-Plan jest taki, omówiłem go wcześniej z Galloranem. Rachel wejdzie do wioski. Nasi zwiadowcy wejdą za nią i będą ją patrolować. Rachel wejdzie go gospody i siądzie przy jakimś stoliku w kącie. Zwiadowcy usiądą gdzieś indziej, pośrodku a Rachel będzie wypatrywać jeźdźców.-Wytłumaczył Anthony.
-Zaraz zaraz a jak ja ich rozpoznam?-Zapytała Rachel.
-Zwiadowcy ci w tym pomogą. Szarzy Jeźdźcy odznaczają się tym że są aroganccy i groźni. W Lyrianie zapanował spokój po wojnie z Maldorem i ludzie stali się dla siebie milsi. U niektórzy Szarzy Jeźdźcy mają czarny tatuaż na ramieniu, przedstawiający wilka. Nie martw się, rozpoznasz ich a jeżeli nie weź pokój na jedną noc.
Rachel kiwnęła głową i jeszcze raz spytała:
-A jak ja się skontaktuje z wami?
-Telepatycznie, z ze mną.-Odezwał się Jason. Dziewczyna wzruszyła ramionami:
-Jak chcesz.
-Jason pójdzie ze zwiadowcami w takim razie.-Oznajmił Anthony.-Będziecie musieli się przebrać.
***
Rachel przebrała się w odzienie typowe dla ludzi ze wsi. Włosy potargała i pobrudziła twarz ziemią, tak by nikt jej nie rozpoznał. Przeszła cicho przez niską bramę i skierowała się do gospody wybranej przez Anthony'ego. Budynek był dwupiętrowy i górował nad innymi domami. Zrobiony był z dębowego drewna. Rachel zawahała się i otworzyła stare, skrzypiące drzwi. W środku było ciepło i przyjemnie. Było z tuzin ludzi ale na szczęście dużo stołów. Dziewczyna podeszła do lady barowej i zadzwoniła dzwonkiem. Chwilę później wyszedł otyły mężczyzna i mruknął:
-Czego?
Rachel miała już skomentować jego zachowanie ale ugryzła się w język- A jednak takie. traktowanie kobiet się nie zmieniło- Pomyślała. Szczerze mówiąc aż ją to śmieszyło w końcu była Pozaświatowcem i osobą wysokiej rangi w królestwie ale w tej chwili była na ważnej misji. Odezwała się z udawanym chrapliwym głosem typowym dla wieśniaków:
-Poproszę kubek wody, tamto mięso-Wskazała ręką talerz innego gościa.- i może ziemniaki jeszcze.
Kilka minut później mężczyzna podał jej to co zamówiła i udała się do małego stolika stojącego w kącie.
Usiadła na krześle tak, że za plecami miała ścianę a przed sobą całą oberżę. Zaczęła powoli jeść posiłek i rozglądać ukradkiem po sali. Prawie na samym środku sali siedzieli umięśnieni mężczyźni. Właśnie jeden wstał i podszedł do innego mizernego gościa. Pchnął go na ścianę i wyciągnął nóż. Odezwał się zaskakująco niskim głosem:
-Nie za dużo ci tych pieniędzy? -Sięgnął po skórzany worek drobnego gościa. Zważył w dłoni sakiewkę i uderzył pięścią w głowę ofiary. Rachel przez chwilę miała wrażenie że go zabił ale tylko stracił przytomność. Cała sala umilkła i wszyscy zwiesili głowy. To oni- pomyślała dziewczyna w duchu. W tej samej chwili weszli zwiadowcy i Jason. Z trudem ich rozpoznała, ponieważ byli nieźle przebrani. Zamówili coś i zasiedli przy stoliku, nieopodal umięśnionych mężczyzn.
-Jason, tamci umięśnieni niedaleko waszego stolika.. Oni okradli tego drobnego gościa... Wydaje mi się że to Szarzy Jeźdźcy.-Przesłała telepatycznie wiadomość Jasonowi Rachel.
-Masz racje.. Nie wyglądają na normalnych ludzi. Spróbuj ich zamrozić na chwilę może odwrócisz ich uwagę a my zaatakujemy.-Odpowiedział.
-Jesteście uzbrojeni?-Zapytała.
-Tak, tak... Rachel oni o czymś rozmawiają...Rachel TERAZ!- Krzyknął telepatycznie Jason.
Rzeczywiście, umięśnieni mężczyźni zmierzali w stronę Rachel. Obaj uzbrojeni w noże. Dziewczyna wypowiedziała edomicką frazę, umocnioną lekkim strachem i adrenaliną. Jeden ze zwiadowców wstał i wbił nóż w bok jednego z Szarych Jeźdźców. Teraz wszyscy patrzyli na nich. Rachel wypowiedziała kolejną frazę i pchnęła przez całą salę martwego mężczyznę a drugiego jeszcze raz sparaliżowała i powaliła na ziemie. Podbiegła do niego a zwiadowca związał mu mocno ręce.
-Porozmawiamy na zewnątrz...-Oznajmił gniewnie zwiadowca i podniósł brutalnie mężczyznę.-A WY NIKOMU SIĘ NIE WYGADAJCIE! JESTEŚMY NA KRÓLEWSKIEJ MISJI!-Krzyknął do pozostałych gości i wyprowadził z gospody mężczyznę. Jason i Rachel wyszli w pośpiechu za nimi. Wszyscy podążali na polanę gdzie czekał na nich Anthony ze zbrojnymi.
wtorek, 21 stycznia 2014
niedziela, 19 stycznia 2014
Rozdział 5
-Rachel jesteś pewna?-Upewnił się Jason zapinając siodło swojemu wierzchowcowi.
-Tak Jasonie, już ci to mówiłam. A może to ty nie jesteś pewny?-Zapytała i wskoczyła na siodło swojej kasztanowej klaczy.
-Jestem pewny.-Potwierdził chłopak.
Mieli wyruszyć w podróż i wytropić Szarych Jeźdźców. Towarzyszyło im czterech zwiadowców i sześciu lekko-zbrojnych. Szczerze mówiąc i tak będą się rozdzielać w wioskach by nie rzucać się w oczy więc Rachel niespecjalnie się to spodobało. Równie dobrze mogłaby się sama rozprawić z Szarymi Jeźdźcami powalając ich jedną frazą. Nie była amatorką.
-Dobra, ruszamy!-Zawołał dowódca, Anthony. Był jak na swoją pozycję bardzo miły i nie wymagający lecz ta misja była poważna i podszedł do niej z wielką ostrożnością. Rachel popchnęła lekko wierzchowca butami w boki i klacz ruszyła naprzód. Dziewczyna wiedziała że czeka ją wiele dni w siodle. Sięgnęła po swoją torbę- wcześniej spakowała tam żywność, bukłak z wodą, scyzoryk i jeszcze kilka innych rzeczy z jej świata. Wzięła także dokładną mapę, którą dostała od Gallorana. Było tam wszystko począwszy od małego strumienia po pola farm.
-Ekhem.-Jakiś głos odezwał się w jej głowie i o mało nie spadła z klaczy.
-Jason! Nie strasz mnie..-Odpowiedziała kąśliwie zapominając o jego nowo nabytych umiejętnościach.
-Nie straszę...-Odparł niewinnie.
-Aha.. Lepiej powiedz jaką wioskę pierw przeszukamy.-Zaproponowała dziewczyna.
-Nie wiem. Ale fajnie że nikt z tych ludzi wokół nas nie zna się na edomickim. Będę mógł się straszyć i budzić w środku nocy.-Zaśmiał się Jason. Rachel przełknęła ślinę- Jason 24 godziny na dobę w jej głowie.
-Nie zapominaj że mogę cię zamrozić jednym słowem.. powalić na ziemię... sparaliżować...unieść w górę...- Zaczęła wyliczać Rachel.
-Ach tak zapomniałem że jesteś czarnoksiężnikiem.. Ojej co ja teraz zrobię! -Powiedział ironicznie chłopak.
-Nie przesadzaj. - Mruknęła szybko i cicho dziewczyna ale Jason miał rację- miała zdolności godne czarnoksiężnika. Nigdy nie myślała o władzy takiej jak Maldor- wogóle nie myślała o władzy i rządzeniu... Trochę ją to przerastało. W tym samym czasie dowódca Anthony powiedział:
-Zatrzymajmy się na chwilę. Musimy zaplanować taktykę i pomyśleć kto wejdzie do pierwszej wioski a kto zostanie w ukryciu i na straży.
Rachel skręciła na polanę za drzewami i dostrzegła pierwszą wioskę. Nie mała nie duża ale zapewne nie będzie łatwo wytropić przynajmniej jednego Szarego Jeźdźca. - Pomyślała.
Udało się co nieco napisać :) ostatnio nie mam czasu aczkolwiek mam wenę :D pozdrawiam.
-Tak Jasonie, już ci to mówiłam. A może to ty nie jesteś pewny?-Zapytała i wskoczyła na siodło swojej kasztanowej klaczy.
-Jestem pewny.-Potwierdził chłopak.
Mieli wyruszyć w podróż i wytropić Szarych Jeźdźców. Towarzyszyło im czterech zwiadowców i sześciu lekko-zbrojnych. Szczerze mówiąc i tak będą się rozdzielać w wioskach by nie rzucać się w oczy więc Rachel niespecjalnie się to spodobało. Równie dobrze mogłaby się sama rozprawić z Szarymi Jeźdźcami powalając ich jedną frazą. Nie była amatorką.
-Dobra, ruszamy!-Zawołał dowódca, Anthony. Był jak na swoją pozycję bardzo miły i nie wymagający lecz ta misja była poważna i podszedł do niej z wielką ostrożnością. Rachel popchnęła lekko wierzchowca butami w boki i klacz ruszyła naprzód. Dziewczyna wiedziała że czeka ją wiele dni w siodle. Sięgnęła po swoją torbę- wcześniej spakowała tam żywność, bukłak z wodą, scyzoryk i jeszcze kilka innych rzeczy z jej świata. Wzięła także dokładną mapę, którą dostała od Gallorana. Było tam wszystko począwszy od małego strumienia po pola farm.
-Ekhem.-Jakiś głos odezwał się w jej głowie i o mało nie spadła z klaczy.
-Jason! Nie strasz mnie..-Odpowiedziała kąśliwie zapominając o jego nowo nabytych umiejętnościach.
-Nie straszę...-Odparł niewinnie.
-Aha.. Lepiej powiedz jaką wioskę pierw przeszukamy.-Zaproponowała dziewczyna.
-Nie wiem. Ale fajnie że nikt z tych ludzi wokół nas nie zna się na edomickim. Będę mógł się straszyć i budzić w środku nocy.-Zaśmiał się Jason. Rachel przełknęła ślinę- Jason 24 godziny na dobę w jej głowie.
-Nie zapominaj że mogę cię zamrozić jednym słowem.. powalić na ziemię... sparaliżować...unieść w górę...- Zaczęła wyliczać Rachel.
-Ach tak zapomniałem że jesteś czarnoksiężnikiem.. Ojej co ja teraz zrobię! -Powiedział ironicznie chłopak.
-Nie przesadzaj. - Mruknęła szybko i cicho dziewczyna ale Jason miał rację- miała zdolności godne czarnoksiężnika. Nigdy nie myślała o władzy takiej jak Maldor- wogóle nie myślała o władzy i rządzeniu... Trochę ją to przerastało. W tym samym czasie dowódca Anthony powiedział:
-Zatrzymajmy się na chwilę. Musimy zaplanować taktykę i pomyśleć kto wejdzie do pierwszej wioski a kto zostanie w ukryciu i na straży.
Rachel skręciła na polanę za drzewami i dostrzegła pierwszą wioskę. Nie mała nie duża ale zapewne nie będzie łatwo wytropić przynajmniej jednego Szarego Jeźdźca. - Pomyślała.
Udało się co nieco napisać :) ostatnio nie mam czasu aczkolwiek mam wenę :D pozdrawiam.
sobota, 11 stycznia 2014
Rozdział 4
Pierwszy zapytał Jasher.
-Co się stało, że wróciłaś?
Rachel wiedziała że takie pytanie padnie pierwsze, więc zaczęła tłumaczyć:
-Pięć miesięcy od mojego przejścia moi rodzice.. zginęli w wypadku samochodowym. W moim świecie, tego dnia, którego się przeniosłam miałam 24 urodziny. Zrobiłam sobie prezent.
-Ale jak przeszłaś? Przecież.. to prawie niemożliwe..-Mruknął Jason nakładając sobie kolejną porcję soczystego mięsa.
-Wyjechałam do Wielkiego Kanionu. Przechodziłam pod łukami skalnymi. Kilka razy się nie udało aż zauważyłam jakiś dziwny łuk skalny. Wydawało mi się że emanowała z niego jakaś energia... No więc przeszłam i znalazłam się tutaj. Zasnęłam na drzewie i obudził mnie torivor. No więc poszłam z nim i doszłam do Trensicourt.
-Jeden miał odejść a drugi zostać..-Powiedział Aram lecz Rachel tylko odparła:
-Mogę wrócić jeśli przez mój powrót coś się stanie.
-Rachel... Jezioro w Felrook zostało zniszczone.
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy- teraz nie ma jak wrócić... Ale zaraz, ona nie ma gdzie wracać.
-Pewnie znajdzie się inna droga powrotu. Zmieniając temat- Co słychać w Lyrianie?-Zapytała.
-Na razie jest spokojnie.-Odparła Farfalee. Rachel uniosła brew:
-Na razie?
-Kilka lat temu powstała grupa przestępców. Po jakimś czasie ludzie nazwali ich "Szarymi Jeźdźcami" a założycielem tej grupy jest jeden z popleczników Maldora.-Wytłumaczyła Farfalee.
-Ale jak to? Przecież siły Gallorana wybiły zdrajców!-Zdumiała się Rachel.
-Tak myśleliśmy, lecz ukrywali się na Dymiących Pustkowiach.-Zauważył Galloran.-Tam rzadko kto zagląda. Wysłałem kilka mniejszych oddziałów zbrojnych oraz zwiadowców żeby sprawdzili co słychać w mniejszych miastach i wioskach.
-Zatem ile jest Szarych Jeźdzców?-Spytała Rachel.
-Ponad sto. W tym ponad dwóch rozsadników.-Oznajmił Galloran. Rachel aż gwizdnęła.-Ale większość z nich ukrywa się właśnie w małych wioskach. Udają wędrowców i mieszają się z tłumem.
-Logiczne.-Kiwnęła głową Rachel i nagle wpadł jej pewien pomysł do głowy:
-Mogłabym jakoś pomóc?
Galloran uniósł brew i przy stole zapanowała cisza.
-Rachel, szczerze mówiąc mogłabyś się przydać. Masz niewiarygodne zdolności, ale przemyśl to jeszcze raz. Z chęcią przyjmę twoją pomoc lecz jest to niebezpieczne.-Powiedział spokojnie Galloran.
Rachel kiwnęła głową:
-Przemyślę, dam znać za kilka dni.
UWAGA! Zmieniłam ten rozdział, ponieważ.. Z tą Eberą tak średnio xD
-Co się stało, że wróciłaś?
Rachel wiedziała że takie pytanie padnie pierwsze, więc zaczęła tłumaczyć:
-Pięć miesięcy od mojego przejścia moi rodzice.. zginęli w wypadku samochodowym. W moim świecie, tego dnia, którego się przeniosłam miałam 24 urodziny. Zrobiłam sobie prezent.
-Ale jak przeszłaś? Przecież.. to prawie niemożliwe..-Mruknął Jason nakładając sobie kolejną porcję soczystego mięsa.
-Wyjechałam do Wielkiego Kanionu. Przechodziłam pod łukami skalnymi. Kilka razy się nie udało aż zauważyłam jakiś dziwny łuk skalny. Wydawało mi się że emanowała z niego jakaś energia... No więc przeszłam i znalazłam się tutaj. Zasnęłam na drzewie i obudził mnie torivor. No więc poszłam z nim i doszłam do Trensicourt.
-Jeden miał odejść a drugi zostać..-Powiedział Aram lecz Rachel tylko odparła:
-Mogę wrócić jeśli przez mój powrót coś się stanie.
-Rachel... Jezioro w Felrook zostało zniszczone.
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy- teraz nie ma jak wrócić... Ale zaraz, ona nie ma gdzie wracać.
-Pewnie znajdzie się inna droga powrotu. Zmieniając temat- Co słychać w Lyrianie?-Zapytała.
-Na razie jest spokojnie.-Odparła Farfalee. Rachel uniosła brew:
-Na razie?
-Kilka lat temu powstała grupa przestępców. Po jakimś czasie ludzie nazwali ich "Szarymi Jeźdźcami" a założycielem tej grupy jest jeden z popleczników Maldora.-Wytłumaczyła Farfalee.
-Ale jak to? Przecież siły Gallorana wybiły zdrajców!-Zdumiała się Rachel.
-Tak myśleliśmy, lecz ukrywali się na Dymiących Pustkowiach.-Zauważył Galloran.-Tam rzadko kto zagląda. Wysłałem kilka mniejszych oddziałów zbrojnych oraz zwiadowców żeby sprawdzili co słychać w mniejszych miastach i wioskach.
-Zatem ile jest Szarych Jeźdzców?-Spytała Rachel.
-Ponad sto. W tym ponad dwóch rozsadników.-Oznajmił Galloran. Rachel aż gwizdnęła.-Ale większość z nich ukrywa się właśnie w małych wioskach. Udają wędrowców i mieszają się z tłumem.
-Logiczne.-Kiwnęła głową Rachel i nagle wpadł jej pewien pomysł do głowy:
-Mogłabym jakoś pomóc?
Galloran uniósł brew i przy stole zapanowała cisza.
-Rachel, szczerze mówiąc mogłabyś się przydać. Masz niewiarygodne zdolności, ale przemyśl to jeszcze raz. Z chęcią przyjmę twoją pomoc lecz jest to niebezpieczne.-Powiedział spokojnie Galloran.
Rachel kiwnęła głową:
-Przemyślę, dam znać za kilka dni.
UWAGA! Zmieniłam ten rozdział, ponieważ.. Z tą Eberą tak średnio xD
sobota, 4 stycznia 2014
Rozdział 3
Siedząc przy oknie Rachel wypatrywała pierwszych gości. Wypowiedziała edomicką frazę i talerz ze śniadaniem wylądował jej w dłoniach. Nie mogła uwierzyć że spotka się z przyjaciółmi! Ale gdy o tym pomyślała, przypomniał jej się Drake i inni. Chociaż minęło tyle lat, jej cząstka dalej jest w smutku oraz gniewie. Wstała i ubrała się w jedno z ubrań, które zakupiła wczoraj u miejskiego krawca: oliwkową tunikę z szarą kamizelką, ciemne spodnie i wysokie buty. Włosy upięła w warkocz i dokończyła śniadanie. Rozległo się ciche pukanie.
-Proszę wejść.-Mruknęła Rachel. Weszła Corinne.
-Dzień Dobry, Rachel. Galloran kazał poinformować cię że za niecałą godzinę zjawią się pierwsi goście.
-Wyśmienicie. A wiecie kto?-Zapytała Rachel.
-Prawdopodobnie nasiennicy.
Gdy usłyszała "nasiennicy" coś ją zabolało, nie fizycznie, psychicznie.
-Wszystko w porządku?-Spytała telepatycznie Corinne.
-Tak, tak oczywiście..-Szepnęła mentalnie Rachel.
-Rachel, wiem że jest ci przykro po stracie Drake'a mi też i innym ale musisz przestań się zamartwiać.-Odpowiedziała Corinne. Rachel westchnęła.
-Może masz rację.
-Chcesz się przejść?-Zapytała Corinne.
Rachel kiwnęła głową. Sięgnęła po skórzaną torbę i wyszła z Corinne.
Gdy wyszły z zamku poczuły rozgrzane promienie słońca.
-Macie lato?-Zapytała Rachel. Wczoraj nie było aż tak ciepło.
-Końcówkę wiosny. Ciepło co?-Zaśmiała się Corinne.-Gdzie chcesz iść? Połazimy po mieście czy przejedziemy się na koniach?
-Możemy pochodzić.-Zgodziła się ale nagle zauważyła wyłaniających się z lasu, trzech jeźdźców.
-Myślisz że to nasiennicy?-Spytała Rachel Corinne.
-Raczej tak... Tak, tak to oni. Idziemy ich przywitać?
-Oczywiście-Uśmiechnęła się Rachel.
Rachel z Corinne podeszły do głównej bramy. Ujrzały Jashera, Farfalee oraz Lodana. Jasher chyba je zobaczył i wyszczerzył się w uśmiechu. Gdy nasiennicy przejechali przez bramę podszedł do nich stajenny. Trójka jeźdźców zeszła z wierzchowców i podała wodze stajennemu. Farfalee oraz Lodan zauważyli Rachel.
-Rachel!-Pisnęła Farfalee i objęła ją.
-Witaj Farfalee, Lodanie. Dzień Dobry Jasherze.-Powitała nasienników Rachel.
-Nie mogę uwierzyć że wróciłaś... Opowiedz..-Zaczął Jasher lecz Farfalee mruknęła:
-Jash, odpowie nam na obiedzie..
-no dobrze.
-Chciałyśmy się przejść ale odprowadzimy was do zamku-Powiedziała Corinne gdy skończyła się z nimi witać.
-Prowadźcie.
Corinne skierowała się z powrotem do zamku, a Rachel rozmawiała z Farfalee.
-Będziemy znowu odwiedzać bibliotekę, przynajmniej chciałabym robić to, co dawniej.-Mruknęła Rachel.
Farfalee przystanęła.
-Ej duża jesteś. Ile u was czasu minęło?
-Dwa lata W moim świecie miałam 20 lat, i chyba tak zostanie... Nie chcę się postarzać.-Zaśmiała się Rachel wygładzając tunikę.
-Gdy odeszłaś byłam parę razy w bibliotece i natknęłam się na kolejne niesamowite księgi! Musisz je zobaczyć!-Powiedziała Farfalee gdy doszli do zamku. Strażnik nie pytając o nic, kiwnął głową i otworzył bramę. Galloran rozmawiał z Nicholasem, lecz przestał i powiedział:
-Witaj Jasherze, Lodanie, Farfalee. Witajcie w Trencicourt.
-Dziękujemy Galloranie.
-Pewnie zostaniecie na noc, zgadza się?
-Tak, tak.-Kiwnęła głową Farfalee.
Galloran zwrócił się do swego sługi, wymienił kilka zdań i rzekł:
-Mój sługa, Hevris odprowadzi was do komnat.
-Dziękujemy, ale nie trzeba...
-Ale nie ma problemu, zostańcie na zamku.
-No dobrze.
Hevris skierował nasienników do ich komnat.
Po godzinie przyjechał Aram z żoną oraz Jason. Rachel przywitała się z pół-olbrzymem i jego małżonką po czym podbiegła do Jasona i go przytuliła.
-Rachel! Tak się cieszę że wróciłaś...
-Ja się cieszę że cię widzę, tęskniłam.
-Ja też tęskniłem. Ile lat minęło u ciebie? U nas 4.-Zapytał Jason.
-2... -Szepnęła Rachel a Jason się zaśmiał:
-No widzisz jestem starszy, więc musisz być dla mnie miła i dobra!
Rachel posłała mu zimne spojrzenie puściła go.
-Zauważ iż ty nie znasz edomickiego a ja znam...
-I tu się mylisz!
-Co...
-Od długiego czasu ćwiczyłem i potrafię już rozmawiać telepatycznie.
Rachel zirytowała się:
-To nie edomicki...
Rachel spojrzała po sali głównej, wszyscy się na nich patrzyli.
Galloran odchrząknął:
-Chyba już czas na obiad.
Rachel i jej przyjaciele siedli przy stole. Wiedziała że brakuje tu wiele innych osób, lecz z ich widoku i tak była uśmiechnięta.
-To teraz możecie mnie wypytać o wszystko-Powiedziała.
I kolejny rozdział :)
@Edit: Nie będę miec przez jakiś czas internetu- przez jakis czas nie będzie rozdzialow, ale mam nadzieję że już wkrótce mój komputer (w nim są problemy, teraz jestem na innym) "wyzdrowieje" i bedzie nadal działał :)
-Proszę wejść.-Mruknęła Rachel. Weszła Corinne.
-Dzień Dobry, Rachel. Galloran kazał poinformować cię że za niecałą godzinę zjawią się pierwsi goście.
-Wyśmienicie. A wiecie kto?-Zapytała Rachel.
-Prawdopodobnie nasiennicy.
Gdy usłyszała "nasiennicy" coś ją zabolało, nie fizycznie, psychicznie.
-Wszystko w porządku?-Spytała telepatycznie Corinne.
-Tak, tak oczywiście..-Szepnęła mentalnie Rachel.
-Rachel, wiem że jest ci przykro po stracie Drake'a mi też i innym ale musisz przestań się zamartwiać.-Odpowiedziała Corinne. Rachel westchnęła.
-Może masz rację.
-Chcesz się przejść?-Zapytała Corinne.
Rachel kiwnęła głową. Sięgnęła po skórzaną torbę i wyszła z Corinne.
Gdy wyszły z zamku poczuły rozgrzane promienie słońca.
-Macie lato?-Zapytała Rachel. Wczoraj nie było aż tak ciepło.
-Końcówkę wiosny. Ciepło co?-Zaśmiała się Corinne.-Gdzie chcesz iść? Połazimy po mieście czy przejedziemy się na koniach?
