sobota, 31 maja 2014

Rozdział 29

Rachel otwarła szeroko oczy. Wzięła wdech, wydech. Zamknęła oczy i starała sobie to poukładać.
Maldor żyje? Niemożliwe. Nie... Nie, on żyje.
-Co się stało? - Zapytał Płomień.
-Maldor żyje. Wrócił z Poza Umarłych.
-O matko... - Stęknął Płomień, mimo tego zachował spokój.
Rachel wyszła z sali. Za nią ktoś szedł, lecz nie zwróciła na o uwagi. Szła korytarzami zamku aż dotarła do Sali Tronowej i wyszła przez główne drzwi na deszczowy dziedziniec. Chłodny, wiosenny deszcz lał bardzo mocno, ale z emocji Rachel w ogóle go nie czuła. Na rynku praktycznie nie było żadnych ludzi. Poszła na Plac Bohaterów. Zaczęła przyglądać się ogromnym pomnikom. Kiedy doszła do Drake'a zalał ją gorący gniew.
-Na co to było. Zginął na próżno. - Wymamrotała wściekle.
Nagle poczuła na swoim barku dłoń. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała Jasona.
-Wszystko w porządku? - Zapytał.
-Nie, nie jest w porządku. Jest źle. - Fuknęła.
Jason westchnął cicho ale to tylko bardziej ją rozdrażniło.
-Jason, powiedz mi, na co to było? Zginęły tysiące ludzi! Oraz Drake! Czy ty tego nie rozumiesz? ZGINĘLI NA PRÓŻNO! Ich wysiłek okazał się marny!!! - Zaczęła krzyczeć Rachel.
-Nie okazał się marny, Rachel. - Uspokoił Jason Rachel.
-Boże. - Zaczęła Rachel. - Jason, do jasnej Anielki...
I zanim dokończyła, Jason ją delikatnie pocałował. I stali tak kilka, może naście minut, a gdy się od siebie odlepili, w oczach Rachel pojawiły się łzy. Przytuliła go mocno.


                                                                          ***
 A teraz lecieli na Płomieniu, między chmurami. Było pewnie zimno, ale Rachel rzuciła zaklęcie ochronne. Za to czuła przyjemny wiatr.
-Czasami myślę, że każdego stworzono po coś. - Powiedziała Rachel. - Każdy ma do odegrania swoją rolę, aby świat jakoś się trzymał.
Jason kiwnął głową.
-A ja myślę tak samo. Tylko, że gdyby patrzeć na czyny ludzi, próżność ich zaślepia. Nie widzą tego, co trzeba.
-I przez to rodzi się nieszczęście.
-Dokładnie.
         
                                                                          ***


Teraz wszyscy stali w sali tronowej. Rachel podeszła do tronu Gallorana, który gorączkowo rozmawiał  Nicholasem. Kiedy skończył, wstał  tronu i wszyscy zamilkli.
-Nie będę owijał w bawełnę. Powrót Maldora oznacza tylko jedno. Wojnę.
Ludzie przez chwile nic nie mówili, ale później rozległy się krzyki bojowe i krzepkie słowa.
-Ale to nie koniec informacji. Musicie trenować. Zdobyć najlepszą broń. Najwytrawniejsi wojownicy niech szkolą innych mężów. Poproszę o pomoc Lud Nasiona oraz Drinlingów. Za dwa i pół miesiąca wyruszymy na Północne Rubieża. A teraz bierzcie się do roboty! Głoście moje słowa! Wytępimy Maldora i Szarych Jeźdźców!

poniedziałek, 26 maja 2014

Reklama + informacja.

Heeeej :D Piszę kolejne opowiadanie (tak znowu kolejne -.-) i tutaj macie link:
http://iskra-zar-plomienie-pozar.blogspot.com/


+ Informacja.
Kolejny rozdział pojawi się w tym tygodniu. Przepraszam, że długo nie było rozdziału, ale nie mogłam pisać ;)







Popatrzcie tylko jaka śliczna mapa naszego Lyrianu *o*

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 28 + 1000 wyświetleń ;)

To już 1000 wyświetleń! Dziękuję wam, że czytacie! :D
ps. Przepraszam, że nie było długo rozdziału nowego, ale nie miałam czasu ;/
_____________________________________________


Nadszedł świt. Rachel przetarła spuchnięte oczy. Nie spała całą noc. Podobnie Jason. Popatrzył się na nią porozumiewawczo. Wstała z drewnianego krzesła i podeszła do okna.
Miasto było spokojne i ciche, ludzie rozkładali się na placu targowym.
-Wydaje mi się, że już w porządku. - Mruknęła Rachel do Jasona.
Kiwnął głową, lecz się nie odezwał. Rachel poszukała myślami smoka:
-Dzień Dobry. A może nie? - Powiedziała do Płomienia.
-Galloran się już ze mną kontaktował. Wszystko w porządku, pojmali kilku napastników na miejscu, resztę zabili. Za godzinę będzie przesłuchanie ich. - Odparł smok.
-Czemu się Galloran z nami nie skontaktował? - Zapytała.
-Myślał, że śpicie, a tak w ogóle to był bardzo zajęty.
-Aha. Gdzie ty teraz jesteś?
-Krążę sobie nad zamkiem.
Rachel zerknęła w górę. Rzeczywiście, jakaś czerwona plama zataczała kręgi nad Trensicourt. Rachel uśmiechnęła się.
-Okay. To do zobaczenia później.
Dziewczyna zapytała Jasona:
-Słyszałeś?
-Tak. Powinniśmy zejść na to przesłuchanie.
-Tez tak myślę.


                                                                          ***
Rachel  usiadła koło Jasona w rogu sali. Za 5 minut powinno się rozpocząć przesłuchanie. Siedzieli w dużej sali, gdzie było pełno (już zajętych) krzeseł. Zebrali się tam wszyscy doradcy króla oraz sędziowie. Na środku sali stały trzy wysokie krzesła na podeście. Na środkowym zasiadał sam Galloran, po prawej kanclerz Nicholas, po lewej jakiś inny doradca, jakiego Rachel nie rozpoznała. Czekali tak chwilę w ciszy, gdy Galloran wstał i rzekł:
-Witajcie. Zebraliśmy się tutaj, aby przesłuchać czterech Szarych Jeźdźców, którzy napadli na nas poprzedniej nocy. - Król tak mówił i mówił, lecz Rachel nie za bardzo go słuchała.
Podniosła głowę gdy powiedział:
-Wprowadzić pierwszego napastnika.
Drzwi chwilę później otworzyły się, i wszedł niski mężczyzna o jasnych włosach z cwaniacką twarzą. Dłonie miał zakute w żelazne kajdany, a za nim szedł barczysty gwardzista. Zaprowadził go na krzesło przesłuchań. Nie wyrywał się.
-Jak się nazywasz? - Zapytał Galloran.


                                                                         ***
Jason i Rachel niecierpliwili się. Każdego z Szarych Jeźdźców nie wydobyto żadnych informacji. Gdy nadeszła kolej na czwartego - a raczej czwartą - Szarą Jeźdźczyni o mysich włosach i smutnej twarzy, Galloran zapytał znudzonym głosem:
-Jak się nazywasz?
-Sanna, córka Seary.
-Ile masz lat?
-Dwadzieścia dwa.
-Opowiedz, jak dołączyłaś do Szarych Jeźdźców.
Wszyscy byli zdziwieni, bowiem jedyna mówiła otwarcie i pewnie:
-Moi rodzice byli dość zamożnymi ludźmi. Byli pewnymi arystokratami z Kadary,  a mnie traktowano bardzo dobrze. Kiedy chcieli jechać do Meridonu w sprawach służbowych, napadli na nas Szarzy Jeźdźcy. Ich zabito, a mnie pojmano, zaprowadzono w ich plugawe szeregi i zmuszono do posłuszeństwa. Grożono śmiercią. - Ostatnie słowa wypowiedziała z taką rozpaczą i gniewem, że Rachel jej współczuła.
-Kiedy cię do tego zmuszono? - Zapytał Galloran z podobnymi uczuciami jak Rachel.
-Phi, rok temu. Szkolono nas w szermierce i truciznach. I tak nas traktowali jak psy. - Zmarszczyła brwi z odrazą. - Wasza Wysokość, ja tego nie chciałam. Nie chciałam tam dołączyć. Ale są z tego pewne korzyści. Dla waszego dobra, dowiedziałam się wiele rzeczy. Mimo, że gdy je wypowiem najpewniej umrę, ale dowiecie się czemu. Wasza Wysokość, ale muszą się dowiedzieć o tym najważniejsze osoby. Wszyscy nie mogą. Mogłaby wystąpić panika, i Bóg jeden wie, co jeszcze.
Galloran się chwilę zastanawiał, w końcu powiedział:
-Na sali zostaną: Kanclerz Nicholas, mój doradca Daniel oraz Venne, moja córka Corinne - Rachel zaczęła ją szukać aż w końcu znalazła - a zarazem przedstawicielka Meridonu oraz Samel, przedstawiciel Ludu Nasiona. A przede wszystkim Rachel i Jason, pozaświatowcy.
I ci, których nie wyczytano wyszli niezadowoleni.  Venne, Corinne, Samel, Rachel i Jason wstali i usiedli bliżej. Galloran zwrócił się do Sanny:
-A więc kontynuuj.
-Kiedy byłam w Wolfever... - Zaczęła ale Nicholas jej przerwał:
-Wolfever?
-Szarzy Jeźdźcy tak nazwali swoją siedzibę. A więc kiedy tam byłam, podsłuchałam pewną rozmowę gwardzistów. Rozmawiali o tym, że.. - Sanna zamknęła oczy, lecz nie powstrzymała łez. Gdy je otworzyła, była zrezygnowana, ale pewna siebie: - Że...
Ale wiedząc co się szykuje, Rachel krzyknęła:
-Stop! Nic nie mów!
Po czym zerwała się z krzesła i podeszła szybko  do Sanny. Posłała do niej myśli:
-Posłuchaj mnie. Byłam przez jakiś czas byłam w Wolfever, ale udało mi się uciec. Dowiedziałam się o Przysiędze Śmierci, która cię obowiązuje, jak każdego Szarego Jeźdźca. Pomogę ci ją zdjąć, lecz musisz otworzyć przede mną umysł i mi zaufać. Gdy skończymy, będziesz mogła w spokoju wszystko powiedzieć, bez ryzyka śmierci.
Sanna otworzyła szeroko oczy i kiwnęła pospiesznie głową. Rachel uśmiechnęła się słabo, i położyła jej dłoń na czole. I weszła do jej umysłu.


                                                                         ***
Jej umysł był niesamowity. Tajemniczy, budzący szacunek i lęk. Sanna była niezwykłą osobą. Poza tym, Rachel odkryła jej zdolności magiczne. Powiedziała do niej:
-Odszukam tą przysięgę, i poślę ku tobie słowa, które ją rozwiązują.
-Jak sobie życzysz, pani. - Odparła Sanna.
I Rachel zaczęła jej posyłać słowa a Sanna je zaczęła wymawiać. Gdy skończyły, były dziwnie zmęczone.
-Poczekaj, upewnię się, że rozwiązałyśmy tą przysięgę. - Mruknęła Rachel, tym razem normalnie.
I gdy odszukała ją w umyśle Sanny, była nieważna i rozwiązana. Rachel uśmiechnęła  się tryumfalnie.
-OK, możesz mówić. - Oznajmiła i ignorując zaciekawione spojrzenia reszty osób.
Sanna zamknęła oczy.
-A więc chodzi o to, że... dowiedziałam, się o pewnym świecie Zmarłych. To takie Poza, gdzie trafiają zmarli ze wszystkich światów. I dowiedziałam się, że... - Odetchnęła niespokojnie    . - Maldor powrócił z tego świata. On jest w Wolfever. Szykują się do wojny.

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 27

Rachel obejrzała się, w stronę polany, gdzie pozostawili smoka. Rzuciła na niego zaklęcie niewidzialności, aby przypadkiem ktoś go nie zobaczył. Poszli w stronę bramy. Strażnicy jak zwykle rozglądali się i pilnowali bramy. Jason i Rachel nie musieli nawet prosić o przepuszczenie. Strażnicy bez słowa przepuścili ich i odprowadzili wzrokiem. Przeszli przez prawie pusty rynek, następnie przez Plac Bohaterów. Rachel obejrzała się na swój pomnik.
Gdy dotarli do drzwi zamku, drogę przegrodził im strażnik.
-Stać... dokąd... matko...
Strażnik otworzył usta po czym je pospiesznie zamknął.
-N...na audiencję? - Spytał.
-Tak. - Odparł Jason.
Strażnik kiwnął głową po czym zniknął za drzwiami.
-Oni się nas boją? - Zapytała Rachel Jasona.
-Na to wygląda. Myślą, że jesteśmy niebezpieczni.
-Hm.
Strażnik wrócił.
-Moż... możecie wejść.
Przekroczyli próg drzwi. Po plecach Jasona i Rachel przeszedł dreszcz. Dziewczyna wycofała się.
-Chodź. - Szepnął Jason i pociągnął ją za rękę. Ustąpiła.
Galloran siedział na tronie. Rachel spuściła głowę. Podeszli do tronu, uklękli.
-Powstańcie. - Rzekł Galloran przyjaznym  tonem.
Rachel uniosła na niego wzrok.
-Rachel... Nie mogę uwierzyć, że ci się udało. - Powiedział Galloran. - Jakim cudem?
Nie mogę mu powiedzieć o smoku. Nie tu, przy ludziach.
-Wasza Wysokość... To jest pewna tajemnica i nie mogę wyjawić jej publicznie. Będzie pan musiał ze mną pójść, aby panu to pokazać.
-Rozumiem, później tam pójdziemy. Jasonie, myśleliśmy, że nie zobaczymy cię już. To cud, że Rachel cię odnalazła. Jutro mi wszystko opowiesz, a dzisiaj wyprawimy ucztę! - Oznajmił wesoło król i Jason oraz Rachel uśmiechnęli się.


                                                                           ***
Szli w stronę polany, gdzie był smok.
-Idziemy do ciebie z Galloranem. - Oznajmiła Rachel Płomieniowi.
-Dobrze.
Gdy Jason, Galloran i Rachel wyszli z zasłony drzew, dziewczyna zdjęła niewidzialność smoka. Galloran przystanął. Widząc niedowierzanie i emocje, jakich dziewczyna nieodkryła na twarzy króla, powiedziała:
-To jest smok. Ma na imię Płomień. W moim świecie...
-Wiem, że to smok! - Sapnął Galloran.
-Ale... przecież tu nigdy ich nie było...
-Były ale wieki temu, zanim czarnoksiężnicy je wytępili. Piękne stworzenia, ale nikt o nich nie pamięta. Jak go stworzyłaś?
-Byłam w Celestynowej Bibliotece i przewodniczka radziła, że powinnam stworzyć coś, co zaniesie mnie do Zahgary. Pomyślałam o smoku i zaczęłam wyśpiewywać frazy i tworzyć go. Utracona energia o mało mnie nie zabiła i... - Rachel zawiesiła głos. Jeszcze nie pora, aby opowiadać o swoich snach. Jutro. - i uderzył we mnie piorun, który dodał mi energii. Płomień poleciał ze mną do Zaghary no i tak znaleźliśmy Jasona.
-Niesamowite. - Galloran pokręcił głową.
Podszedł ostrożnym krokiem do smoka i położył mu dłoń na nosie.
-Smoku, to zaszczyt spotkać cię w tych czasach.
-Wasza Wysokość, mi również zaszczyt pana spotkać.
-Galloranie...? - Zagadnęła Rachel.
-Tak?
-Co z Płomieniem? Ludzie będą się go bać. Mogą nas posądzić o czarną magię.
-Nic takiego się nie stanie. Obiecuję. Rozgłoszę wieści o powrocie smoka, który darzy nasze królestwo przyjaźnią.
-Dziękuję.


                                                                             ***
Rachel stała przed lustrem w swojej komnacie. Była ubrana w oliwkową, zwiewną sukienkę za kolana. Włosy upięła w kok. Odwróciła się w stronę okna. Zapadła już noc. Westchnęła i nagle rozległo się pukanie w drzwi. Powoli podeszła do nich, i  otworzyła. W drzwiach stał Jason ubrany w białą koszulę i skórzane spodnie.
-Schodzimy na ucztę? - Zapytał uśmiechając się.
-Jasne. - Rachel odwzajemniła uśmiech.
Zgasiła świecę, zamknęła drzwi i poszła z Jasonem po schodach na dół, do Sali Tronowej na ucztę. Z każdym krokiem ściskał jej się żołądek. Co pomyślą o niej ludzie? Jakie plotki porozchodziły się po królestwie? Będą tolerować jej ucieczkę? Nawet nie zauważyła, kiedy stanęli w progu drzwi do Sali Tronowej.
W sali tej zebrali się najważniejsze osobistości. Wśród nich Rachel dostrzegła Corinne. Pobiegła w jej kierunku, zostawiając w tyle Jasona.
-Witaj Corinne. - Oznajmiła i posłała jej uśmiech.
-Witaj Rachel! Miło cię widzieć.
-Ciebie również.
Jakiś mężczyzna szepnął coś do Corinne a ona zachichotała.
-Wiesz muszę już iść...
-Kto to? - Zapytała Rachel.
-Nie uwierzysz! Jestem z nim zaręczona! - Pisnęła Corinne. - Jest rycerzem w Meridonie.
-O... gratulacje. - Powiedziała zdziwiona Rachel.
-To ja idę.. to zobaczenia później! - Zachichotała Corinne.
Rachel zmarszczyła brwi. Poczuła rękę na ramieniu i odwróciła się.
-O co jej chodzi? - Zapytał Jason.
-Nic.. nic. Chodź.


                                                                            ***
Uczta była wspaniała. Ludzie jedli, pili, bawili się i żartowali. Kiedy muzycy zaczęli grać, pary wstały i zaczęły tańczyć. Po kilkunastu minutach, Rachel zorientowała się, że siedzi sama przy stoliku. Zaczęła omiatać salę wzrokiem, i przez przypadek dostrzegła Jasona pijącego wino i rozmawiającego z jakimś mężczyzną. Jason ją dostrzegł i nie zdążyła odwrócić wzroku. Przeprosił tamtego, odłożył wino, i podszedł do Rachel.
-Mogę panią prosić? - Zapytał dostojnie, uśmiechnął się i wyciągnął rękę. - W sensie czy pani ze mną zatańczy..
-Jason ja nie umiem tańczyć. - Wymamrotała Rachel, ale ten ją podciągnął na równe nogi.
-To cię nauczę. - Oznajmił i poprowadził ją na środek sali. - No dobra. Połóż prawą dłoń na moim ramieniu... tak, dobrze.
Tłumaczył jeszcze chwilę i zaczęli się lekko kołysać. Policzki Rachel płonęły ze zdenerwowania, a Jason wyglądał na spokojnego. Spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się.
Po jakimś czasie inne pary zaczęły im ustępować miejsca, a oni tańczyli do późna.
Nagle muzycy umilkli. Jason i Rachel byli blisko nich. Jeden z nich popatrzył się na nich przerażony i runął na ziemię.
Z jego piersi wystawała strzała.
Ludzie zaczęli krzyczeć, biegać, uciekać. Rachel i Jason zaczęli szukać wzrokiem zamachowcy, ale owego nie znaleźli. Wtedy z góry nadleciała kolejna strzała. Jason pchnął Rachel w bok, ale ta stała jak wrośnięta. Wymamrotała edomicką frazę, a strzała zatrzymała się cal nad jej głową. Jej oczy zapłonęły gniewem. Powiedziała kolejną frazę, i strzała obróciła się, pomknęła w górę i trafiła niewidzialnego napastnika. Ten krzyknął wyjątkowo niskim głosem i spadł na ziemię.
-Gdzie on był? - Sapnął Jason.
-Tam. - Rachel wskazała kamienne balkony. I dostrzegła ruch. - Zostań tu. -Oznajmiła.
Z fałd sukni wyciągnęła sztylet i pobiegła po schodach w stronę balkonów. Usłyszała za sobą kroki i dostrzegła kątem oka Jasona.
-Skąd masz miecz?
-Pożyczyłem.
-Aha. - Rachel zbliżyła się do niego. - Tam są napastnicy. Jeśli dobrze pójdzie, to ich załatwimy.
-Oby.
Pomknęli dalej i zza rogu wyskoczył przeciwnik ze sztyletem. Jason ciął go mieczem, ten umknął w bok, a Rachel wbiła mu sztylet w brzuch, po czym odepchnęła go w tył. Poszli dalej i tym razem dostrzegli przeciwnika wcześniej. Wystrzelił strzałę, ale Rachel ją zatrzymała. Jason wybiegł do przodu i dźgnął go w pierś. Nie widzieli następnych przeciwników. Jason krzyknął:
-Padnij!
Oboje przylgnęli na ziemię a nad ich głowami pomknęły strzały. Później usłyszeli szczęk mieczy, i wojowników Gallorana zabijających napastników.
-Uff. - Odetchnęła Rachel i wycofała się. Zerknęła na jednego trupa.
Z całych sił obróciła go na brzuch. Odgarnęła mu płaszcz i natychmiast dostrzegła to.
Tatuaż Szarych Jeźdźców.
Rachel zaczęła szybciej oddychać. Niemal panicznie wypuściła płaszcz z rąk i podniosła się.
-Jason.. to Szarzy Jeźdźcy. - Powiedziała nerwowo.
Jason otworzył usta i je szybko zamknął. Kiwnął głową, zeszli na dół, odnaleźli Gallorana i mu to powiedzieli.
-Wracajcie do swych komnat, a bezpieczniej będzie gdy razem zatrzymacie się w jednej z nich. Nie wiem ile jest tutaj tych parszywych Szarych Jeźdźców, ale obiecuję, że ich ukatrupię. Szybko.


                                                                          ***
Jason i Rachel wpadli do komnaty dziewczyny i pospiesznie pozamykali zamki. Odetchnęli z ulgą. Rachel zasłoniła zasłony i zapaliła świecę. Usiadła na łóżku, a Jason przy biurku.
-No nieźle. To ci niespodzianka. - Mruknął Jason.
-Oni są wszędzie. - Jęknęła Rachel. - Cholera jasna, oni nigdy nie dadzą nam spokoju.
-Na to wygląda.
Jason przetarł oczy.
-Chcesz spać? - Zapytała Rachel. - Bo ja spać nie będę na pewno.
-Ja też nie, dzięki.
Rachel skinęła głową, i czekali.

środa, 7 maja 2014

Rozdział 26

Podróż do Lyrianu zabrała im tydzień i pół. Wracając, natknęli się nawet na statek "który miał odbić Jasona" i powiadomili załogę, o tym, że Jason został już odbity i jest bezpiecznie transportowany z powrotem do Lyrianu. Ucieszyli się.

                                                                             ***
-Kiedy będziemy w Trensicourt? - zapytał Jason i skrzywił się, gdy smok wzleciał trochę w górę.
Nogi mieli bezlitośnie obtarte.
-Jutro powinniśmy być. - Odparła Rachel.
-Możemy jeszcze dzisiaj wyprostować nogi? Błagam... - poprosił Jason.
-Jeszcze dzisiaj ujrzysz wybrzeże. Nie martw się. - Powiedział dumnie smok.
W czasie podróży Jason i Płomień zaprzyjaźnili się, co ucieszyło Rachel. Gdy oni wymieniali myśli, Rachel zaczęła się zastanawiać. Co ja zrobię z Płomieniem, gdy to wszystko się skończy? Czy Galloran mi wybaczy moje nieposłuszeństwo? Galloran był władcą sprawiedliwym i dobrym, dawnym przyjacielem Rachel, więc powinien jej wybaczyć. Poza tym, uratowała Jasona. Ale jak zareaguje na wieść o smoku? Na razie Rachel odstawiła to na bok swego umysłu, a skupiła się na jednym.
Co zrobię gdy to się skończy? Nie mogę siedzieć bezczynnie. Doradzać Galloranowi? Nie, nie lubię tych spraw, a nawet nie wiem czyżby chciał. Robić wynalazki, które były stworzone w jej świecie wieki temu? Nie, to mnie nie kręci. Muszę się dowiedzieć więcej od matki, o tamtym świecie. A gdyby tak wyruszyć na Północne Rubieże, do siedziby Szarych Jeźdźców aby ich unicestwić albo odebrać im informację? Ten pomysł, zdawał się dla Rachel szalony. A cóż innego miałaby robić? Gdy sobie przypomniała zwykłych ludzi, żyjących beztrosko w rodzinnych domach, pomyślała, że też tak chciałaby mieć.
Lecz ja już nie mam rodziny.
Nagle coś zabłysło w jej głowie. Przepowiednia głosiła, że córka Jasona miała wyruszyć na Dymiące Pustkowia po przepowiednię Dariana Jasnowidza dla niej. Skoro on nie ma córki, a z Corinne nie jest to czy... Nie, przecież to niemożliwe. Głupia.
Lecz gdy tylko powiedziała o tym Płomieniowi, odparł:
-To może być prawda. Jestem mądrym stworzeniem, lecz pewności nie mam.
Rachel westchnęła, starała się o tym zapomnieć ale jej się nie udało.
Kiedy nastał zmierzch, wylądowali na plaży. Jason ześlizgnął się ze smoka i spadł ciężko na piach.
-Ała... Rachel... - Jęknął Jason.
Dziewczyna wyleczyła mu obtarcia, siebie również. Poczuli kołysanie po nogami.
-Jesteśmy w domu. - Rzekła Rachel. - Płomieniu, chcesz odpocząć, czy lecimy dale...
-Rachel przenocujmy tu... - Poprosił Jason błagalnym tonem.
-Niech ci będzie. - Odparła.
Rozpalili ognisko, zjedli kolację i zapadli w sen.


                                                              ***
Jason jako pierwszy dostrzegł mury Trensicourt. Dumnie wznosiły się i górowały nad wioską. Żołądek podszedł go gardła Rachel.
-Ja nie mogę tam wrócić. Płomieniu, wyląduj na tamtym wzgórzu - Rachel wskazała zielone wzgórze niedaleko zamku. Tak więc tam wylądował. Rachel powiedziała do Jasona.
-Posłuchaj mnie. Galloran uprzedził mnie, abym została, ale go nie posłuchałam i wymknęłam się w nocy. Nie wybaczy mi, więc odprowadzę cię...
-Pff, jak to nie wybaczy? Głupia jesteś? - Zadrwił Jason.
Rachel zacisnęła usta i powiedziała śmiertelnym tonem:
-Jak chcesz, mogę cię nie odprowadzać. - Wsiadła na smoka. - Żegnaj.
Smok miał już wzlecieć gdy Jason krzyknął:
-Ej, ej ej! Nie o to mi chodziło! Chodziło mi o to, że Galloran ci naprawdę wybaczy, poza tym uratowałaś mnie przez co zyskasz zapewne szacunek.
Rachel spytała:
-Jesteś pewien?
-Jestem pewien.

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 25

Jason został zepchnięty ze statku. Inny niewolnik, Joe, którego poznał podczas podróży, wylądował obok niego. Jason ciągle czuł pod nogami falowanie, ale wiedział, że to uczucie minie.
2 miesiące. Aż 2 miesiące, płynął tutaj, do Zaghary. Najpierw dopłynęli do Meridonu, tam uzupełnili zapasy, i popłynęli dalej. Jason przeklinał Szarych Jeźdźców. Dzisiaj mieli ich sprzedać na Targu Niewolników w mieście Zao, na wschodnim wybrzeżu tej krainy.
-Będziemy teraz podróżować pieszo. Jutro będziemy w Zao. - Oznajmił jeden z Szarych Jeźdźców.
Jason podniósł się z ziemi, a gdy jego kolega, Joe, chciał uczynić to samo, jęknął.
Joe sprzeciwiał się kilka razy rozkazom Szarych Jeźdźców, przez co został potraktowany batem. Jason chciał wziąć z niego przykład, przecistawić się, ale nie mógł.
Przeklinał swoje tchórzostwo.
Przez całą podróż myślał o Rachel, o tym, co jej powiedział. "Rachel, kocham cię." To były prawdziwe słowa. I żałował, że powiedział je tak późno, gdy miał umrzeć. Nie myślał o tym, co będzie, o jego niewolnictwie i ciężkim życiu. Myślał tylko o Rachel.
-No szybciej! - Warknął ich nadzorca i podążyli naprzód.

                                                                          ***
Następnego dnia, ich oczom ukazało się rozległe miasto Zao. Było zbudowane całe z jasnego kamienia, całe otoczone ogromnym murem. Ludzie chodzili ubrani w jasnych szatach, albowiem panował niesamowity upał. Dotarli do bramy. Szary Jeździec, zamienił kilka słów ze strażnikami, po czym bramy się podniosły i weszli do miasta.
Wokół ludzie patrzyli na nich z odrazą, pogardą, jak na szczury. Skoro Jason miał umrzeć to dlaczego miał być posłuszny? Posłał uśmiech ludziom i pomachał im. Natychmiast został kopnięty w łydkę stalowym butem jego nadzorcy.
Godzinę później stali już na rynku. Jasonowi odebrano koszulę i buty, tak więc został w samych spodniach. Oglądał, jak ludzie licytują się o niewolników. Kiedy nadeszła jego kolej, wstrzymał oddech. Jakiś mężczyzna rzekł:
-Oto sam lord Caberton, prosto z Lyrianu!
Ludzie zaczęli mamrotać i śmiać się. Później się licytowali, i w końcu kupił go gruby, zamożny mężczyzna. Podszedł do niego i walnął go pięścią z całej siły w łeb. Zachwiał się, oddał cios, jeszcze mocniejszy. Przed oczami Jasona mignęło jasne światło. Usłyszał głos:
-Wybatożyć.
                                                                        ***
Jak się okazało, jego nowy właściciel to brat władcy miasta. Został zaprowadzony na rynek, przywiązany do słupa.
-Ile batów? - Ktoś zapytał.
-Niech będzie 15. - Odparł niższy głos.
I usłyszał syk. I bat uderzył go z przeszywającym, oślepiającym bólem. Jason nie miał czego zagryźć, ale nie chciał krzyczeć, więc milczał. Kolejny bat. Kolejny świst, kolejny bat, kolejny, oślepiający ból. Jason zaśmiał się w duchu - taka kara za uderzenie? Miał ochotę się śmiać, gdy powietrze przeszył ryk. Ryk był ogłuszający, jakby wielki stwór wyrósł z ziemi i zaczął ryczeć. Ludzie krzyczeli, strażnicy dobyli miecze i piki.
I wtedy Jason to ujrzał.
Ujrzał smoka.
Smoki ledwie pamiętał, minęło wiele lat, odkąd sobie o czymś takim przypomniał. Smoki były w jego świecie - występowały w legendach, filmach grach.. A teraz takiego widział.
Smok zionął ogniem przypalając ludzi i domy. Ludzie zaczęli uciekać z dziedzińca. Mężczyzna, który go biczował, porzucił bat i uciekł w tłum. Jason został sam.
Już zamknął oczy, by nie patrzeć na nieuchronną śmierć, gdy smok wylądował trochę dalej, i usłyszał jak ktoś biegnie.
-Jason.. - Jakiś damski głos zaczął ciąć więzy krępujące jego ręce. Wtedy uniósł wzrok.
Przed nim stała Rachel, w czarnych włosach i szarych oczach.
-Matko Boska to ty?! - Wykrzyknął. Podniósł się, i poczuł niemiłosierny ból w plecach.
Usłyszał jak Rachel mamrota frazę. Nie czuł już bólu w plecach, nie czuł krwi.
-Dzięki - skinął głową.
Położyła mu rękę na ramieniu i poczuł dziwne gorąco i energię. Skrzywił się.
-Co jest? - Zapytała.
-Nie teraz. - Mruknął. - Skąd się  tu wzięłaś? Co ty tu robisz? CZY TY MASZ SMOKA?!
Ale Rachel nie patrzała na niego. Pchnęła go na ziemię, kiedy strzała przeszyła powietrze. Minęła go o włos.
-Szybko.. - Wymamrotała Rachel i pociągnęła go w stronę smoka gdy między nimi szybowały strzały.
Pobiegli do smoka.. Rachel wskoczyła na niego, ale Jason pozostał. Rachel wyciągnęła rękę:
-Wskakuj!
Podciągnęła go, i siadł tuż za nią.
Smok wzbił się w powietrze.
Był wolny.


                                                                             ***
Smok leciał w stronę wschodniego wybrzeża. Jason w końcu poprosił:
-Opowiedz mi, co się zdarzyło, gdy mnie zabrano.
Rachel przełknęła z  trudem ślinę.
-Gdy cię zabrano, Vharon gadał o jakichś sekretach, które mi powie. Gdy odmówiłam mu wierności, zamknął mnie w celi. Tam zasnęłam, a gdy się obudziłam, poczułam dym. Strażnicy ciągnęli mnie gdzieś, ale Torivor mnie odbił. Poprosiłam go, i pobiegłam w stronę siedziby Vharona. Ukradłam księgę, którą wcześniej widziałam, i wyskoczyłam przez okno. Biegłam już do Torivora, gdy trafił mnie zatruty bełt. Widzisz, teraz mam czarne włosy i jestem blada...
-I masz szare oczy.. - przerwał jej Jason.
-Że co? - Zdziwiła się Rachel.
-No.. masz szare oczy.
Rachel zmarszczyła brwi. Kontynuowała:
-I przez jakiś czas, byłam mocno osłabiona. Gdy wróciły mi siły, wymknęłam się z Trensicourt, i podążyłam nad Morze Śródlądowe, do Celestynowej Biblioteki. Tak więc stworzyłam Płomienia...
-Jestem Płomień. A ty zapewne jesteś Jason?
-Tak. Miło mi.
-Również.
Rachel uśmiechnęła się.
-I ta energia o mało mnie nie zabiła. Poleciałam przez Meridon, i dotarłam tu..
-Boże.. ty jesteś jakąś wariatką! Stworzyłaś smoka, żeby mnie ocalić?
-Tak.
-Wariatka. - Mruknął Jason.
Rachel zaśmiała się.


                                                                           ***
Gdy dotarli na plażę, smok poprosił o odpoczynek. Rachel oddała swój płaszcz Jasonowi - mimo nalegań, aby go zatrzymała - i usiadła obok niego.
-Jesteś głodny?
-No.
Rachel wyciągnęła jedzenie z plecaka i podała Jasonowi.
-Jedz.
Jason zaczął jeść, ale zjadł mniej, niż oczekiwała. Oddał jedzenie, i powiedział:
-Nadal nie wiem jak mnie znalazłaś.
-Byłam w innym mieście i dowiedziałam się o Targu Niewolników, i że wczoraj mieli ich sprzedawać.
-Dziękuję Ci.
-Nie ma za co. Czego się nie robi dla przyjaciół...
"Przyjaciół". To słowo dziwnie zabrzmiało w umyśle Jasona, zarówno jak i u Rachel. Oboje wiedzieli, że coś ich łączy ale nie wiedzieli co.

