-Ej, wstawaj. - Carsalia szturchnęła Rachel. - Już jesteśmy na miejscu.
Rachel otworzyła zaspana oczy. Był już zmierzch. Potarła oczy, wstała z jękiem.
-Ile mam ci zapłacić?
Carsalia podała jej sumę, a dziewczyna zapłaciła. Gdy Rachel miała już zejść ze statku i wskoczyć do płytkiej wody, pani kapitan zapytała się jej?
-Jak wrócisz?
Rachel wzruszyła ramionami.
-Chyba będę tu przez dłuższy czas. Dziękuję za pomoc, Carsalio.
-Nie ma za co. A teraz idź, nie wiem co się tu czai, a lepiej żebyś wróciła na stały ląd cała i zdrowa.
-Będę ostrożna.
Po czym skierowała się przez plażę w głąb wyspy.
***
Rachel stanęła dumnie przed drzwiami biblioteki. Przyłożyła dłoń do drzwi, i wypowiedziała edomicką frazę. Ogromne drzwi otworzyły się cicho. Rachel rozglądała się chwilę po błyszczących kamieniach na ścianach, i marmurowej, lśniącej posadzce. Światło księżyca i gwiazd wlewało się leniwie przez ogromne okna. Dziewczyna przekroczyła próg, i skierowała się do jednego z korytarza. Podążała tak kilka minut, i o mało nie przegapiła drewnianej tacy, na której były magiczne kamienie-przewodnicy, z których chciała korzystać. Wybrała biały kamyk z srebrnymi żyłkami. Wypowiedziała słowo, dzięki któremu aktywowała kamień i przed nią wyrosła młoda kobieta z jasnymi włosami upiętymi w kok, odziana w błękitną szatę.
-Witaj, jestem Maya... ohh, znowu przybywasz? Czego potrzebujesz? - Zdziwiła się kobieta.
-Potrzebuję mapę, która doprowadzi mnie do Zaghary.
-Ah, tak. Zaghara.. a po co chcesz się tam dostać? Masz pewnie świadomość, że to po drugiej stronie naszej planety?
-Muszę odnaleźć lorda Jasona z Caberton, mojego przyjaciela. Wywieziono go w niewolę i boję się, że coś mu się stanie. - Powiedziała Rachel.
-Hm.. Z tego, co wiem, niewolnictwo w Zagharze jest trudne i zaledwie po kilkunastu miesiącach niewolnik umiera, po ciężkiej pracy.
O matko.. po kilkunastu miesiącach?
-O Boże! Ja nie zdążę! - Wymamrotała Rachel.
-To jest pewne. - Maya zaśmiała się nerwowo. - Mogę ci pomóc.
Rachel uniosła wzrok na Mayę.
-Jak?
Kobieta poprawiła widmowe włosy i rzekła prosto z mostu:
-W tej bibliotece mamy zwoje i księgi z frazami, które używali czarnoksiężnicy. Chodzi mi o frazy, które tworzyły przedmioty i stworzenia. Gdybyś stworzyła magiczne stworzenie, mogłabyś dać mu cechy psychiczne oraz fizyczne i ukształtować jego umysł. Gdyby stworzenie to, poruszało się w niesamowitym tempie mogłoby cię w miarę szybko przenieść do Zaghary. Posiadasz wielką moc, i to może ci się udać...
-Ale przecież istnieją frazy, dzięki którym można się teleportować - przypomniała Rachel.
-Tak ale, podejrzewam, że w Zagharze nigdy nie byłaś. A żeby przenieść się z miejsca, musiałabyś już kiedyś być w miejscu docelowym.
-Rozumiem. Przepraszam, zapomniałam.
-A więc została ci moja pierwsza propozycja.
-W takim razie zaprowadź mnie tam, gdzie te księgi i zwoje są.
-Jak sobie życzysz. - Odparła Maya i poszła przed siebie.
***
Gdy Rachel z Mayą dotarły tam gdzie miały dotrzeć, minęło półgodziny. Maya nagle się zatrzymała i schyliła się po jedną z ksiąg.
Była oprawiona w zieloną skórę. Na okładce widniały złote, edomickie znaki. Maya podała Rachel księgę i oznajmiła:
-Proszę. Nie radzę ci robić tego w bibliotece. Otóż, nie możesz jej sobie wziąć tak więc potrzebne frazy możesz przepisać na pergamin.
-Dobrze.
-Zaraz ci przyniosę pergaminy, pióro i atrament. Jeśli chcesz, chodź ze mną.
Zeszły na niższe piętro biblioteki i weszły do jakiegoś pokoju. Maya ściągnęła z półki pergamin i pióro. Podała to Rachel a po atrament poszła gdzie indziej. Po chwili wróciła ze szklanym słoikiem atramentu. Kobieta zaproponowała jeszcze:
-Jeśli chcesz, zaprowadzę cię do miejsca, gdzie możesz spokojnie usiąść...
-Dziękuję ci, ale poręczę parapetem przy oknie. Jesteś wielce szczodra, Mayo. Dziękuję.
Maya skłoniła się i odeszła. Rachel zabrała się do przeglądania księgi.
U rachel zrobi sobie stworka uroczo *u*
OdpowiedzUsuńDum du du du dum... Oby nie wyszło z tego nic niedobrego...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dobra, tego się nie spodziewałam...
OdpowiedzUsuńStworzy żywą istotę?
Fajnie.
Ciekawe jak ta istota będzie wyglądała...
No nic.
Czytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka