Rachel siedziała na drewnianym krzesełku przed lustrem. Miała 17 lat, niedawno wróciła z Lyrianu, jednak to był sen. Jej matka podcinała jej włosy, które spadały na ziemię jasnym kręgiem.
-Mamo, co się ze mną stało? - Zapytała dziewczyna. - To nie jest zwyczajny sen.
Jej mama się uśmiechnęła.
-Jesteś na skraju życia i śmierci, Rachel. To nie tylko dzieje się w twoim umyśle. Nie mogę ci powiedzieć. Jestem martwa, tak jak twój tata, ale istnieje pewny sekret, którego nie mogę ci zdradzić.
-Dlaczego?
-Po prostu nie mogę. Kocham cię, nieważne co się stanie. A teraz się obudź.
I wszystko znikło.
***
Dziewczyna otworzyła gwałtownie oczy i szybko nabrała powietrza. Zaczęła pospiesznie mrugać i oddychać. Cały czas kręciło się jej w głowie.
Rachel leżała na łóżku, w ciemnym pomieszczeniu. Na początku niczego nie pamiętała ze swojego snu, lecz chwilę później wszystko sobie przypomniała. Przypomniały się też jej wszystkie zdarzenie sprzed jakiegoś czasu, na Północnych Rubieżach. Nie wiedziała gdzie jest księga.
Była odziana w szarą, zwykłą tunikę do kolan. Dziewczyna była cała spocona, ręce i nogi się jej trzęsły. Nie dość, że nie wiedziała gdzie była, dopadł ją przeolbrzymi głód. Wstała, nogi miała jak z waty, nie potrafiła ich podnieść. Zaczęła nimi szurać, w kierunku drzwi, których prawie nie widziała przez mrok. Drżącymi dłońmi otwarła je, wyszła na jasny korytarz zamku Trensicourt.
Podążała korytarzem, w jakimś kierunku. Nie przeszła kilku metrów, już miała mroczki. Kości ją bolały, jakby od wielu dni ich nie używała.
W rzeczywistości tak było.
Wyszła zza rogu i wpadła na strażnika. Zapytał się jej pospiesznie, i przytrzymał ją:
-Panno Rachel, co się stało? Powinna pani odpoczywać, niech pani wróci do pokoju. Jesteś jeszcze za słaba, żeby samodzielnie się poruszać.
Rachel chciała coś powiedzieć, jednak jej się nie udało. Gardło miała zaschnięte, nie potrafiła z siebie wydusić nawet jęku. Po prostu pokręciła głową, z trudem wyrwała się strażnikowi, i pomknęła przed siebie. W końcu się potknęła i przewróciła. Podparła się prawą ręką, w ramieniu nastąpiła fala bólu. Zacisnęła oczy, przypomniał się jej obraz drzewca strzały sterczącej z ramienia.
Żółć podeszła jej do gardła, wstała i poszła przed siebie.
Nareszcie trafiła na gabinet Gallorana. Przed drzwiami stał kolejny strażnik. Rachel wskazała ręką drzwi. Gdy strażnik nie odpowiedział, próbowała się dostać do drzwi. Odepchnął ją bez słowa. Zakręciło się jej w głowie. Uderzyła strażnika z całej siły za ucho. Stracił przytomność, upadł ciężko.
Rachel otworzyła drzwi i stanęła w progu. Za biurkiem siedział Galloran, podniósł wzrok na Rachel. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć. W końcu rzekł:
-Rachel. Obudziłaś się.
Dziewczyna kiwnęła głową, zamknęła drzwi i podeszła do biurka.
-Jak się czujesz? - Zapytał król.
Rachel pokręciła głową, wskazała swoje gardło. Galloran podał jej pergamin i pióro, rzekł:
-Napisz.
Rachel po chwili naskrobała kilka zdań:
Źle się czuję. Bardzo źle. Gdzie ta księga? Co z Jasonem? Co się stało?
Pisząc, dziewczyna spojrzała na swoje dłonie. Były biało-szare. A jej włosy były kruczoczarne. Dopisała na kartce:
Co się ze mną stało?!
Galloran odpowiedział natychmiast:
-Przez 3 tygodnie przekazywałem ci wszystkie niezbędne rzeczy do życia. Leczyli cię, ale to, co miałaś w ramieniu, to nie strzała. Tylko bełt z kuszy. Był zatruty. Co do księgi, także nie była zwyczajna. Pamiętasz Księgę, którą znalazł Jason? Tak samo z tą księgą. Tylko ta księga zmieniła również twój wygląd, nie bełt. Jason został wywieziony do niewoli, do pustynnej krainy Zaghary. Wysłałem już ludzi, żeby go odbić, ale wiele miesięcy potrwa, zanim go odnajdą. Powinnaś coś zjeść, napić się a następnie odpocząć.
Świetny rozdział. Wywieźli Jasona :C I Rachel oberwała zatrutym bełtem :C Smutno.. Biedna Rachel. Znając ją, poleci szukać Jasona na własną rękę :P
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mhmm xD No może ;> Również pozdro ^^
OdpowiedzUsuńFajnie.
OdpowiedzUsuńZawsze wyobrażałam sobie Rachel z czarnymi włosami...
Czytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka