciwko królowi.
-Nasz przywódca także zna edomicki! Nie rozumiesz?
-Rozumiem, lecz to ona przechytrzyła Maldora!
Rachel pisnęła cicho. Szarzy Jeźdźcy - jak się jej zdawało - umilkli. Jeden z nich zsiadł z konia i wyruszył w stronę dziewczyny. Z paniki wypowiedziała edomicką frazę. Jeden z nich zamarł sparaliżowany. Drugi pobiegł w ich stronę.
Dziewczyna puściła się pędem w stronę obozowiska.
Zainteresowanych zapraszam do czytania! :)
___________________________________________________________________
Dni mijały, a towarzysze Rachel dowiedzieli się całkiem ważnych rzeczy. Między innymi, to, że większość Jeźdźców znajduje się na Północnych Rubieżach - mroźna kraina, skuta lodem. Inni Jeźdźcy są rozproszeni.
-Rachel, chcesz trochę? - Zapytał Jason wyciągając kawałek upieczonego mięsa.
Dziewczyna skinęła głową, wzięła mięso i zaczęła jeść.
Siedzieli przy niewielkim ognisku, na polanie przy małej wiosce, Wodan. Znajdowała się niedaleko Felrook, dawniej potężnej twierdzy, siedziby Maldora.
Zostały z niej gruzy.
Rachel czuła się nieswojo, znajdując się w tym miejscu. Przypomniała jej się śmierć Drake'a.
Miała ochotę płakać.
Gdy skończyła jeść, powiedziała do reszty towarzyszy:
-Idę się przejść.
-Niech będzie. Tylko nie zgub się - odparł Anthony i powrócił do jedzenia wielkiego kawałka mięsa ociekającego tłuszczem.
Dziewczyna szła krętą ścieżką. Była chłodna noc, drżała z zimna.
-Ale co z tego - pomyślała.
Wypowiedziała edomicką frazę, szary kamień uniósł się w powietrze, czekając na dalsze rozkazy ze strony Rachel. Uniósł się, następnie opadł, okręcił się i wystrzelił w ciemną noc. Rachel westchnęła. Idąc ścieżką coś przykuło jej uwagę. Nie słyszała niczego, lecz wyczuła konie. Nie, nie z tej strony z której przyszła.
To było gdzie indziej.
Dziewczyna skupiła się, poszła w stronę koni i wtedy ich ujrzała, dwie małe sylwetki na czarnych rumakach. Wskoczyła w krzaki, i pół idąc, pół biegnąc, skierowała się w ich stronę, żeby cokolwiek usłyszeć.
I usłyszała.
-...Nie traćmy czasu, idioto! -Zawołał jeden z nich.
-Ale to jest ważne! Ważniejsze, od tego co robimy! - Warknął drugi.
-Jej tu nie ma!
Rachel zadrżała. O kogo chodzi? - pomyślała.
-Jest. Straciliśmy już kilku ludzi w wioskach! Nasz przywódca się wkurzy, jeśli się jej a może im nie odpłacimy.
-Ty nie zdajesz sobie sprawy, to co robimy jest ważniejsze!
Jeden z nich westchnął, powiedział zmęczonym tonem:
-Ty nie wiesz co ona zrobiła Felrook.
A więc chodziło o nią. O Rachel. Dziewczyna chciała już uciec, ale dalsze zdania skusiły ją, żeby podeszła bliżej.
-Nasz przywódca powierzył nam zadanie. Jest o wiele ważniejsze, od niej.
-Ja cie błagam. Musimy ją odnaleźć. Ona wie jak to wykorzystać, przeciwko królowi.
-Nasz przywódca także zna edomicki! Nie rozumiesz?
-Rozumiem, lecz to ona przechytrzyła Maldora!
Rachel pisnęła cicho. Szarzy Jeźdźcy - jak się jej zdawało - umilkli. Jeden z nich zsiadł z konia i wyruszył w stronę dziewczyny. Z paniki wypowiedziała edomicką frazę. Jeden z nich zamarł sparaliżowany. Drugi pobiegł w ich stronę.
Dziewczyna puściła się pędem w stronę obozowiska.
piątek, 7 marca 2014
Rozdział 7
Rachel, Jason, zwiadowcy i mężczyzna wrócili na polanę, do Anthony'ego. Podszedł do nich. Zwrócił się do zwiadowcy, który przytrzymywał jednego z Szarych Jeźdźców:
-Szary Jeździec, Eriku?
Erik poluzował chwyt, mężczyzna próbował się wyrwać. Udało mu się, lecz Erik złapał go za masywną rękę, kopnął w łydkę. Mężczyzna się przewrócił, Erik klęknął przy nim i docisnął go kolanem do ziemi.
-Tak. - Odparł.
Anthony klęknął przy mężczyźnie.
-Jak się zwiesz?
-Ciemna chmura - odpowiedział zdyszany mężczyzna.
-Zapytałem, jak się zwiesz, a nie jak na ciebie mówią, idioto - warknął Anthony.
- Northen. - szepnął mężczyzna.
Anthony wyciągnął z kieszeni rzemyk i zawiązał nim Northenowi ręce. Jęknął cicho. Anthony przeszedł do rzeczy:
-Gdzie znajdują się Szarzy Jeźdźcy?
Northen nie zareagował. Anthony powtórzył tym razem głośniej, i spoliczkował Northena.
Tym razem chciał gadać.
-Są rozproszeni.
Anthony uniósł brew. Rachel, wysiliła swój umysł i usłyszała myśli Northena.
Nie powiem im. Idioci.
Rachel wypowiedziała frazę, która miała sparaliżować Northena. Zamarł w bez ruchu. Anthony spojrzał na nią i podniósł brwi.
-No co? - Spytała z szyderczym uśmiechem.
Kiedy Northen znowu odzyskał władzę nad ciałem, zwrócił się do dziewczyny ze złowrogim uśmiechem:
-No, no. Czarownica? Akurat znam ciekawą informację.. A może to sekret?. Może cię zainteresować.. Szarzy Jeźdźcy wiedzą trochę więcej ode mnie.
-Jaką? - zapytała bez namysłu.
Northen uśmiechnął się tylko. Nic nie powiedział. Anthony zabrał głos.
-Jeszcze raz. Gdzie ukrywają się Jeźdźcy?
-Są rozproszeni. Już mówiłem. - odparł Northen.
-Świetnie. A dokładniej?
Northen prychnął, nic więcej.
-Chyba niczego się nie dowiemy. - Stwierdził Erik.
-Racja. Rachel?
Dziewczyna wiedziała, o co chodziło Anthony'emu. Wypowiedziała silną frazę, uśmiercającą przeciwnika. Oczy Northena zamgliły się. Jego ciało stało się bezwładne.
I tak zakończył żywot.
Rachel nie lubiła uśmiercać, ot tak. Pożałowała tego, że zabiła go. Odwróciła się, i odeszła na kilkanaście metrów. Słowa Northena ją dręczyły.
"Akurat mam ciekawą informację".
Jaką?
"A może to sekret?"
Jaki sekret?
"Może cię zainteresować"
Nie rozumiem.
"Szarzy Jeźdźcy wiedzą trochę więcej ode mnie."
Rachel podjęła swój cel.
Dowie się, o co chodziło Northenowi.
No nareszcie napisane ;) Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale czasu nie miałam ;(
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)