Jason został zepchnięty ze statku. Inny niewolnik, Joe, którego poznał podczas podróży, wylądował obok niego. Jason ciągle czuł pod nogami falowanie, ale wiedział, że to uczucie minie.
2 miesiące. Aż 2 miesiące, płynął tutaj, do Zaghary. Najpierw dopłynęli do Meridonu, tam uzupełnili zapasy, i popłynęli dalej. Jason przeklinał Szarych Jeźdźców. Dzisiaj mieli ich sprzedać na Targu Niewolników w mieście Zao, na wschodnim wybrzeżu tej krainy.
-Będziemy teraz podróżować pieszo. Jutro będziemy w Zao. - Oznajmił jeden z Szarych Jeźdźców.
Jason podniósł się z ziemi, a gdy jego kolega, Joe, chciał uczynić to samo, jęknął.
Joe sprzeciwiał się kilka razy rozkazom Szarych Jeźdźców, przez co został potraktowany batem. Jason chciał wziąć z niego przykład, przecistawić się, ale nie mógł.
Przeklinał swoje tchórzostwo.
Przez całą podróż myślał o Rachel, o tym, co jej powiedział. "Rachel, kocham cię." To były prawdziwe słowa. I żałował, że powiedział je tak późno, gdy miał umrzeć. Nie myślał o tym, co będzie, o jego niewolnictwie i ciężkim życiu. Myślał tylko o Rachel.
-No szybciej! - Warknął ich nadzorca i podążyli naprzód.
***
Następnego dnia, ich oczom ukazało się rozległe miasto Zao. Było zbudowane całe z jasnego kamienia, całe otoczone ogromnym murem. Ludzie chodzili ubrani w jasnych szatach, albowiem panował niesamowity upał. Dotarli do bramy. Szary Jeździec, zamienił kilka słów ze strażnikami, po czym bramy się podniosły i weszli do miasta.
Wokół ludzie patrzyli na nich z odrazą, pogardą, jak na szczury. Skoro Jason miał umrzeć to dlaczego miał być posłuszny? Posłał uśmiech ludziom i pomachał im. Natychmiast został kopnięty w łydkę stalowym butem jego nadzorcy.
Godzinę później stali już na rynku. Jasonowi odebrano koszulę i buty, tak więc został w samych spodniach. Oglądał, jak ludzie licytują się o niewolników. Kiedy nadeszła jego kolej, wstrzymał oddech. Jakiś mężczyzna rzekł:
-Oto sam lord Caberton, prosto z Lyrianu!
Ludzie zaczęli mamrotać i śmiać się. Później się licytowali, i w końcu kupił go gruby, zamożny mężczyzna. Podszedł do niego i walnął go pięścią z całej siły w łeb. Zachwiał się, oddał cios, jeszcze mocniejszy. Przed oczami Jasona mignęło jasne światło. Usłyszał głos:
-Wybatożyć.
***
Jak się okazało, jego nowy właściciel to brat władcy miasta. Został zaprowadzony na rynek, przywiązany do słupa.
-Ile batów? - Ktoś zapytał.
-Niech będzie 15. - Odparł niższy głos.
I usłyszał syk. I bat uderzył go z przeszywającym, oślepiającym bólem. Jason nie miał czego zagryźć, ale nie chciał krzyczeć, więc milczał. Kolejny bat. Kolejny świst, kolejny bat, kolejny, oślepiający ból. Jason zaśmiał się w duchu - taka kara za uderzenie? Miał ochotę się śmiać, gdy powietrze przeszył ryk. Ryk był ogłuszający, jakby wielki stwór wyrósł z ziemi i zaczął ryczeć. Ludzie krzyczeli, strażnicy dobyli miecze i piki.
I wtedy Jason to ujrzał.
Ujrzał smoka.
Smoki ledwie pamiętał, minęło wiele lat, odkąd sobie o czymś takim przypomniał. Smoki były w jego świecie - występowały w legendach, filmach grach.. A teraz takiego widział.
Smok zionął ogniem przypalając ludzi i domy. Ludzie zaczęli uciekać z dziedzińca. Mężczyzna, który go biczował, porzucił bat i uciekł w tłum. Jason został sam.
Już zamknął oczy, by nie patrzeć na nieuchronną śmierć, gdy smok wylądował trochę dalej, i usłyszał jak ktoś biegnie.
-Jason.. - Jakiś damski głos zaczął ciąć więzy krępujące jego ręce. Wtedy uniósł wzrok.
Przed nim stała Rachel, w czarnych włosach i szarych oczach.
-Matko Boska to ty?! - Wykrzyknął. Podniósł się, i poczuł niemiłosierny ból w plecach.
Usłyszał jak Rachel mamrota frazę. Nie czuł już bólu w plecach, nie czuł krwi.
-Dzięki - skinął głową.
Położyła mu rękę na ramieniu i poczuł dziwne gorąco i energię. Skrzywił się.
-Co jest? - Zapytała.
-Nie teraz. - Mruknął. - Skąd się tu wzięłaś? Co ty tu robisz? CZY TY MASZ SMOKA?!
Ale Rachel nie patrzała na niego. Pchnęła go na ziemię, kiedy strzała przeszyła powietrze. Minęła go o włos.
-Szybko.. - Wymamrotała Rachel i pociągnęła go w stronę smoka gdy między nimi szybowały strzały.
Pobiegli do smoka.. Rachel wskoczyła na niego, ale Jason pozostał. Rachel wyciągnęła rękę:
-Wskakuj!
Podciągnęła go, i siadł tuż za nią.
Smok wzbił się w powietrze.
Był wolny.
***
Smok leciał w stronę wschodniego wybrzeża. Jason w końcu poprosił:
-Opowiedz mi, co się zdarzyło, gdy mnie zabrano.
Rachel przełknęła z trudem ślinę.
-Gdy cię zabrano, Vharon gadał o jakichś sekretach, które mi powie. Gdy odmówiłam mu wierności, zamknął mnie w celi. Tam zasnęłam, a gdy się obudziłam, poczułam dym. Strażnicy ciągnęli mnie gdzieś, ale Torivor mnie odbił. Poprosiłam go, i pobiegłam w stronę siedziby Vharona. Ukradłam księgę, którą wcześniej widziałam, i wyskoczyłam przez okno. Biegłam już do Torivora, gdy trafił mnie zatruty bełt. Widzisz, teraz mam czarne włosy i jestem blada...
-I masz szare oczy.. - przerwał jej Jason.
-Że co? - Zdziwiła się Rachel.
-No.. masz szare oczy.
Rachel zmarszczyła brwi. Kontynuowała:
-I przez jakiś czas, byłam mocno osłabiona. Gdy wróciły mi siły, wymknęłam się z Trensicourt, i podążyłam nad Morze Śródlądowe, do Celestynowej Biblioteki. Tak więc stworzyłam Płomienia...
-Jestem Płomień. A ty zapewne jesteś Jason?
-Tak. Miło mi.
-Również.
Rachel uśmiechnęła się.
-I ta energia o mało mnie nie zabiła. Poleciałam przez Meridon, i dotarłam tu..
-Boże.. ty jesteś jakąś wariatką! Stworzyłaś smoka, żeby mnie ocalić?
-Tak.
-Wariatka. - Mruknął Jason.
Rachel zaśmiała się.
***
Gdy dotarli na plażę, smok poprosił o odpoczynek. Rachel oddała swój płaszcz Jasonowi - mimo nalegań, aby go zatrzymała - i usiadła obok niego.
-Jesteś głodny?
-No.
Rachel wyciągnęła jedzenie z plecaka i podała Jasonowi.
-Jedz.
Jason zaczął jeść, ale zjadł mniej, niż oczekiwała. Oddał jedzenie, i powiedział:
-Nadal nie wiem jak mnie znalazłaś.
-Byłam w innym mieście i dowiedziałam się o Targu Niewolników, i że wczoraj mieli ich sprzedawać.
-Dziękuję Ci.
-Nie ma za co. Czego się nie robi dla przyjaciół...
"Przyjaciół". To słowo dziwnie zabrzmiało w umyśle Jasona, zarówno jak i u Rachel. Oboje wiedzieli, że coś ich łączy ale nie wiedzieli co.
Przypomniał mi się cytat ze Shreka: "Mam smoka i nie zawaham się go użyć!" :D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Cieszę się, że odnaleźli Jasona. Zastanawiam się co dalej? Czekam na kolejne rozdziały :)
Pozdrawiam