Rachel otwarła szeroko oczy. Wzięła wdech, wydech. Zamknęła oczy i starała sobie to poukładać.
Maldor żyje? Niemożliwe. Nie... Nie, on żyje.
-Co się stało? - Zapytał Płomień.
-Maldor żyje. Wrócił z Poza Umarłych.
-O matko... - Stęknął Płomień, mimo tego zachował spokój.
Rachel wyszła z sali. Za nią ktoś szedł, lecz nie zwróciła na o uwagi. Szła korytarzami zamku aż dotarła do Sali Tronowej i wyszła przez główne drzwi na deszczowy dziedziniec. Chłodny, wiosenny deszcz lał bardzo mocno, ale z emocji Rachel w ogóle go nie czuła. Na rynku praktycznie nie było żadnych ludzi. Poszła na Plac Bohaterów. Zaczęła przyglądać się ogromnym pomnikom. Kiedy doszła do Drake'a zalał ją gorący gniew.
-Na co to było. Zginął na próżno. - Wymamrotała wściekle.
Nagle poczuła na swoim barku dłoń. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała Jasona.
-Wszystko w porządku? - Zapytał.
-Nie, nie jest w porządku. Jest źle. - Fuknęła.
Jason westchnął cicho ale to tylko bardziej ją rozdrażniło.
-Jason, powiedz mi, na co to było? Zginęły tysiące ludzi! Oraz Drake! Czy ty tego nie rozumiesz? ZGINĘLI NA PRÓŻNO! Ich wysiłek okazał się marny!!! - Zaczęła krzyczeć Rachel.
-Nie okazał się marny, Rachel. - Uspokoił Jason Rachel.
-Boże. - Zaczęła Rachel. - Jason, do jasnej Anielki...
I zanim dokończyła, Jason ją delikatnie pocałował. I stali tak kilka, może naście minut, a gdy się od siebie odlepili, w oczach Rachel pojawiły się łzy. Przytuliła go mocno.
***
A teraz lecieli na Płomieniu, między chmurami. Było pewnie zimno, ale Rachel rzuciła zaklęcie ochronne. Za to czuła przyjemny wiatr.
-Czasami myślę, że każdego stworzono po coś. - Powiedziała Rachel. - Każdy ma do odegrania swoją rolę, aby świat jakoś się trzymał.
Jason kiwnął głową.
-A ja myślę tak samo. Tylko, że gdyby patrzeć na czyny ludzi, próżność ich zaślepia. Nie widzą tego, co trzeba.
-I przez to rodzi się nieszczęście.
-Dokładnie.
***
Teraz wszyscy stali w sali tronowej. Rachel podeszła do tronu Gallorana, który gorączkowo rozmawiał Nicholasem. Kiedy skończył, wstał tronu i wszyscy zamilkli.
-Nie będę owijał w bawełnę. Powrót Maldora oznacza tylko jedno. Wojnę.
Ludzie przez chwile nic nie mówili, ale później rozległy się krzyki bojowe i krzepkie słowa.
-Ale to nie koniec informacji. Musicie trenować. Zdobyć najlepszą broń. Najwytrawniejsi wojownicy niech szkolą innych mężów. Poproszę o pomoc Lud Nasiona oraz Drinlingów. Za dwa i pół miesiąca wyruszymy na Północne Rubieża. A teraz bierzcie się do roboty! Głoście moje słowa! Wytępimy Maldora i Szarych Jeźdźców!
O matko...
OdpowiedzUsuńWojna z Szarymi Jeźdźcami. Szykuję się niezła jatka.
Nie mogę się doczekać :D
Pisz pisz!
Pozdrawiam :*
Ten moment mnie rozwalił "odlepili się od siebie" ;-;
OdpowiedzUsuńps. nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee maldor nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
Oby Rachel i Jason byli razem <3<3<3
OdpowiedzUsuń