To już 1000 wyświetleń! Dziękuję wam, że czytacie! :D
ps. Przepraszam, że nie było długo rozdziału nowego, ale nie miałam czasu ;/
_____________________________________________
Nadszedł świt. Rachel przetarła spuchnięte oczy. Nie spała całą noc. Podobnie Jason. Popatrzył się na nią porozumiewawczo. Wstała z drewnianego krzesła i podeszła do okna.
Miasto było spokojne i ciche, ludzie rozkładali się na placu targowym.
-Wydaje mi się, że już w porządku. - Mruknęła Rachel do Jasona.
Kiwnął głową, lecz się nie odezwał. Rachel poszukała myślami smoka:
-Dzień Dobry. A może nie? - Powiedziała do Płomienia.
-Galloran się już ze mną kontaktował. Wszystko w porządku, pojmali kilku napastników na miejscu, resztę zabili. Za godzinę będzie przesłuchanie ich. - Odparł smok.
-Czemu się Galloran z nami nie skontaktował? - Zapytała.
-Myślał, że śpicie, a tak w ogóle to był bardzo zajęty.
-Aha. Gdzie ty teraz jesteś?
-Krążę sobie nad zamkiem.
Rachel zerknęła w górę. Rzeczywiście, jakaś czerwona plama zataczała kręgi nad Trensicourt. Rachel uśmiechnęła się.
-Okay. To do zobaczenia później.
Dziewczyna zapytała Jasona:
-Słyszałeś?
-Tak. Powinniśmy zejść na to przesłuchanie.
-Tez tak myślę.
***
Rachel usiadła koło Jasona w rogu sali. Za 5 minut powinno się rozpocząć przesłuchanie. Siedzieli w dużej sali, gdzie było pełno (już zajętych) krzeseł. Zebrali się tam wszyscy doradcy króla oraz sędziowie. Na środku sali stały trzy wysokie krzesła na podeście. Na środkowym zasiadał sam Galloran, po prawej kanclerz Nicholas, po lewej jakiś inny doradca, jakiego Rachel nie rozpoznała. Czekali tak chwilę w ciszy, gdy Galloran wstał i rzekł:
-Witajcie. Zebraliśmy się tutaj, aby przesłuchać czterech Szarych Jeźdźców, którzy napadli na nas poprzedniej nocy. - Król tak mówił i mówił, lecz Rachel nie za bardzo go słuchała.
Podniosła głowę gdy powiedział:
-Wprowadzić pierwszego napastnika.
Drzwi chwilę później otworzyły się, i wszedł niski mężczyzna o jasnych włosach z cwaniacką twarzą. Dłonie miał zakute w żelazne kajdany, a za nim szedł barczysty gwardzista. Zaprowadził go na krzesło przesłuchań. Nie wyrywał się.
-Jak się nazywasz? - Zapytał Galloran.
***
Jason i Rachel niecierpliwili się. Każdego z Szarych Jeźdźców nie wydobyto żadnych informacji. Gdy nadeszła kolej na czwartego - a raczej czwartą - Szarą Jeźdźczyni o mysich włosach i smutnej twarzy, Galloran zapytał znudzonym głosem:
-Jak się nazywasz?
-Sanna, córka Seary.
-Ile masz lat?
-Dwadzieścia dwa.
-Opowiedz, jak dołączyłaś do Szarych Jeźdźców.
Wszyscy byli zdziwieni, bowiem jedyna mówiła otwarcie i pewnie:
-Moi rodzice byli dość zamożnymi ludźmi. Byli pewnymi arystokratami z Kadary, a mnie traktowano bardzo dobrze. Kiedy chcieli jechać do Meridonu w sprawach służbowych, napadli na nas Szarzy Jeźdźcy. Ich zabito, a mnie pojmano, zaprowadzono w ich plugawe szeregi i zmuszono do posłuszeństwa. Grożono śmiercią. - Ostatnie słowa wypowiedziała z taką rozpaczą i gniewem, że Rachel jej współczuła.
-Kiedy cię do tego zmuszono? - Zapytał Galloran z podobnymi uczuciami jak Rachel.
-Phi, rok temu. Szkolono nas w szermierce i truciznach. I tak nas traktowali jak psy. - Zmarszczyła brwi z odrazą. - Wasza Wysokość, ja tego nie chciałam. Nie chciałam tam dołączyć. Ale są z tego pewne korzyści. Dla waszego dobra, dowiedziałam się wiele rzeczy. Mimo, że gdy je wypowiem najpewniej umrę, ale dowiecie się czemu. Wasza Wysokość, ale muszą się dowiedzieć o tym najważniejsze osoby. Wszyscy nie mogą. Mogłaby wystąpić panika, i Bóg jeden wie, co jeszcze.
Galloran się chwilę zastanawiał, w końcu powiedział:
-Na sali zostaną: Kanclerz Nicholas, mój doradca Daniel oraz Venne, moja córka Corinne - Rachel zaczęła ją szukać aż w końcu znalazła - a zarazem przedstawicielka Meridonu oraz Samel, przedstawiciel Ludu Nasiona. A przede wszystkim Rachel i Jason, pozaświatowcy.
I ci, których nie wyczytano wyszli niezadowoleni. Venne, Corinne, Samel, Rachel i Jason wstali i usiedli bliżej. Galloran zwrócił się do Sanny:
-A więc kontynuuj.
-Kiedy byłam w Wolfever... - Zaczęła ale Nicholas jej przerwał:
-Wolfever?
-Szarzy Jeźdźcy tak nazwali swoją siedzibę. A więc kiedy tam byłam, podsłuchałam pewną rozmowę gwardzistów. Rozmawiali o tym, że.. - Sanna zamknęła oczy, lecz nie powstrzymała łez. Gdy je otworzyła, była zrezygnowana, ale pewna siebie: - Że...
Ale wiedząc co się szykuje, Rachel krzyknęła:
-Stop! Nic nie mów!
Po czym zerwała się z krzesła i podeszła szybko do Sanny. Posłała do niej myśli:
-Posłuchaj mnie. Byłam przez jakiś czas byłam w Wolfever, ale udało mi się uciec. Dowiedziałam się o Przysiędze Śmierci, która cię obowiązuje, jak każdego Szarego Jeźdźca. Pomogę ci ją zdjąć, lecz musisz otworzyć przede mną umysł i mi zaufać. Gdy skończymy, będziesz mogła w spokoju wszystko powiedzieć, bez ryzyka śmierci.
Sanna otworzyła szeroko oczy i kiwnęła pospiesznie głową. Rachel uśmiechnęła się słabo, i położyła jej dłoń na czole. I weszła do jej umysłu.
***
Jej umysł był niesamowity. Tajemniczy, budzący szacunek i lęk. Sanna była niezwykłą osobą. Poza tym, Rachel odkryła jej zdolności magiczne. Powiedziała do niej:
-Odszukam tą przysięgę, i poślę ku tobie słowa, które ją rozwiązują.
-Jak sobie życzysz, pani. - Odparła Sanna.
I Rachel zaczęła jej posyłać słowa a Sanna je zaczęła wymawiać. Gdy skończyły, były dziwnie zmęczone.
-Poczekaj, upewnię się, że rozwiązałyśmy tą przysięgę. - Mruknęła Rachel, tym razem normalnie.
I gdy odszukała ją w umyśle Sanny, była nieważna i rozwiązana. Rachel uśmiechnęła się tryumfalnie.
-OK, możesz mówić. - Oznajmiła i ignorując zaciekawione spojrzenia reszty osób.
Sanna zamknęła oczy.
-A więc chodzi o to, że... dowiedziałam, się o pewnym świecie Zmarłych. To takie Poza, gdzie trafiają zmarli ze wszystkich światów. I dowiedziałam się, że... - Odetchnęła niespokojnie . - Maldor powrócił z tego świata. On jest w Wolfever. Szykują się do wojny.
CO?! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
OdpowiedzUsuńCholera...
Mina Rachel bezcenna xD
Usuńmoje pierwsze odczucie co? ręce mi opadły serio jak mogłaś???!!!!!!!
OdpowiedzUsuń