sobota, 10 maja 2014

Rozdział 27

Rachel obejrzała się, w stronę polany, gdzie pozostawili smoka. Rzuciła na niego zaklęcie niewidzialności, aby przypadkiem ktoś go nie zobaczył. Poszli w stronę bramy. Strażnicy jak zwykle rozglądali się i pilnowali bramy. Jason i Rachel nie musieli nawet prosić o przepuszczenie. Strażnicy bez słowa przepuścili ich i odprowadzili wzrokiem. Przeszli przez prawie pusty rynek, następnie przez Plac Bohaterów. Rachel obejrzała się na swój pomnik.
Gdy dotarli do drzwi zamku, drogę przegrodził im strażnik.
-Stać... dokąd... matko...
Strażnik otworzył usta po czym je pospiesznie zamknął.
-N...na audiencję? - Spytał.
-Tak. - Odparł Jason.
Strażnik kiwnął głową po czym zniknął za drzwiami.
-Oni się nas boją? - Zapytała Rachel Jasona.
-Na to wygląda. Myślą, że jesteśmy niebezpieczni.
-Hm.
Strażnik wrócił.
-Moż... możecie wejść.
Przekroczyli próg drzwi. Po plecach Jasona i Rachel przeszedł dreszcz. Dziewczyna wycofała się.
-Chodź. - Szepnął Jason i pociągnął ją za rękę. Ustąpiła.
Galloran siedział na tronie. Rachel spuściła głowę. Podeszli do tronu, uklękli.
-Powstańcie. - Rzekł Galloran przyjaznym  tonem.
Rachel uniosła na niego wzrok.
-Rachel... Nie mogę uwierzyć, że ci się udało. - Powiedział Galloran. - Jakim cudem?
Nie mogę mu powiedzieć o smoku. Nie tu, przy ludziach.
-Wasza Wysokość... To jest pewna tajemnica i nie mogę wyjawić jej publicznie. Będzie pan musiał ze mną pójść, aby panu to pokazać.
-Rozumiem, później tam pójdziemy. Jasonie, myśleliśmy, że nie zobaczymy cię już. To cud, że Rachel cię odnalazła. Jutro mi wszystko opowiesz, a dzisiaj wyprawimy ucztę! - Oznajmił wesoło król i Jason oraz Rachel uśmiechnęli się.


                                                                           ***
Szli w stronę polany, gdzie był smok.
-Idziemy do ciebie z Galloranem. - Oznajmiła Rachel Płomieniowi.
-Dobrze.
Gdy Jason, Galloran i Rachel wyszli z zasłony drzew, dziewczyna zdjęła niewidzialność smoka. Galloran przystanął. Widząc niedowierzanie i emocje, jakich dziewczyna nieodkryła na twarzy króla, powiedziała:
-To jest smok. Ma na imię Płomień. W moim świecie...
-Wiem, że to smok! - Sapnął Galloran.
-Ale... przecież tu nigdy ich nie było...
-Były ale wieki temu, zanim czarnoksiężnicy je wytępili. Piękne stworzenia, ale nikt o nich nie pamięta. Jak go stworzyłaś?
-Byłam w Celestynowej Bibliotece i przewodniczka radziła, że powinnam stworzyć coś, co zaniesie mnie do Zahgary. Pomyślałam o smoku i zaczęłam wyśpiewywać frazy i tworzyć go. Utracona energia o mało mnie nie zabiła i... - Rachel zawiesiła głos. Jeszcze nie pora, aby opowiadać o swoich snach. Jutro. - i uderzył we mnie piorun, który dodał mi energii. Płomień poleciał ze mną do Zaghary no i tak znaleźliśmy Jasona.
-Niesamowite. - Galloran pokręcił głową.
Podszedł ostrożnym krokiem do smoka i położył mu dłoń na nosie.
-Smoku, to zaszczyt spotkać cię w tych czasach.
-Wasza Wysokość, mi również zaszczyt pana spotkać.
-Galloranie...? - Zagadnęła Rachel.
-Tak?
-Co z Płomieniem? Ludzie będą się go bać. Mogą nas posądzić o czarną magię.
-Nic takiego się nie stanie. Obiecuję. Rozgłoszę wieści o powrocie smoka, który darzy nasze królestwo przyjaźnią.
-Dziękuję.


                                                                             ***
Rachel stała przed lustrem w swojej komnacie. Była ubrana w oliwkową, zwiewną sukienkę za kolana. Włosy upięła w kok. Odwróciła się w stronę okna. Zapadła już noc. Westchnęła i nagle rozległo się pukanie w drzwi. Powoli podeszła do nich, i  otworzyła. W drzwiach stał Jason ubrany w białą koszulę i skórzane spodnie.
-Schodzimy na ucztę? - Zapytał uśmiechając się.
-Jasne. - Rachel odwzajemniła uśmiech.
Zgasiła świecę, zamknęła drzwi i poszła z Jasonem po schodach na dół, do Sali Tronowej na ucztę. Z każdym krokiem ściskał jej się żołądek. Co pomyślą o niej ludzie? Jakie plotki porozchodziły się po królestwie? Będą tolerować jej ucieczkę? Nawet nie zauważyła, kiedy stanęli w progu drzwi do Sali Tronowej.
W sali tej zebrali się najważniejsze osobistości. Wśród nich Rachel dostrzegła Corinne. Pobiegła w jej kierunku, zostawiając w tyle Jasona.
-Witaj Corinne. - Oznajmiła i posłała jej uśmiech.
-Witaj Rachel! Miło cię widzieć.
-Ciebie również.
Jakiś mężczyzna szepnął coś do Corinne a ona zachichotała.
-Wiesz muszę już iść...
-Kto to? - Zapytała Rachel.
-Nie uwierzysz! Jestem z nim zaręczona! - Pisnęła Corinne. - Jest rycerzem w Meridonie.
-O... gratulacje. - Powiedziała zdziwiona Rachel.
-To ja idę.. to zobaczenia później! - Zachichotała Corinne.
Rachel zmarszczyła brwi. Poczuła rękę na ramieniu i odwróciła się.
-O co jej chodzi? - Zapytał Jason.
-Nic.. nic. Chodź.


                                                                            ***
Uczta była wspaniała. Ludzie jedli, pili, bawili się i żartowali. Kiedy muzycy zaczęli grać, pary wstały i zaczęły tańczyć. Po kilkunastu minutach, Rachel zorientowała się, że siedzi sama przy stoliku. Zaczęła omiatać salę wzrokiem, i przez przypadek dostrzegła Jasona pijącego wino i rozmawiającego z jakimś mężczyzną. Jason ją dostrzegł i nie zdążyła odwrócić wzroku. Przeprosił tamtego, odłożył wino, i podszedł do Rachel.
-Mogę panią prosić? - Zapytał dostojnie, uśmiechnął się i wyciągnął rękę. - W sensie czy pani ze mną zatańczy..
-Jason ja nie umiem tańczyć. - Wymamrotała Rachel, ale ten ją podciągnął na równe nogi.
-To cię nauczę. - Oznajmił i poprowadził ją na środek sali. - No dobra. Połóż prawą dłoń na moim ramieniu... tak, dobrze.
Tłumaczył jeszcze chwilę i zaczęli się lekko kołysać. Policzki Rachel płonęły ze zdenerwowania, a Jason wyglądał na spokojnego. Spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się.
Po jakimś czasie inne pary zaczęły im ustępować miejsca, a oni tańczyli do późna.
Nagle muzycy umilkli. Jason i Rachel byli blisko nich. Jeden z nich popatrzył się na nich przerażony i runął na ziemię.
Z jego piersi wystawała strzała.
Ludzie zaczęli krzyczeć, biegać, uciekać. Rachel i Jason zaczęli szukać wzrokiem zamachowcy, ale owego nie znaleźli. Wtedy z góry nadleciała kolejna strzała. Jason pchnął Rachel w bok, ale ta stała jak wrośnięta. Wymamrotała edomicką frazę, a strzała zatrzymała się cal nad jej głową. Jej oczy zapłonęły gniewem. Powiedziała kolejną frazę, i strzała obróciła się, pomknęła w górę i trafiła niewidzialnego napastnika. Ten krzyknął wyjątkowo niskim głosem i spadł na ziemię.
-Gdzie on był? - Sapnął Jason.
-Tam. - Rachel wskazała kamienne balkony. I dostrzegła ruch. - Zostań tu. -Oznajmiła.
Z fałd sukni wyciągnęła sztylet i pobiegła po schodach w stronę balkonów. Usłyszała za sobą kroki i dostrzegła kątem oka Jasona.
-Skąd masz miecz?
-Pożyczyłem.
-Aha. - Rachel zbliżyła się do niego. - Tam są napastnicy. Jeśli dobrze pójdzie, to ich załatwimy.
-Oby.
Pomknęli dalej i zza rogu wyskoczył przeciwnik ze sztyletem. Jason ciął go mieczem, ten umknął w bok, a Rachel wbiła mu sztylet w brzuch, po czym odepchnęła go w tył. Poszli dalej i tym razem dostrzegli przeciwnika wcześniej. Wystrzelił strzałę, ale Rachel ją zatrzymała. Jason wybiegł do przodu i dźgnął go w pierś. Nie widzieli następnych przeciwników. Jason krzyknął:
-Padnij!
Oboje przylgnęli na ziemię a nad ich głowami pomknęły strzały. Później usłyszeli szczęk mieczy, i wojowników Gallorana zabijających napastników.
-Uff. - Odetchnęła Rachel i wycofała się. Zerknęła na jednego trupa.
Z całych sił obróciła go na brzuch. Odgarnęła mu płaszcz i natychmiast dostrzegła to.
Tatuaż Szarych Jeźdźców.
Rachel zaczęła szybciej oddychać. Niemal panicznie wypuściła płaszcz z rąk i podniosła się.
-Jason.. to Szarzy Jeźdźcy. - Powiedziała nerwowo.
Jason otworzył usta i je szybko zamknął. Kiwnął głową, zeszli na dół, odnaleźli Gallorana i mu to powiedzieli.
-Wracajcie do swych komnat, a bezpieczniej będzie gdy razem zatrzymacie się w jednej z nich. Nie wiem ile jest tutaj tych parszywych Szarych Jeźdźców, ale obiecuję, że ich ukatrupię. Szybko.


                                                                          ***
Jason i Rachel wpadli do komnaty dziewczyny i pospiesznie pozamykali zamki. Odetchnęli z ulgą. Rachel zasłoniła zasłony i zapaliła świecę. Usiadła na łóżku, a Jason przy biurku.
-No nieźle. To ci niespodzianka. - Mruknął Jason.
-Oni są wszędzie. - Jęknęła Rachel. - Cholera jasna, oni nigdy nie dadzą nam spokoju.
-Na to wygląda.
Jason przetarł oczy.
-Chcesz spać? - Zapytała Rachel. - Bo ja spać nie będę na pewno.
-Ja też nie, dzięki.
Rachel skinęła głową, i czekali.

4 komentarze:

  1. weź kobieto mnie nie strasz >.<

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże przestraszyłam się! Co z wartownikami? Strażą?! Nikt ich nie zauważył?!
    Cholera zestresowałam się...
    Tak w ogóle to fajny rozdział :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Może zdrajcy wartownicy? Galloran musi zrobić kolejny casting. :P

    OdpowiedzUsuń