-Możemy pochodzić.-Zgodziła się ale nagle zauważyła wyłaniających się z lasu, trzech jeźdźców.
-Myślisz że to nasiennicy?-Spytała Rachel Corinne.
-Raczej tak... Tak, tak to oni. Idziemy ich przywitać?
-Oczywiście-Uśmiechnęła się Rachel.
Rachel z Corinne podeszły do głównej bramy. Ujrzały Jashera, Farfalee oraz Lodana. Jasher chyba je zobaczył i wyszczerzył się w uśmiechu. Gdy nasiennicy przejechali przez bramę podszedł do nich stajenny. Trójka jeźdźców zeszła z wierzchowców i podała wodze stajennemu. Farfalee oraz Lodan zauważyli Rachel.
-Rachel!-Pisnęła Farfalee i objęła ją.
-Witaj Farfalee, Lodanie. Dzień Dobry Jasherze.-Powitała nasienników Rachel.
-Nie mogę uwierzyć że wróciłaś... Opowiedz..-Zaczął Jasher lecz Farfalee mruknęła:
-Jash, odpowie nam na obiedzie..
-no dobrze.
-Chciałyśmy się przejść ale odprowadzimy was do zamku-Powiedziała Corinne gdy skończyła się z nimi witać.
-Prowadźcie.
Corinne skierowała się z powrotem do zamku, a Rachel rozmawiała z Farfalee.
-Będziemy znowu odwiedzać bibliotekę, przynajmniej chciałabym robić to, co dawniej.-Mruknęła Rachel.
Farfalee przystanęła.
-Ej duża jesteś. Ile u was czasu minęło?
-Dwa lata W moim świecie miałam 20 lat, i chyba tak zostanie... Nie chcę się postarzać.-Zaśmiała się Rachel wygładzając tunikę.
-Gdy odeszłaś byłam parę razy w bibliotece i natknęłam się na kolejne niesamowite księgi! Musisz je zobaczyć!-Powiedziała Farfalee gdy doszli do zamku. Strażnik nie pytając o nic, kiwnął głową i otworzył bramę. Galloran rozmawiał z Nicholasem, lecz przestał i powiedział:
-Witaj Jasherze, Lodanie, Farfalee. Witajcie w Trencicourt.
-Dziękujemy Galloranie.
-Pewnie zostaniecie na noc, zgadza się?
-Tak, tak.-Kiwnęła głową Farfalee.
Galloran zwrócił się do swego sługi, wymienił kilka zdań i rzekł:
-Mój sługa, Hevris odprowadzi was do komnat.
-Dziękujemy, ale nie trzeba...
-Ale nie ma problemu, zostańcie na zamku.
-No dobrze.
Hevris skierował nasienników do ich komnat.
Po godzinie przyjechał Aram z żoną oraz Jason. Rachel przywitała się z pół-olbrzymem i jego małżonką po czym podbiegła do Jasona i go przytuliła.
-Rachel! Tak się cieszę że wróciłaś...
-Ja się cieszę że cię widzę, tęskniłam.
-Ja też tęskniłem. Ile lat minęło u ciebie? U nas 4.-Zapytał Jason.
-2... -Szepnęła Rachel a Jason się zaśmiał:
-No widzisz jestem starszy, więc musisz być dla mnie miła i dobra!
Rachel posłała mu zimne spojrzenie puściła go.
-Zauważ iż ty nie znasz edomickiego a ja znam...
-I tu się mylisz!
-Co...
-Od długiego czasu ćwiczyłem i potrafię już rozmawiać telepatycznie.
Rachel zirytowała się:
-To nie edomicki...
Rachel spojrzała po sali głównej, wszyscy się na nich patrzyli.
Galloran odchrząknął:
-Chyba już czas na obiad.
Rachel i jej przyjaciele siedli przy stole. Wiedziała że brakuje tu wiele innych osób, lecz z ich widoku i tak była uśmiechnięta.
-To teraz możecie mnie wypytać o wszystko-Powiedziała.
I kolejny rozdział :)
@Edit: Nie będę miec przez jakiś czas internetu- przez jakis czas nie będzie rozdzialow, ale mam nadzieję że już wkrótce mój komputer (w nim są problemy, teraz jestem na innym) "wyzdrowieje" i bedzie nadal działał :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)