Z każdym dniem Rachel odzyskiwała siły. Ćwiczyła edomicki, biegała, rozciągała się i trenowała jeździectwo. Dochodziła do siebie. Wszystko było dobrze, oprócz zmiany jej wyglądu.
Nie osłabiała jej siły, lecz niszczyła skórę, ciało i włosy. Skóra była sucha i szorstka, z każdym dniem coraz bardziej, a włosy zrobiły się naprawdę zniszczone i coraz częściej wypadały. Pomimo tego, znikły jej piegi. A ćwiczyła, bo miała plan.
Po kilku tygodniach, gdy w pełni odzyskała siły, poszła popołudniu do gabinetu Gallorana. Zapukała w drzwi, usłyszała głos Gallorana:
-Wejść.
Otwarła drzwi i przekroczyła próg. Siadła na krześle i powiedziała:
-Witaj. Mam dwie sprawy. Jedna, prośba o oddanie księgi, tej co ukradłam Szarym Jeźdźcom. Druga sprawa, czy mogłabym wyruszyć do Zaghary...?
-Rachel, nie! Po pierwsze, jest to za daleko, po drugie, wysłałem tam już oddział, po trzecie jesteś zbyt cenna, żeby cię stracić! - Oburzył się król. - Co do księgi, spaliłem ją. Ciążyła na niej klątwa.
-Jak pan mógł!? - Warknęła Rachel. - Ryzykowałam życie, żeby to księgę zdobyć, a pan tak po prostu ją spalił!? A poza tym, chcę odnaleźć Jasona. Pan nie może mi niczego zakazywać.
-Droga Rachel, na księdze była klątwa. - Oznajmił spokojnie Galloran. - Poza tym masz rację. Nie mogę ci niczego zakazywać. Po prostu nie chcę, żeby ci coś się stało.
-Ale ja się martwię o Jasona. - Mruknęła Rachel i wyszła z jego pokoju.
***
Gdy słońce zaszło, Rachel wróciła do swojej komnaty. Wzięła plecak, który wzięła z Lyrianu i zaczęła pakować najważniejsze rzeczy - prowiant, bukłak, kompas i nóż oraz pieniądze. Założyła już płaszcz, gdy sobie coś przypomniała. O cholera, potrzebna mi mapa, pomyślała.
Wypowiedziała frazę, czyniącą człowieka niewidzialnym. Gdy "znikła" otworzyła cicho drzwi i bezszelestnie pobiegła przez korytarz do skarbca.
Musiała pokonać wiele klatek schodowych, korytarzy i przejść aby tam dotrzeć. Gdy dotarła, wypowiedziała edomicką frazę otwierającą drzwi, i przeszła przez wielkie wrota do skarbca. Przeszła na stanowisko map.
Przeglądała kilkanaście minut. Gdy przejrzała wszystko, zrezygnowała. Wróciła tą samą drogą do swojej komnaty, gdy w połowie drogi pomyślała: Celestynowa Biblioteka. To tam.
Pomknęła do pustego, wiecznie otwartego pokoju. Był na najniższym piętrze, a Rachel nie chciała wychodzić przez główne wejście, żeby ją nie zauważono. Magią sprawiła, że szyba w oknie zniknęła. Chwiejnie weszła na parapet. Przełożyła nogi przez okno, skoczyła na trawę.
Nie zdołała stłumić jęku. Mimo tego, pobiegła przez miasto, do stajni niedaleko bramy. Mijała niewidzialna, przechodniów i gdy dotarła do stajni, odwiązała swojego konia. Osiodłała go prędko, wskoczyła na niego, i galopem pomknęła w stronę zamykającej się bramy.
Zdążyła w ostatniej chwili.
Zmęczona, zdjęła zaklęcie niewidzialności i koń kłusem pobiegł przez ciemny, nocny las, na wschód, w kierunku odległej o wiele staj, Celestynowej Biblioteki.
DALEJ RACHEL! RACHEL RACHEL! Ciekawe co ją spotka w drodze do Celestynowej
OdpowiedzUsuńBiblioteki? :D
Pozdrawiam
A jak zdobędzie statek?
OdpowiedzUsuńCzytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka