-Czego ode mnie oczekujesz? - Zapytała Rachel kilka dni później.
Odziana w czarny płaszcz wyglądała mrocznie. Vharon usiadł przy stole i odpowiedział:
-Dysponuję informacją. Informacją, która może odmienić wszystko.
-Jaką informacją? - Dopytywała się Rachel.
Przez cały czas miała ściśnięte gardło. Fakt, że zdradziła Gallorana by uratować Jasona nie dawał jej spokoju.
-Jak widzisz - Vharon odchrząknął - Czatownicy są z innego Poza, prawda?
-Prawda.
-Tak więc są jeszcze inne Poza. Na przykład twoje, ale nigdy nie zrozumiem jak tu wróciłaś. Mniejsza o to, inne Poza są zamknięte dla nas. Są to różne światy, jedne puste, jedne pełne. Nikt tego nie zrozumie.
-Aha. Ale jaka jest ta informacja?
Vharon milczał przez długą chwilę. W końcu odparł:
-Jesteś bardzo ciekawska. Skąd mam wiedzieć, że gdy tylko odzyskasz możliwość wypowiadania fraz edomickich, to nie uciekniesz i nie przekażesz wszystkiemu Galloranowi?
Tym razem Rachel milczała. Vharon kontynuował:
-Masz skłonności zdradzieckie. Widzę to po tobie i twoich oczach.
Rachel wzruszyła ramionami.
-Kiedy tępiliśmy twoich rozproszonych szczurów, pojmaliście mnie i Jasona. Nie darzę was szacunkiem a przede wszystkim zaufaniem.
Twarz Vharona pociemniała od gniewu.
-W takim razie, dlaczego do nas dołączyłaś?! - Warknął Vharon.
-Żeby uratować Jasona. Proste. Gdybyś mnie nie zaszantażował, to bym nigdy się z wami nie sprzymierzyła.
-A niech cię...! - Zaczął Vharon ale Rachel przerwała beznamiętnie:
-A co ty sobie myślałeś? I tak ci nie pomogę. Wolę gnić w lochach niż ci pomagać. Nie masz takich zdolności, żeby mnie kontrolować.
Tym razem to Rachel się uśmiechnęła.
-Hm.. Skoro wolisz gnić w lochach to proszę bardzo. - Vharon się uśmiechnął - Strażnicy! Do lochów ją!
Mężczyźni pilnujący budynku weszli do niego. Bezlitośnie zerwali dziewczynę z krzesła i pociągnęli ją do wyjścia. Rachel się nie szarpała. Uśmiechała się złowieszczo.
***
Popchnęli Rachel do ciemnej celi. Była brudna, wilgotna i śmierdząca. Drzwi-kraty zamknęły się ze zgrzytem. Rachel została sama.
***
Tygodnie mijały, a grupa, która miała odbić Rachel i Jasona przejeżdżała już przez góry. Dzień za dniem przebywali kolejne staje. W końcu wyłonili się z zimnej zasłony drzew. Tak jak kilka tygodni temu Rachel, Jason i Szarzy Jeźdźcy podjechali do wzgórza, tak samo uczynili oni. Zatrzymali się gwałtownie przy skraju ciemnej skały - nie wzgórza. Ujrzeli miasto otoczone wielkimi górami.
-Czatownicy - zaczęła Angela - wiecie co robić. Tylko nie hałasujcie za bardzo.
Torivorowie pomknęli przed siebie.
Co ten Vharon sobie wyobrażał?! Głupi XD Cieszę się, że Rachel nic nie zrobił. Będę czekać z niecierpliwością na nowy rozdział :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa tam mam własną teorię dotyczącą "innego Poza"...
OdpowiedzUsuńI ten złowieszczy uśmieszek Rachel gdy ją wyprowadzali...
Ona coś knuje.
Zdecydowanie.
Czytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka