Po powrocie do Trensicourt każdego dnia zastanawiałam się - czy to był dobry wybór?
Wybrałam dołączenie do jakiejś organizacji, o której nie miałam zielonego pojęcia. Co jeśli Logan miał rację? Co jeśli Veilleurson chce mnie po prosu wykorzystać? Pomysł dołączenia tam incognito był dobry, lecz... Nie wiem, może będzie jakaś luka w naszym planie? Logan twierdził, że veilleurowie są wyszkoleni i zabójczo niebezpieczni.
No właśnie, jest jeszcze Logan. O nim też nic nie wiem. Zjawił się tu tylko po to, aby zaproponować dołączenie do Veilleurson. A może tylko mnie pilnował? Dlaczego zwlekał tak długo? Czemu pojawił się dopiero wtedy, kiedy umierałam?
-Myślę, że masz prawo podejmować własne decyzje. - Stwierdził, kiedy pewnego dnia przechadzaliśmy się po ogrodach Trensicourt. - Ale nigdy tam nie byłaś. Veilleurson... rządzi wszystkim.
-A dlaczego ty dołączyłeś? - zapytałam.
Przez chwilę czasu się zastanawiał, lecz doczekałam się odpowiedzi:
-Nie tylko ty jedyna chcesz raz na zawsze zabić Maldora. Zabił moich rodziców, dwie siostry i brata.
Zatrzymałam się gwałtownie.
-O Boże, tak mi przykro...
-To nie twoja wina. - Machnął ręką. - I tak za nimi bardzo nie tęsknię. Traktowali mnie... no cóż tu ukrywać, źle. Ale radzę sobie. I oto chodzi w życiu: przetrwać wszelkie przeciwności losu i iść dalej, naprzód. Jakbym stanął w miejscu choć na chwilę, w życiu bym się nie ruszył.
Skinęłam głową.
-Kiedy tam wyruszymy? - zapytałam. - W ogóle.. to daleko?
-W tym Poza nie ma już siedziby naszej organizacji.
-Co? Dlaczego? - zmarszczyłam brwi. - Przeniesiemy się do innego Poza?
-Tak, przeniesiemy się do twojego Poza.
-Chcesz mi powiedzieć, że wracam do domu? - zapytałam z niedowierzaniem.
-I to jeszcze w prawidłowym czasie - klasnął w dłonie i uśmiechnął się do mnie. - W jakim roku wróciłaś tutaj?
-2019... chyba. - Odparłam niepewnie.
-No widzisz. Tu minął rok, tam minął rok. Więc wrócisz w...
-2020! - krzyknęłam uradowana. - Logan, to wspaniale, wreszcie wrócę do domu. Byłeś tam?
-To znaczy gdzie? - mrugnął do mnie.
-W moim Poza.
-I to nie raz. Mieszkałem tam nawet. W Stanach Zjednoczonych. Chicago... - ostatnie słowo powiedział rozmarzonym tonem. - Jest tam znacznie lepiej niż tu. Ale tam nie ma edomickiego.
-Bez edomickiego da się żyć, gdy nie jest potrzebny. - Powiedziałam.
***
Kiedy wróciłam do swojej komnaty ogarnęło mnie poczucie... bezpieczeństwa. Pchnęłam drzwi i weszłam do niewielkiego, przytulnego pokoju. Otwarłam kredens, w którym leżał mój plecak, ten sam, który wzięłam z mojego świata. Był już zakurzony - w środku znalazłam rozładowanego IPhone. Czy mogłabym go naładować... frazą? Miałam ochotę się roześmiać. Wymamrotałam prostą frazę i telefon ożył. Uniosłam brwi i weszłam w menu. Telefon pokazywał datę 20 września 2019 roku, a godzinę 03:19. Weszłam w "wiadomości". Zjechałam na dół i kliknęłam w zakładkę "mama". Ostatnia wiadomość brzmiała tak:
"Cześć, jedziemy już do ciotki. Wrócimy około 21:00. Kocham cię, mama."
Doskonale pamiętałam tą wiadomość. Wysłała mi ją matka przed wypadkiem samochodowym moich rodziców, którzy zginęli. Miałam ochotę płakać, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Wypłakałam już wszystkie moje łzy.
Wstałam i skrzywiłam się. Mimo tego, że rana brzucha nie była już dla mnie zagrożeniem, wciąż bolała. Ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich szybkim krokiem i je otworzyłam.
-Cześć - powiedział Jason.
-Hej... właśnie chciałam z tobą pogadać. Wejdź.
Odsunęłam się, aby zrobić mu przejście. Zamknęłam ciężkie drzwi. Usiedliśmy na fotelach.
-Więc jak się czujesz? - zapytał niepewnie.
-Dobrze, chociaż czasami pobolewa. - Wzruszyłam ramionami. - Wszystko będzie dobrze.
W okno zaczęło coś stukać - deszcz. Ciemne chmury zawisły nad Trensicourt. Błysnęło i rozległ się głośny grzmot.
-Chciałabym się o coś ciebie zapytać. - Powiedziałam. - Nie znam Logana dobrze. Powiedział mi, że baza Veilleurson znajduje się w naszym Poza... i wiem, że to również twój dom i byłoby to egoistyczne z mojej strony nie proponując ci udać się tam ze mną.
Jason zamrugał.
-Rachel, ja... nie wiem czy mogę. Tobie zaproponowano dołączenie do tej organizacji, nie mnie.
-I co z tego? - zapytałam ze zmrużonymi oczami. - Nie chciałbyś wrócić na trochę do domu? Poza tym... Przecież również jesteś Pozaświatowcą, takim jak ja. Jason proszę...
Chłopak westchnął.
-Dobra. Ale jak będą się pytać, kim ja jestem i co tam robię to ty bierzesz winę na siebie.
-Nie ma sprawy. - Uśmiechnęłam się. - Dziękuję ci.
Minęły dwa tygodnie a wszystko przemijało tak jak zawsze - codziennie narady, nowe propozycje i przemyślenia. Można powiedzieć, że wszystko było w porządku. Mieszkańcy królestwa byli spokojniejsi, bardziej szczęśliwi. Powoli zbliżała się jesień - świadczyły o tym kolorowe liście na drzewach i chłodniejsza, bardziej kapryśna pogoda. Czasami świeciło słońce i było ciepło - a czasami padał deszcz i niemiłosiernie wiało.
Na naradach panowało napięcie. Przecież atak Maldora mógł nastąpić w każdej chwili, a królestwo było niechronione, teraz, gdy mieszkańcy się odprężyli. Żołnierze ćwiczyli codziennie, z każdym dniem zwiększali swoje umiejętności. Czasami przechodziłam obok nich i oglądałam treningi. Tyle młodych ludzi, a tylu mogło nie przeżyć. Logan zaakceptował mój pomysł z dołączeniem Jasona. Chociaż nie był zbyt ucieszony, zrozumiał moją decyzję.
Ja również trenowałam. Codziennie biegałam po lesie, zwiększałam swoją odporność. W szermierce szło mi coraz lepiej. Czasami wychodziłam na polanę z Loganem, który uczył mnie różnych sztuczek. Wczesnymi rankami latałam z Płomieniem i obserwowałam okolicę. Płomień polubił Logana, a on był nim zafascynowany.
-Logan, a właśnie... - powiedziałam, kiedy głaskał smoka po nosie - co ze smokiem?
-W twoim Poza nie ma edomickiego. Veilleurson, czasami, aby nauczyć nowicjuszy różnych sztuczek, aktywuje ją, ale tylko na kilka godzin. Płomień jest przepełniony edomickim, więc gdyby przeniósł się do tamtego Poza... po prostu by znikł - wytłumaczył - przykro mi.
Spojrzałam ze smutkiem na smoka.
-Będzie mi ciebie brakować.
-
Wiem.
-Rachel, już czas. - Oznajmił Logan pewnego wieczoru. - Jutro musimy się przenieść, inaczej wylądujemy w innym czasie.
Spojrzałam na niego.
-Wiem... ja... tylko muszę się pożegnać z innymi, okej?
Pokiwał głową.
-Jason jest gotowy? - zapytał.
-Myślę, że jest. Trzeba mu powiedzieć.
***
Zapukałam do komnaty Gallorana.
-Wejść! - rozległ się ciepły głos.
Otworzyłam drzwi. Król siedział przy stole i pisał coś białym piórem.
-Ach, to ty. - Powiedział i uśmiechnął się. - Słyszałem, że jutro wyruszacie.
-Tak... chciałam się po prostu pożegnać. I poprosić o jakieś rady. - Oznajmiłam i wytarłam spocone ręce w spodnie.
-Powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć. Proszę, usiądź - wskazał ręką wygodne krzesło.
Usiadłam i oparłam się.
-Więc... czy był pan kiedyś w tej organizacji?
-Nie, aczkolwiek nie raz mi to proponowano - przetarł dłonią oczy.
-Dlaczego pan odmówił? - zapytałam bez chwili namysłu.
-W tej organizacji są ludzie, którzy współpracują z Maldorem. Moim zdaniem, to właśnie oni proponowali mi dołączenie do tej organizacji. - Spojrzał mi w oczy. - Musisz uważać. Wiele ludzi tutaj, to veilleurowie. Póki jesteś tutaj, powinnaś zmienić wygląd edomickim. Ludzie cię obserwują. Wiedzą jak wyglądasz.
-Jak wyjaśnicie nasze zniknięcie? - zmarszczyłam brwi.
-Ogłosimy, że wysłano was na misję dyplomatyczną do Nia-Zo. - Odparł.
-Uwierzą? - uniosłam brwi.
-Edomickim stworzymy waszą "kopię". Będą wyglądać wiarygodnie. Płomień poleci na wschód, a szpiedzy pewnie za nim. To taka przynęta. Później zniknie i zawróci. A inni będą was szukać w tamtym kraju.
Uśmiechnęłam się na myśl błądzących szpiegów po dalekim kraju.
-Brzmi dobrze. - Stwierdziłam.
-Życzę ci powodzenia z całego serca. Musisz uważać.
-I tak zrobię. - Zapewniłam.
____________________________________________________________________
Przepraszam, za taki długi okres bez rozdziału ;/ kolejny pojawi się znacznie szybciej =)