niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 25

Jason został zepchnięty ze statku. Inny niewolnik, Joe, którego poznał podczas podróży, wylądował obok niego. Jason ciągle czuł pod nogami falowanie, ale wiedział, że to uczucie minie.
2 miesiące. Aż 2 miesiące, płynął tutaj, do Zaghary. Najpierw dopłynęli do Meridonu, tam uzupełnili zapasy, i popłynęli dalej. Jason przeklinał Szarych Jeźdźców. Dzisiaj mieli ich sprzedać na Targu Niewolników w mieście Zao, na wschodnim wybrzeżu tej krainy.
-Będziemy teraz podróżować pieszo. Jutro będziemy w Zao. - Oznajmił jeden z Szarych Jeźdźców.
Jason podniósł się z ziemi, a gdy jego kolega, Joe, chciał uczynić to samo, jęknął.
Joe sprzeciwiał się kilka razy rozkazom Szarych Jeźdźców, przez co został potraktowany batem. Jason chciał wziąć z niego przykład, przecistawić się, ale nie mógł.
Przeklinał swoje tchórzostwo.
Przez całą podróż myślał o Rachel, o tym, co jej powiedział. "Rachel, kocham cię." To były prawdziwe słowa. I żałował, że powiedział je tak późno, gdy miał umrzeć. Nie myślał o tym, co będzie, o jego niewolnictwie i ciężkim życiu. Myślał tylko o Rachel.
-No szybciej! - Warknął ich nadzorca i podążyli naprzód.

                                                                          ***
Następnego dnia, ich oczom ukazało się rozległe miasto Zao. Było zbudowane całe z jasnego kamienia, całe otoczone ogromnym murem. Ludzie chodzili ubrani w jasnych szatach, albowiem panował niesamowity upał. Dotarli do bramy. Szary Jeździec, zamienił kilka słów ze strażnikami, po czym bramy się podniosły i weszli do miasta.
Wokół ludzie patrzyli na nich z odrazą, pogardą, jak na szczury. Skoro Jason miał umrzeć to dlaczego miał być posłuszny? Posłał uśmiech ludziom i pomachał im. Natychmiast został kopnięty w łydkę stalowym butem jego nadzorcy.
Godzinę później stali już na rynku. Jasonowi odebrano koszulę i buty, tak więc został w samych spodniach. Oglądał, jak ludzie licytują się o niewolników. Kiedy nadeszła jego kolej, wstrzymał oddech. Jakiś mężczyzna rzekł:
-Oto sam lord Caberton, prosto z Lyrianu!
Ludzie zaczęli mamrotać i śmiać się. Później się licytowali, i w końcu kupił go gruby, zamożny mężczyzna. Podszedł do niego i walnął go pięścią z całej siły w łeb. Zachwiał się, oddał cios, jeszcze mocniejszy. Przed oczami Jasona mignęło jasne światło. Usłyszał głos:
-Wybatożyć.
                                                                        ***
Jak się okazało, jego nowy właściciel to brat władcy miasta. Został zaprowadzony na rynek, przywiązany do słupa.
-Ile batów? - Ktoś zapytał.
-Niech będzie 15. - Odparł niższy głos.
I usłyszał syk. I bat uderzył go z przeszywającym, oślepiającym bólem. Jason nie miał czego zagryźć, ale nie chciał krzyczeć, więc milczał. Kolejny bat. Kolejny świst, kolejny bat, kolejny, oślepiający ból. Jason zaśmiał się w duchu - taka kara za uderzenie? Miał ochotę się śmiać, gdy powietrze przeszył ryk. Ryk był ogłuszający, jakby wielki stwór wyrósł z ziemi i zaczął ryczeć. Ludzie krzyczeli, strażnicy dobyli miecze i piki.
I wtedy Jason to ujrzał.
Ujrzał smoka.
Smoki ledwie pamiętał, minęło wiele lat, odkąd sobie o czymś takim przypomniał. Smoki były w jego świecie - występowały w legendach, filmach grach.. A teraz takiego widział.
Smok zionął ogniem przypalając ludzi i domy. Ludzie zaczęli uciekać z dziedzińca. Mężczyzna, który go biczował, porzucił bat i uciekł w tłum. Jason został sam.
Już zamknął oczy, by nie patrzeć na nieuchronną śmierć, gdy smok wylądował trochę dalej, i usłyszał jak ktoś biegnie.
-Jason.. - Jakiś damski głos zaczął ciąć więzy krępujące jego ręce. Wtedy uniósł wzrok.
Przed nim stała Rachel, w czarnych włosach i szarych oczach.
-Matko Boska to ty?! - Wykrzyknął. Podniósł się, i poczuł niemiłosierny ból w plecach.
Usłyszał jak Rachel mamrota frazę. Nie czuł już bólu w plecach, nie czuł krwi.
-Dzięki - skinął głową.
Położyła mu rękę na ramieniu i poczuł dziwne gorąco i energię. Skrzywił się.
-Co jest? - Zapytała.
-Nie teraz. - Mruknął. - Skąd się  tu wzięłaś? Co ty tu robisz? CZY TY MASZ SMOKA?!
Ale Rachel nie patrzała na niego. Pchnęła go na ziemię, kiedy strzała przeszyła powietrze. Minęła go o włos.
-Szybko.. - Wymamrotała Rachel i pociągnęła go w stronę smoka gdy między nimi szybowały strzały.
Pobiegli do smoka.. Rachel wskoczyła na niego, ale Jason pozostał. Rachel wyciągnęła rękę:
-Wskakuj!
Podciągnęła go, i siadł tuż za nią.
Smok wzbił się w powietrze.
Był wolny.


                                                                             ***
Smok leciał w stronę wschodniego wybrzeża. Jason w końcu poprosił:
-Opowiedz mi, co się zdarzyło, gdy mnie zabrano.
Rachel przełknęła z  trudem ślinę.
-Gdy cię zabrano, Vharon gadał o jakichś sekretach, które mi powie. Gdy odmówiłam mu wierności, zamknął mnie w celi. Tam zasnęłam, a gdy się obudziłam, poczułam dym. Strażnicy ciągnęli mnie gdzieś, ale Torivor mnie odbił. Poprosiłam go, i pobiegłam w stronę siedziby Vharona. Ukradłam księgę, którą wcześniej widziałam, i wyskoczyłam przez okno. Biegłam już do Torivora, gdy trafił mnie zatruty bełt. Widzisz, teraz mam czarne włosy i jestem blada...
-I masz szare oczy.. - przerwał jej Jason.
-Że co? - Zdziwiła się Rachel.
-No.. masz szare oczy.
Rachel zmarszczyła brwi. Kontynuowała:
-I przez jakiś czas, byłam mocno osłabiona. Gdy wróciły mi siły, wymknęłam się z Trensicourt, i podążyłam nad Morze Śródlądowe, do Celestynowej Biblioteki. Tak więc stworzyłam Płomienia...
-Jestem Płomień. A ty zapewne jesteś Jason?
-Tak. Miło mi.
-Również.
Rachel uśmiechnęła się.
-I ta energia o mało mnie nie zabiła. Poleciałam przez Meridon, i dotarłam tu..
-Boże.. ty jesteś jakąś wariatką! Stworzyłaś smoka, żeby mnie ocalić?
-Tak.
-Wariatka. - Mruknął Jason.
Rachel zaśmiała się.


                                                                           ***
Gdy dotarli na plażę, smok poprosił o odpoczynek. Rachel oddała swój płaszcz Jasonowi - mimo nalegań, aby go zatrzymała - i usiadła obok niego.
-Jesteś głodny?
-No.
Rachel wyciągnęła jedzenie z plecaka i podała Jasonowi.
-Jedz.
Jason zaczął jeść, ale zjadł mniej, niż oczekiwała. Oddał jedzenie, i powiedział:
-Nadal nie wiem jak mnie znalazłaś.
-Byłam w innym mieście i dowiedziałam się o Targu Niewolników, i że wczoraj mieli ich sprzedawać.
-Dziękuję Ci.
-Nie ma za co. Czego się nie robi dla przyjaciół...
"Przyjaciół". To słowo dziwnie zabrzmiało w umyśle Jasona, zarówno jak i u Rachel. Oboje wiedzieli, że coś ich łączy ale nie wiedzieli co.

1 komentarz:

  1. Przypomniał mi się cytat ze Shreka: "Mam smoka i nie zawaham się go użyć!" :D
    Świetny rozdział. Cieszę się, że odnaleźli Jasona. Zastanawiam się co dalej? Czekam na kolejne rozdziały :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń