poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 18

Minął prawie cały miesiąc, zanim dotarła nad Morze Śródlądowe. Zmęczona, wygłodniała i brudna, dotarła do wioski Durna, leżącej nad tym morzu. Było późne popołudnie, strażnicy mieli za niedługo zamknąć bramy tejże wioski. Podjechała do bramy na swej klaczy. Jeden ze strażników spytał:
-Kto tam?
Rachel wymyśliła sobie pseudonim, taki, żeby nie została przypadkiem rozpoznana.
-Kate Vaught, z profesji podróżniczka, przybywam z zachodu, z wioski Tern.
Strażnik zmarszczył brwi, lecz po chwili zapytał:
-Czego szukasz w Durnie?
-Schronienia. Ostatnie dni i noce są bardzo deszczowe, chciałabym się przespać w jakiejś gospodzie i zjeść porządny posiłek.
-Dobrze. - Zgodził się strażnik i przepuścił Rachel.
Dziewczyna wjechała do wioski. Niemal natychmiast dostrzegła stajnię, do której podjechała. Powiedziała do stajennego, niskiego, przysadzistego mężczyzny o czarnych włosach:
-Witaj. Czy mogłabym oddać moją klacz panu w opiece, na jedną noc i dzień?
-Ta. - Mruknął mężczyzna. - Jakie ma imię?
-Canny. - Odparła Rachel.
Zsiadła z konia i oddała wodze stajennemu.
-Wie pan może, gdzie znajdę  tanią gospodę? - Zapytała.
Zamyślony stajenny przygryzł wargę. Po krótkiej chwili powiedział:
-Hm.. Tam, za rogiem, znajduje się Gospoda pod Wodorostem. Co prawda, jest tania, ale uważaj, kręcą się tam niezbyt przyjemne typki.
-Dziękuję. Będę uważać.
-Drobiazg.
Dziewczyna skierowała się tam, gdzie wskazał stajenny. Po kilku minutach, przed nią wyrósł dwu-piętrowy, drewniany budynek. Nad drzwiami wisiał szyld:

Gspoda pod Wodostm

Co prawda, brakowało kilka liter, ale Rachel nie musiała długo rozszyfrowywać wyblakłych liter. Przekroczyła próg gospody. Dotarł do niej niezbyt przyjemny zapach. Pomieszczenie było słabo oświetlone, w kominku ledwo się paliło. Przy stołach był z tuzin osób, z czego większość dojrzało Rachel. Dziewczyna niepewnie podeszła do lady. Oberżysta był chudy i blady, był łysy i miał nieprzyjazny wyraz twarzy.
-Czego? - Mruknął nie patrząc na Rachel.
-Jakąś rybę. Dorsz może być. - Odparła dziewczyna.
Oberżysta zawołał swoją żonę-kelnerkę:
-Te, tam, podaj tej babce dorsza.
Określenie "babka" zdenerwowało Rachel. Mimo tego, zachowała spokojny wyraz, lecz emocje zwyciężyły:
-Babce, powiadasz? - Mruknęła spokojnie.
Oberżysta uniósł na nią wzrok i zmrużył oczy. Odpowiedział po chwili:
-Nie szukaj tutaj problemów, kobieto.
-Jasne. - Uśmiechnęła się sztucznie.
Odwróciła się od lady i podeszła do wolnego stolika, w rogu. Naciągnęła mocniej kaptur. Po 15 minutach, pani o okrągłej figurze, podeszła do stołu Rachel i podała jej dorsza. Kobieta złapała ją za ramię i mocno ścisnęła. Powiedziała szeptem:
-Uważaj. Tu jest niebezpiecznie.
-Będę ostrożna. - Uspokoiła ją.
-Mam nadzieję.

Kiedy Rachel jadła, co chwilę wyczuwała wzrok innych 'gości'. Mimo tego, spokojnie zamówiła pokój na drugim piętrze, poszła do niego, uporządkowała swoje rzeczy i zasnęła na twardym łóżku.

4 komentarze:

  1. W takich gospodach to podejrzane typki siedzą...
    Oby jej nie okradli. Ale żeś sobie miejscówkę wybrała Rachel...
    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten blog jest świetny pisz trochę dłuższe :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział.
    Coś się stanie w tej gospodzie...
    W nocy, albo nad ranem...
    Ja to wiem!
    Czytam dalej
    Pozdrawiam
    /Bianka

    OdpowiedzUsuń