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 24

Rachel w swoim świecie zwiedziła wiele krajów, i widziała wiele mórz i oceanów, ale to było najpiękniejsze, jakie widziała.
Czyste, błękitne, ciepłe. W Poza z każdym rokiem przyroda jest bardziej zanieczyszczona. Ludzie ignorują środowisko, wyrzucają śmieci, zanieczyszczają wodę, lasy.
W Lyrianie tego nie było.
Co prawda, gdyby Rachel tylko chciała, mogłaby wnieść różne zmiany w świecie Lyrianu, ale jak dotąd nigdy o tym nie pomyślała. Mogłaby zapoczątkować nową erę technologii.
Płomień szybował nad wodą, co jakiś czas nurkował, dla zabawy. Ocean był taki, że mogła otworzyć pod wodą oczy, i wszystko widziała.
Z każdą godziną, zbliżali się do Meridonu, i było cieplej. Co jakiś czas widziała ławicę przepływających ryb, koralowce albo inne stworzenia, jakich nigdy nie oglądała.
Rachel przysnęła, i zapadła w sen...


                                                                           ***
-Płomień miał ci nie mówić. - Oznajmiła twardo matka. - Nie powinien.
-Ale go o to poprosiłam przecież.... - Jęknęła Rachel.
-Nie zdajesz sobie sprawy z niebezpieczeństwa sytuacji. Niewiele osób wie o tym sekrecie. - Wymamrotała jej matka.
-A Galloran?
-Oczywiście, że wie. I mądrze postąpił paląc tą księgę, albowiem zawierała tam wiele informacji na temat Świata Zmarłych.
-Opowiedz mi o tym, proszę. Skoro już wiem, chciałabym się czegoś dowiedzieć.
-Ah Rachel! To co wiesz, jest niczym w porównaniu z tym, co Vharon wie!
-Wyczytał z tej księgi?
-Tak..
-Proszę, powiedz coś jeszcze!
Matka Rachel westchnęła.
-Gdy człowiek umiera, przenosi się w Stan Wyboru. Ma wybór pozostać na ziemi, lub zostać w tym świecie, ale do tego jest potrzebna wielka siła woli. Większość ludzi jej nie ma, i zostaje w Świecie Zmarłych.
-Jak to ma wybór?
-Rachel, wkrótce to pojmiesz.
                           
                                                                           ***
-Rachel, obudź się! - Warknął smok.
-Co się stało? - Zapytała Rachel i otwarła oczy.
-Patrz tam! - Sapnął smok.
-Nie widzę... -Wymamrotała Rachel.
Płomień przesłał jej obraz statku pływającego niedaleko przed nimi. Kolory były dziwnie pełniejsze i jaskrawe. A więc tak widzi smok.
-Jaki to statek? - Chciała się dowiedzieć dziewczyna.
-Nie wiem. Poinformowałem cię, żebyś podjęła decyzję...
-Niby jaką?
-Chodzi mi o to, że na tym statku może być Jason. Gdybyś sprawdziła czy tam jest, moglibyśmy go odbić.
-Przecież tam nie pójdę!
-Nie! Nie o to mi chodzi, tylko o to, żebyś poszukała świadomości Jasona.
-Ah, niech będzie.
Przez dziewczynę przebiegł dreszcz nadziei. Rzuciła zaklęcie niewidzialności, i smok podleciał bliżej statku.
Gdy znaleźli się na tyle blisko, że Rachel mogłaby zlokalizować Jasona zaczęła szukać różnych umysłów. Natknęła się na umysły zwyczajnych ludzi, handlarzy, którzy płynęli do Meridonu aby sprzedać i kupić towar. Nie znalazła Jasona.
-Nie ma go tutaj. - Westchnęła Rachel.
-A więc lećmy dalej! - Postanowił smok i poszybował naprzód.


                                                                          ***
Lecieli 3 dni. Rachel była cała obolała, na szczęście raz czy dwa natknęli się na mniejszą wysepkę, gdzie mogli odpocząć. Wkrótce dotarli do wyspiarskiego państwa, Meridonu.
Meridon był od dawna sojusznikiem Lyrianu. Z tego, co wiedziała Rachel, Corinne była ambasadorem Lyrianu w Meridonie. Na głównej wyspie tego państwa, mieściło się królewskie miasto, gdzie mieszkała. Co prawda, Rachel szczerze chciała ją odwiedzić, ale na to nie było czasu.
-Na szczęście Meridon nie jest wielki i w dobę lotu będziemy już na południowo-zachodnim wybrzeżu. - Pocieszył Rachel Płomień.
Rachel uśmiechnęła się.
Wkrótce zaczęły dręczyć ją nudy. Smok zaproponował:
-Zagrajmy w zagadki.
-Dobry pomysł. - Zgodziła się Rachel. -
-Ty zacznij. - Rzekł smok.
Dziewczyna doskonale wiedziała, ze smok jest bardzo mądry, więc powiedziała jedną z najtrudniejszych zagadek, jakie znała:
-Trzy boginie, Prawda, Kłamstwo i Los odpowiadają na pytania w swoim języku.
Mówią tylko "DA i JA", które odpowiadają słowom "TAK i NIE", jednak nie wiesz
które któremu. Prawda zawsze mówi prawdę, Kłamstwo zawsze kłamie, a Los
czasem mówi prawdę, czasem kłamie. Musisz za pomocą trzech pytań określić
która z bogiń to która. Każde pytanie może być skierowane tylko do jednej
bogini.

