piątek, 6 marca 2015

Działaj lub giń. Rozdział 14

Podczas gdy pociąg tankował, pasażerowie mogli wyjść na półgodzinną przerwę. Jason postanowił zostać i przypilnować rzeczy, a ja, Logan i ten facet o imieniu Barton wyszliśmy na zewnątrz.
-Kim ty do cholery jesteś? - warknął Logan po wyskoczeniu z pociągu.
Chociaż Logan, moim zdaniem zanadto się przejął, sama się obawiałam tego mężczyzny.
-Mówiłem już - odparł Barton Woodruff patrząc na Logana z góry.
-Nie chodzi mi o twoje imię. Podobno jesteś martwy - Logan zmrużył oczy.
-Oszukałem Augustusa - Barton uśmiechnął się lekko.
-Zna pan Anthony'ego? - spytałam. - To znaczy Gusa?
-Ileż on ma imion? - mężczyzna pokręcił głową z niedowierzaniem - tak, znałem. Nawet bardzo dobrze. Był moim przyjacielem. Sługą Maldora. Kochankiem mojej żony. Biologicznym bratem. Wiele można o, nim mówić.
-Bratem?! - wykrzyknęłam.
-Niestety.
-O Boże, ...Zanim Gus mnie dźgnął, mówił coś o Amber i jej mężu. Pan był jej mężem? Nie mówił o panu jak o swoim bracie tylko jak o obcej osobie...
Pokiwał głową i lekko ją przekrzywił.
-Co pan tu robi? - zmarszczyłam brwi. - I, o co chodzi Loganowi?
-Ekhem, ja tu jestem - przypomniał Logan a ja spojrzałam na niego śmiertelnym wzrokiem.
-Długo was obserwowałem. Od Richmond. Od tamtego domu, gdzie znaleźliście martwe małżeństwo. Wiem o twoich snach, Rachel. Wiem, że rozmawiasz w nich z Amber. A co do ciebie - popatrzył na Logana - Gus mnie nie zabił. A przynajmniej myślał, że mnie zabił. Pracowałem dla Veilleurson, tak jak Amber. Wtedy działało dobrze, chcieli zniszczyć Maldora. Kiedy znalazła sposób na zabicie go, powiedziała o tym Gusowi, nie mnie. A on ją zabił. Wtedy wziąłem jej naszyjnik, w którym zgromadziła swoją moc i schowałem go w domu w Chicago. Miałem podobny naszyjnik - i dałem go Augustusowi, myślącemu, że to oryginalny naszyjnik. Nie wiem, czy odkryli już, że to oszustwo. Przez kilka lat żyłem w Lyrianie, a tutaj wróciłem w 2006 roku, więc, gdybym nigdy się nie przeniósł, umarłbym dawno ze starości. Odpowiadając na twoje pytanie, Rachel, przybyłem, aby wam pomóc.
Zacisnęłam wargi i spuściłam wzrok. Kimkolwiek był, chyba mogłam mu zaufać.
-Dobrze - powiedziałam - chyba przyda nam się ktoś, kto wie co mamy robić.
Logan spojrzał na mnie z niedowierzaniem i gniewem. Nie zerkając za siebie, pewnym krokiem wskoczyłam z powrotem do pociągu zostawiając moich towarzyszy samych. Miałam dość niepewnych dni.
W pociągu zerkałam na śpiącego Jasona. Dlaczego wcześniej nie zauważyłam jego podkrążonych oczu, obgryzionych paznokci i jego napiętej sylwetki?
- Veilleurson musi poczekać. - Powiedziałam, kiedy się obudził. - Zmieniamy kurs na Chicago, w Washinghtonie się przesiadamy i jedziemy na zachód.
- Super - ziewnął. - Jest coś do jedzenia?
Logan rzucił mu batonika musli. Jason nie narzekał.

AVE MARIA! AVE COŚ TAM!
oto dzień, w którym dodałam rozdział. Następny za rok. Albo za dwa tygodnie. Zobaczy sie :p                                              
Tymczasem zapraszam tu!
http://historie-pisza-zwyciezcy.blogspot.com
Oraz
http://and-if-you-can-survive.blogspot.com - tutaj post pojawi się wkrótce.

Wiem, że rozdział krótki, jednakże nie mam pomysłu, co dalej. Kolejny będzie dłuższy, a przynajmniej się postaram. Si ja!