Rachel studiowała księgę ponad trzy godziny. I tak tylko przeczytała najważniejsze rzeczy i zaczęła je spisywać. Wszystko zdawało się jej skomplikowane, nie potrafiła pojąć wielu rzeczy. Gdy skończyła przepisywać, poczuła, że nie da rady. Wymagało to takiej energii, takiej siły woli, że Rachel nie potrafiła sobie jej wyobrazić. Stworzenie przedmiotu było łatwe, ale stworzenie żywej istoty... to już wyższa, o wiele wyższa sfera.
Kiedy zaczęła się zastanawiać, co mogłaby stworzyć, od razu pomyślała o skrzydłach. Wielki ptak? Hmm... nie. Może pegaz.. I tak rozmyślała, i rozmyślała, że w końcu osunęła się na podłogę i zasnęła dręczona przez dziwny sen.
***
Rachel siedziała na drewnianym krzesełku przed lustrem. Miała 17
lat, niedawno wróciła z Lyrianu, jednak to był sen. Jej matka podcinała
jej włosy, które spadały na ziemię jasnym kręgiem. Był to ten sam sen, co się jej śnił kilka tygodni temu.
-Rachel... Gdy stworzysz to co chcesz... To cię może zabić. - Oznajmiła spokojnie jej matka.
-Ale co? To stworzenie?
-Nie. Energia, którą przelejesz w tą frazę.
-Mamo, ja wiem, że to trudne. Wiem, że ledwie ujdę z życiem, ale muszę ocalić Jasona. Nie chcę, żeby umarł. Wierzysz we mnie, mamo?
-Oczywiście, że w ciebie wierzę. Ponieważ jesteś zdeterminowana. Pamiętasz gdy Drake umarł...?
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
-Pamiętam.
-Miałaś wtedy w sobie mnóstwo energii. Przez gniew. Lecz determinacja i nadzieja są jeszcze silniejsze od gniewu i strachu. Kocham Cię, nieważne co się stanie. A teraz się obudź i wierz w siebie. I wszystko znikło.
***
Mimo, że dziewczyna nie wiedziała skąd te sny się biorą, wiedziała jakie jest ich przesłanie. Otworzyła gwałtownie oczy. Był już ranek, słońce zawisło u góry. Jasne promienie słońca opadały jej na twarz, tak, że musiała zmrużyć swoje ciemne oczy. Odgarnęła włosy do tyłu i wstała, podpierając się parapetu. Oparła się o niego i patrzyła w słońce. Patrzyła, w ognistą kulę. Patrzyła, w źródło wielkiej energii. Patrzyła, w źródło światła. Nagle coś ciemnego błysnęło. To niewielki ptak, przeleciał koło okna, przez chwilę przesłaniając słońce. I nagle ją oświeciło.
Chciała stworzyć smoka.
Smoka.
***
Smoki występowały w Poza w opowieściach, książkach, filmach i grach. Były przedstawione jako inteligentne, bystre, pradawne stworzenie słynące z ziania ogniem. Były potężne i niezwyciężone.
Rachel chciała takiego.
Niemal śmiejąc się ze szczęścia, porwała pergaminy i pobiegła schodami w dół i dotarła do holu. Wyszła przez główne drzwi i podążyła w stronę kępki drzew, gdzie usiadła na trawie.
Proces tworzenia istoty, polegał na zapadnięcie w trans i wyobraźnią trzeba było kształtować istotę. Na koniec nazywało się daną istotę, i po przelaniu energii, istota materializowała się przed daną osobą. Rachel odetchnęła kilka razy i spisała wszystko na jednej stronie wolnego pergaminu, aby łatwiej sobie wyobrazić smoka.
Gdy spisała wszystko zamknęła oczy. Otwarła je po kilku minutach i zaczęła wyśpiewywać frazy, po czym zapadła w świadomy, dziwny trans.
Tworzyła smoka.
***
Sama nie wiedziała, ile czasu minęło, gdy zatwierdziła frazą, to co sobie wyobraziła. Zaczęła wypowiadać dalsze frazy, i gdy dotarła do linijki, w której materializowało się i przywoływało życie, zawahała się.
Ale powrotu już nie było.
Wylała z siebie całą swoją energię i siłę woli. Poczuła się tak, jakby więdła, tak, jakby uchodziło z niej życie. Dotarły do niej mroczki i zawroty głowy. Skronie zapulsowały jej bólem, jej ciało skręcało się w spazmach. Czuła, jak umierała.
***
Rachel siedziała na drewnianym krzesełku przed lustrem. Miała 17
lat, niedawno wróciła z Lyrianu, jednak to był sen. Jej matka podcinała
jej włosy, które spadały na ziemię jasnym kręgiem.
-Mamo, pomóż mi. Pomóż. - Błagała w śnie. - Ja umrę.
-Kochanie, trzymaj się. Dasz radę..
-Nie.. ja nie dam rady. Ja umrę. Nie dam rady.
Dziewczyna spojrzała w lustro. Widziała siebie, prawie martwą. Widziała, jak uchodziło z niej życie.
Zalała się łzami.
-Mamo, pomóż mi.
Po policzku jej matki spływała łza.
I wszystko znikło.
Lecz się nie obudziła.
Pojawiła się w innym miejscu. Leżała na łóżku, miała zamknięte powieki.
Nie potrafiła ich podnieść. Czuła w głowie tylko głos matki.
-Nadzieja jest silniejsza niż strach, Rachel.
Głos powtórzył się kilka razy.
Po czym ucichł.
***
-Tatusiu, czy śmierć boli? - Zapytała się raz Rachel swojego taty, gdy miała 9 lat.
-Nikt tego nie wie, Rachel. - Odpowiedział.
-No ale.. czy przestaje się oddychać? Czy się wie, że się umiera?
Jej tata zamyślił się chwilę. Odpowiedział dopiero po kilku minutach:
-Człowiek traci świadomość. Traci poczucie czasu, głodu i potrzebę snu. Po śmierci nie tęskni za nami, tak jak my za nim. Po prostu znika. Jego dusza idzie do Nieba.
Rachel kiwnęła głową.
-Na razie się tym nie przejmuj. - Powiedział jej tata i chwycił ją za rękę.
***
-Mamo, pomóż mi. - Powiedziała Rachel siedząc przed lustrem. - Nie chcę umierać.
Matka dziewczyny zamknęła oczy.
-Pomogę. - Oznajmiła i je otwarła.
***
Kiedy z ciała Rachel odeszła ostatnia cząstka życia, trafiło w nią oślepiające światło i niesamowicie silna energia. Poczuła się tak, jakby uderzył w nią piorun. Wokół niej rozleciały się iskry, krzyknęła straszliwie, gdy siła odepchnęła ją kilka metrów w górę i przeniosła ponad siedem metrów w tył i uderzyła w grube drzewo. Straciła przytomność.
Ale przeżyła.
O żesz...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że to pozytywny kom XD
OdpowiedzUsuńZnaczy słów mi zabrakło XD wybacz, że straszę :D
UsuńHaha, spoko xD
UsuńO mój bosze ile energii
OdpowiedzUsuńNiezły rozdział...
OdpowiedzUsuńBędzie smok.
Będzie smok.
Będzie smok!
Tak, wiem, jestem zła.
Rachel tam umiera, a ja myślę o smoku...
BĘDZIE SMOK!
Czytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka