Podróż na zachodnie wybrzeże nie trwała długo. Galloran, Rachel, Jason, Farfalee, Jasher, Aram i jego żona, oraz kilku innych nasienników, z którymi podróżowali za dawnych lat: Kerick, Halco, Andrus, Delissa i Nollin. Jechali razem z oddziałem zbrojnych, a Rachel latała na smoku i obserwowała okolicę z góry.
-Masz rację - stwierdził wtedy Galloran - przydadzą się dodatkowe oczy.
Rachel wsiadła na smoka i ten wzleciał do góry. Stęskniła się trochę za tym, więc zamknęła oczy i rozkoszowała się chłodnym wiatrem.
***
Wysunięty Posterunek był niewielkim miasteczkiem z dużym portem. Przy porcie zostało zacumowano mnóstwo statków, w mieście panował ruch, za pewne wywołany między innymi przybyciem Gallorana. Rachel zleciała na ziemię i zeskoczyła ze smoka na ziemię. Przed jej oczami zatańczyły mroczki. Oparła się o smoka, by dojść do siebie. Starsza rada miasteczka, wyszła na spotkanie z Galloranem. Klęknęli przed nim, kiedy ten i wszyscy inni zeszli z koni.
-Powstańcie. - Zażądał Galloran.
-Królu. - Skinęli głowami. - To zaszczyt gościć Waszą Wysokość w Wysuniętym Posterunku. Przygotowaliśmy dla pana ucztę w głównym budynku, i pokoje w naszej najlepszej gospodzie. Pomyśleliśmy, że jesteście zmęczeni podróżą na zachód - powiedział najwyższy z nich.
-Owszem, miło będzie odpocząć. Szczerze dziękujemy. Czy statek jest gotowy? - zapytał król zerkając na port.
-Oczywiście, Wasza Wysokość. - Energicznie pokiwał głową - zapasy i załoga gotowa.
-To cudownie. Prosiłbym o nakarmienie naszych koni oraz o odświeżeniu ich.
-Zabiera je pan na statek? - zdziwił się rozmówca Gallorana.
-Nie, ale są już zmęczone, bardziej niż my.
-Ach, tak rozumiem. A ten smok? - spojrzał nieufnie na Rachel i Płomienia.
-Smok nie będzie stwarzał zagrożenia. - Zapewnił Galloran.
Rachel podeszła bliżej z założonymi rękami.
-To stworzenie nie może polować na terenie naszego miasta i atakować pasących się zwierząt na pobliskich łąkach. - Oznajmił mężczyzna spokojnie.
-To stworzenie nie będzie polować na wasze zwierzęta ani ich straszyć. - Westchnęła Rachel. -
Przykro mi, będziesz musiał się trochę oddalać w czasie polowania. - Posłała myśli do smoka.
Westchnął w myślach, ale Rachel wiedziała, że się zgodził.
-W takim razie, zapraszam na ucztę! - rzekł uradowany mężczyzna i poprowadził ich do siedziby Wysuniętego Posterunku.
***
Uczta była skromna. Jeden, ogromny stół został nakryty czerwonym, wyblakłym materiałem. Stały na nim misy z mięsem, owocami i innym jedzeniem, oraz dzbany z winem, wodą i chyba herbatą. Posiłek trwał krótko, wieczorem wszyscy razem poszli do gospody "Złote piaski". Przed jej pokojem postawiono strażnika, aby dziewczyna była bezpieczna. Oparła głowę na poduszce, kiedy ktoś zapukał w drzwi.
-Proszę. - Zawołała i w drzwiach pojawił się strażnik.
-Lord Jason pyta się, czy może wejść. - Oznajmił.
-Tak, oczywiście. - Zgodziła się i przetarła oczy.
Strażnik mruknął coś i Jason wszedł do jej pokoju, ubrany w swój podróżny strój.
-Mogę siąść? - zapytał wskazując krzesło.
-Jasne. - Kiwnęła głową.
Opadł na krześle, wyraźnie zmęczony.
-I jak ci się tu podoba? - zapytała Jasona Rachel.
-Średnio. Strasznie tu duszno i wilgotno. Przynajmniej wiatr wieje od zachodu, bo bym się tu udusił.
Jason miał racje, w tym mieście panowały tropiki i Rachel ciągle była zlana potem.
-No racja.
-Zauważyłaś, że Meridan ma coś z Gredz.. Gre.. jak to było?
-Grecji? - podsunęła mu dziewczyna.
-Tak, tak. - Spuścił wzrok zakłopotany. Było mu wstyd, że już nie pamiętał państw z jego świata.
-Rzeczywiście. Budowle przypominają greckie.
Kiedy się nie odezwał, spytała:
-Mogę się o coś ciebie zapytać?
Uniósł brwi w pytającym geście.
-Czy uważasz, że powinnam wrócić do swojego świata?
Jason wydawał się zszokowany.
-Że.. że co?
-Jeden musi zostać, drugi wrócić. Naruszyłam przepowiednię.
-Matko, Rachel, nie. Rozmawiałaś o tym z Galloranem?
-Tak.
-I co powiedział? - Jason się wyprostował.
-Że może miałam odejść, by kiedyś wrócić. - Przewróciła oczami.
-On może mieć rację.
-Wątpię, chociaż chciałabym, żeby tak było. - Westchnęła.
-Powinienem już iść. Jest późno, a musimy wcześnie wstać.
-Racja.
***
Obudziły ją bębniące krople deszczu. Wstała, przeciągając się i zobaczyła chmury wiszące nisko nad niebem. No no, pogoda się chyba zmieniła, pomyślała. Wyszukała umysłem swojego smoka, Płomienia. Był daleko więc posłała myśli mocniej, niż dotychczas:
-Myślisz, że będzie sztorm?
Minęła chwila, zanim rozległa się odpowiedź:
-Tak. Chyba wyruszymy za kilka dni.
Westchnęła, bo chciała już wypłynąć na morze i spotkać się z Corinne.
-A to pech. Upolowałeś coś?
-Tak, owcę.
Zaklęła pod nosem.
-
Mówiłam ci coś! Teraz mieszkańcy tego miasta będą do mnie mieli pretensje..
-Spokojnie, spokojnie. Ta owca uciekła od stada. Była wycieńczona, więc postanowiłem skrócić jej cierpienia i ją zjeść.
-Niech ci będzie. Idę coś zjeść.
Przebrała się w koszulę z długimi rękawami i w długie spodnie. Zasznurowała wysokie buty, i zeszła po skrzypiących schodach na śniadanie.
Zastała tam Gallorana, Jashera, Farfalee i Jasona, oraz kilka strażników.
-O Rachel, w samą porę! - rzekł uradowany król.
Dziewczyna podeszła do nich i przywitała się. Dosiadła się do ich stołu.
-A więc nie wypłyniemy dzisiaj? - zapytał Jasher.
-Nie, nie chcemy chyba natrafić na sztrom. - Odparł Galloran.
-Płomień poinformował mnie, że prawdopodobnie będzie sztorm - odezwała się Rachel.
-W takim razie nie płyniemy dzisiaj. - Westchnął Jason.
-Taki byłby rozsądny wybór. - Zgodził się król i dokończył jeść śniadanie.
-Ale spóźnimy się na ślub. - Przypomniała dziewczyna.
-Rachel ma racje - powiedziała cicho Farfalee - mogłabyś polecieć na Płomieniu i rozpoznać sytuację? - zwróciła się do niej.
-Jasne, że tak. Po śniadaniu spotkam się z nim kilometr od miasta i obejrzymy wszystko z góry - zapewniła i zjadła kęs chleba z wołowiną.
-To świetnie. W tym czasie ja z wami obejrzę statek. - Postanowił król.
Po skończonym posiłku Rachel poszła do pokoju po płaszcz. Wyjrzała przez okno, i stwierdziła, że już tylko mży.
To dobrze, przynajmniej nie zmoknę. Posłała mentalną wiadomość Płomieniowi, i nie czekając na jego odpowiedź wyszła z gospody na deszcz. Zerknęła w stronę stajni po czym zadecydowała, że nie potrzebny jej koń.
Przecież to niedaleko. Skierowała się uliczką do południowej bramy. Mijając przechodniów słyszała niepokojące słowa. Budziła postrach, między innymi przez smoka, ale też dlatego, że znała świetnie edomicki i mogłaby słowem zmienić ich życie w piekło.
Uznawano ją za mroczną i tajemniczą postać, choć wcale taka nie była. Postanowiła to zignorować. Strażnik stojący przy bramie zapytał:
-Dokąd to idziesz?
Zdjęła kaptur, pozwalając mu rozpoznać ją. Kiwnął tylko głową.
***
Płomień wzniósł się w górę, na tyle, by móc ocenić pogodę. Rachel postanowiła zostać na dole, a Płomień będzie podsyłał jej obrazy. Chmury. Deszcz. Wzburzone wody oceanu. Ciemne niebo ze strony zachodniej. Gwałtowne fale. Lekko chwiejące się drzewa. Port. Statki.
-
Dobra, starczy. - Rachel otworzyła oczy i obrazy znikły. -
Wracam do miasta.
-
Zaczekaj. Mam pomysł. - Zleciał na ziemię. -
Jeśli wyruszymy teraz, sztorm nas ominie.
-
Tak? - Rachel była szczerze zaskoczona. -
Ominąć tak rozległy sztorm?
-
Owszem, sztorm jest na zachodzie, co nam będzie mogło przeszkodzić, ale wiatr wieje na południe. Jeśli wyruszymy teraz, sztorm nas ominie. - Powtórzył.
Spojrzała na niego niepewnie. Owszem, był bardzo mądry, owszem może mieć rację, ale każdy może się mylić.
-Obyś miał rację - syknęła i ruszyła do miasta.
Chciała dotrzeć do miasta jak najszybciej, nie było czasu na zwlekanie. Pobiegła przez ścieżkę i już po kilku minutach była przy bramie. Ruszyła po kilku sekundach odpoczynku szybkim krokiem. Mieszkańcy zerkali na nią nie pewnie, lecz nie było czasu na rozmyślanie. Wpadła z hukiem do gospody i jej spojrzenie natknęło się na Gallorana pochylającego się nad mapą. Zadyszana wypaliła:
-Jeśli ruszymy teraz, ominie nas sztorm.
-Ale...
Posłała mu kilka obrazów i od razu zrozumiał.
-Idź poinformować innych, a ja poinformuję radę miasta że wypływamy. - Postanowił, zwijając mapę.
-Dobrze.
Weszła po drewnianych schodach i zapukała do drzwi Jasona.
-Wejdź. - Dobiegł głos ze środka, więc weszła.
Jason siedział na łóżku i ostrzył miecz.
-Wyruszamy teraz. Wiatr wieje na południe, więc bardzo możliwe, że uda nam się ominąć sztorm.
Wyszła z jego pokoju i zapukała do kilku innych, informując Arama z jego żoną, Sandrą. Nie mogła znaleźć innych, więc wróciła do swojego pokoju i spakowała swoje rzeczy. Zeszła na dół gdzie czekali nasiennicy.
-Wiecie już? - spytała szybko.
-Tak. Galloran powiedział, że mamy zaczekać na resztę i zaprowadzić was do statku.
Po chwili reszta zeszła, i wszyscy skierowali się do portu.