-Mądra zagadka, aczkolwiek dla mnie prosta. Pytam pierwszą boginię czy jest boginią prawdy ,a drugą czy jest  boginią kłamstwa. Pytam  drugą boginię czy jest boginią kłamstwa, a trzecią, boginię losu pytam  czy jest boginią losu,  a pierwsza prawdy. - Powiedział dumnie Płomień.
Rachel otworzyła usta ze zdumienia.
-Dobrze. Teraz ty. Tylko... coś łatwego.
-Niech ci będzie. Ma je każda istota, zwierzę, roślina człowiek, lecz z czasem je traci i w końcu znika. Co to? - Mówił smok.
Rachel zastanawiała się chwilę, po czym zgadła:
-Życie!
-Dobrze.
I tak zgadywali i zgadywali, a dobę później widzieli już południowo-zachodnie wybrzeże Meridonu.

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 23 + Pytanie.

Hej :)) Mam takie pytanie. Jak oceniacie mojego bloga, twórczość itp.? Skala 1-10 :D
Pytam z czystej ciekawości, nie z próżności.

_______________________________________
2 dni później, byli już na zachodnim wybrzeżu Lyrianu. Płomień przeleciał nad klifem i wylądował na plaży.
-Zbliża się noc, a ja nie mam sił. Do Meridonu jest trochę daleko, i muszę nazbierać sił. Zatrzymajmy się tu, na noc, a w południe wyruszmy, dobrze? - Poprosił smok.
Rachel się zgodziła. Gdy chciała zapalić ognisko, smok powiedział:
-Nie radzę ci. Niedaleko jest wioska portowa, nie chcemy chyba, żeby nas zobaczyli?
-Racja.
Tak więc Rachel oparła się o brzuch smoka. Poprzedniego dnia, kupiła w wiosce jedzenie, tak więc zaczęła je jeść.  Gdy skończyła, zaczęła myśleć. O wszystkim.
O tym, co było zapisane na księdze, której wykradła Szarym Jeźdźcom. O tym, jak ocali Jasona, i czy w ogóle jest w Zagharze. O śnie, który śnił się jej 2 dni temu. O tym, co zrobi ze smokiem gdy uratuje Jasona.
Owszem, chciała go zatrzymać, ale będzie straszyć ludzi. Nie widzieli na oczy nigdy czegoś takiego. Poza tym, Galloran mógł jej nie przyjąć z powrotem.
Dlaczego opuściłam swój świat? - pomyślała - przecież mogłam żyć normalnie. A teraz jestem zdana na łaskę losu. Zacisnęła zęby z bezradnej złości.
-Co się tak denerwujesz? - Zapytał Płomień.
Rachel opowiedziała mu o swoich troskach.
-Oh, Rachel. Żyjesz przeszłością, a zaniedbujesz teraźniejszość, a o przyszłości wolę nie mówić. Zatopiłaś się w swoich dawnych problemach, których nie rozwiążesz, a tych, które jeszcze można, nie dostrzegasz. Staraj się widzieć to, co jest teraz.
Rachel przełknęła ślinę.
-Płomieniu... Muszę o coś jeszcze cię zapytać. W moim śnie, matka opowiada o tym, że niby zginęła ale nie tak, że jej nie ma...
-Droga Rachel, to jest sekret, który poznasz za jakiś czas...
-Błagam, powiedz mi.
-Ja nie mogę...
-Proszę.
-Niech ci będzie, ale to może zwrócić się przeciwko tobie. Torivorzy są z innego Poza, prawda? Więc Poza są różne, jest ich wiele, jedne zamknięte, drugie otwarte. Jedno Poza nazywa się Światem Zmarłych. Trafiają tam tylko zmarli z różnych Poza.
-Świat Zmarłych? Czyli po śmierci przenoszą się tam?
-Tak. I tam nie da się wejść ani wyjść, ale pozostaje jeden haczyk. Twoja matka rozmawiała z tobą w śnie, tak więc tylko w śnie można się z nimi kontaktować, ale zazwyczaj sobie tego nie życzą.
-Zaczynam rozumieć.
-Nie rozmawiajmy na razie o tym. Przyjdzie na to czas.
Rachel oparła się o brzuch smoka, i zasnęła z dziwnym spokojem.


                                                                             ***
Wschód słońca obudził Rachel. Powoli, żeby nie obudzić smoka, wyczołgała się z pod jego skrzydła. Niebo było bezchmurne, lecz wiał wiatr. Było ciepło.
-Zbliża się lato. - Stwierdziła Rachel.
Wyciągnęła z plecaka suchary, bukłak i pasek suszonego mięsa, po czym je zjadła. Zaczęła biegać po plaży, żeby rozbudzić obolałe mięśnie.
Smok wczoraj poprosił, żeby mógł spać do południa - a więc Rachel go nie budziła.
Wzięła szary, niewielki kamień i zaczęła ostrzyć nóż. Rozcięła sobie rękę, ale udało się jej ją wyleczyć edomickim. Później zaczęła nim rzucać. Nóż wbijał się w kory pobliskich drzew. Ćwiczyła tak godzinę, i stwierdziła, że jej się udaje. Miała się zamachnąć, ale spojrzała na nóż.
-To może być moja broń... - Wymamrotała.
Następnie znów zaczęła go ostrzyć, naoliwiła i schowała do skórzanej pochwy. Zaczęła przechadzać się po plaży. Podeszła do wody i rozebrała się, weszła głębiej, umyła się. Drżąc z zimna osuszyła się, i z powrotem ubrała. Nastało południe.
Podeszła do smoka i posłała ku niemu myśli:
-Hej, pobudka.
Smok natychmiast się obudził. Mruknął przeciągle po czym zapytał:
-Już jest południe?
-Tak. Jak się spało? Wypoczęty?
-Oczywiście. Wyruszymy za 15 minut.
-Okej.
Smok wstał i się przeciągnął. Zaczął się rozgrzewać. Chwilę później rzekł:
-Głodny jestem. Idę coś upolować.
Rachel westchnęła. Smok pomknął w stronę klifu. Wrócił zaledwie po 10 minutach, w zębach niosąc dwa lisy. Zjadł je pospiesznie, po czym Rachel wskoczyła na jego grzbiet.
Wzbił się w powietrze, i poleciał przez wody, w stronę Meridonu.