środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 15

Rachel obudziła się gwałtownie. Leżała na drewnianej pryczy w swojej celi. Dotarł do niej zapach dymu. Wstała z jękiem i podeszła cicho do krat. Na korytarzu było ciemno i spokojnie. Lecz nikogo tam nie było. Po kilku minutach usłyszała krzyk strażnika, szczęk mieczy i upadające ciała. Co jest? - pomyślała. Z każdą minutą dym się zagęszczał, w końcu dotarł do jej celi. Kiedy zaczęła się krztusić, zaczęła bezradnie szarpać kraty. Krzyknęła kilka razy. Nagle usłyszała odgłosy szybkich kroków, zmierzających do jej celi. Wpadł tam Vharon i dwóch strażników.
-Szybko - mruknął Vharon. Strażnicy pociągnęli Rachel w stronę wyjścia.
-Co się dzieje? - Sapnęła Rachel.
Vharon i strażnicy milczeli. Prowadzili ją - a raczej ciągnęli - przez korytarze, do wyjścia. Gdy ujrzała światło dzienne zobaczyła wokół siebie chaos. Ludzie biegali, krzyczeli i robili wokół siebie harmider. Strażnicy prowadzili ją do jakiegoś budynku.
Tuż przed nimi wyrosnął Czatownik.
Mężczyźni zatrzymali się z otwartymi ustami. Vharon zaczął uciekać, aż wtopił się w tłum ludzi. Czatownik przeszył ciała strażników ostrymi mieczami. Padli w bezruchu. Rachel nie odzyskała w pełni sił, by kontaktować się telepatycznie, więc powiedziała do Czatownika:
-Muszę coś wziąć stąd. To ważne.
Po czym pomknęła do siedziby Vharona. Czatownik pobiegł za nią. Wpadła przez ciężkie drzwi do jego siedziby. Było tu kilka ludzi - strażników. Jeden chciał ją uderzyć, lecz umknęła mu. Sprintem pobiegła do biura Vharona, na drugim piętrze budynku. Drzwi były zamknięte. Strażnicy zbliżali się, Rachel zaryzykowała i wypowiedziała edomicką frazę otwierającą zamki. Udało jej się, ale dopadły ją takie zawroty głowy i mroczki, że cały świat stał się jedną, wielką plamą. Chwiejąc się doszła do biurka i zaczęła zrzucać pergaminy papieru i wiele innych rzeczy.
Szukała księgi, którą raz na oczy widziała, ukradkiem. Weszła wtedy do tego gabinetu by porozmawiać z Vharonem. Wtedy ją pospiesznie zamknął i odłożył w miejsce którego nie widziała.
Uderzyła się w skroń o róg stołu. Miejsce to zapulsowało bólem. Rachel szukała dalej.
I znalazła.
Książka była oprawiona w szarą skórę, na jej okładce widniało oko. Gdy tylko Rachel ją wzięła, poczuła dziwną energię.
Strażnicy wpadli z mieczami do pokoju. Była okrążona, za sobą miała wielkie okno. Pozostało jej ostatnie wyjście. Wdech. Nadal świat przed jej  oczami był rozmazany, a może bardziej.
Wydech.
Z całej siły - jaka jej pozostała - skoczyła na brudną szybę, aby spaść z trzech metrów.
Rozbiła się na tysiące kawałków. Rachel - i kawałki szkła - spadły na ziemię. Przeszywający ból stóp rozszedł się po łydkach dziewczyny aż dotarł do kolan. Przez chwilę nie mogła się ruszać, stała a kałuży szkła. Jej twarz i odsłonięta skóra była zakrwawiona i poharatana od szkła. Na szczęście, jej oczy nie ucierpiały. Gdy chwilowy ból minął, pobiegła na przód, przez rozmazany świat. Biegła tak szybko, że już nie widziała ludzi i świata. Widziała jedną, wielką plamę. Adrenalina krążyła w jej żyłach, nie czuła kolki ani ran.
Po chwili ujrzała Czatownika, stał sto metrów od niej. Pobiegła w jego stronę i wtedy usłyszała krzyk:
-Łucznicy!
Strzały ze świstem przeszyły powietrze.
Jedna z nich trafiła Rachel.
Zatrzymała się gwałtownie. Z jej ramienia wystawało drzewce strzały.
Świat przed jej oczami stał się czerwony.
Później czarny.
A potem już nic.

2 komentarze:

  1. NIEEEEEEEEEEEE! Masz przeżyć Rachel! AAAAAA! Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona przeżyje.
    Wiem to.
    Czytam dalej
    Pozdrawiam
    /Bianka

    OdpowiedzUsuń