-Mógłbyś mnie posłuchać?! - zagrzmiał drugi głos. - Na serio myślisz, że będę ci ufać, kiedy nagle znalazłeś się w zamku w Meridanie? Nawet nie byłeś zaproszony na wesele!
Westchnienie. Szuranie stopami.
Trudno było mi odróżniać dźwięki. Głowa mnie tak bolała, jakby ktoś uderzał w nią młotem.
-Kto powiedział, że nie? - zapytał kpiąco pierwszy głos.
-Ja. - Warknął drugi głos.
Parsknięcie śmiechem.
-Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jestem kuzynem Octaviana? - zapytał groźnie pierwszy głos.
Logan. Logan i... Jason? Całą siłą woli starałam się nie otworzyć oczu i unieść brwi.
-Nie. Nikt mi nie mówił. - Przyznał się Jason. - Co nie oznacza, że to trochę dziwne, że wcześniej cię nie widziałem.
Wyraźnie dostrzegłam, że Jason przemawiał już spokojniejszym głosem.
-Było bardzo dużo ludzi, a Octavian nie raczył zaprosić mnie do stolika dla rodziny. - Logan mówił bardzo wolno, a na ostatnie słowa nacisnął tak, że przeszły mnie dreszcze.
Nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam na nich.
Jason stał z założonymi rękami, Logan opierał się nonszalancko o framugę. Pierwszy mnie dostrzegł.
-Rachel... - zaczął i podszedł do mnie. - Jak się czujesz?
Zamrugałam i zmarszczyłam brwi.
-Dziwnie... w każdym razie głowa mi pęka. I... brzuch mnie boli. Bardzo. -Dotknęłam dłonią opatrunku. Skrzywiłam się. - Co się stało?
Jason zaczął mówić pierwszy.
Szarzy Jeźdźcy wdarli się do piwnic, gdzie byli schronieni wszyscy goście. Galloran i Corinne odparli atak magów, a strażnicy związali resztę i wsadzili do celi. Ale Octavian zniknął. Kiedy wyszli na górę, zobaczyli płomienie. Król z córką i kilkoma innymi ugasili płomienie.
-Odpoczywają teraz. - Uśmiechnął się lekko Jason kiedy zakończył opowiadać.
Nadeszła kolej Logana, by opowiedział jak mnie znalazł.
-Wyszedłem się spotkać z przyjacielem. W sali balowej było bardzo duszno, a musieliśmy koniecznie porozmawiać. Natknąłem się na kilku uzbrojonych ludzi. Nie byli strażnikami, a było ich za dużo, więc skryłem się. Chciałem przejść lewym skrzydłem zamku, tak jak ty, Rachel i nagle poczułem dym. Pobiegłem w tamtą stronę i znalazłem ciebie. Miałaś sztylet wbity w brzuch. - Zmarszczył brwi na ostatnie słowa. - Przeniosłem cię do komnaty z dala od ognia. Kiedy ugaszono płomienie wszyscy zaczęli cię szukać, a ja chciałem sprowadzić pomoc. - Zerknęłam na Jasona. Chodził w kółko po pokoju, jakby nie mógł słuchać tej opowieści. - Uleczyli cię trochę za pomocą edomickiego, ale nie wiemy czy to wystarczy. - Zerknął na Jasona. - Ja też próbowałem, lecz...
-Umiesz edomicki? - przerwałam mu powoli.
Pokiwał głową.
-Ta... to i owo.
-Kto cię nauczył? - spytałam.
-Kim ty w ogóle jesteś? - zirytował się Jason.
-Jason... - zaczęłam ale mi przerwał:
-Co "Jason"? Nie wiesz kim on jest, a ty tak po prostu z nim rozmawiasz. - Sapnął.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Wyjdź. - Powiedziałam.
-Słucham? - spytał, jakbym zapytała się go czym jest ta świecąca kula na niebie.
-Wyjdź. - Powtórzyłam.
Parsknął gniewnie i wyszedł trzaskając drzwiami. Logan tylko się zaśmiał.
-To nie jest śmieszne. - Westchnęłam. - Ale Jason ma racje. Kim jesteś?
-No, więc - zaczął Logan - urodziłem się tutaj, w Birde. Przez większość czasu... - przerwał.
Zagryzł wargę i spojrzał na mnie poważnie.
-Jest coś, o czym musisz wiedzieć.
Nie wytrzymałam jego spojrzenia, tych krystalicznych, niebieskich oczu.
-O czym powinnam wiedzieć? - uniosłam brwi.
Wziął głęboki wdech i po woli wypuścił powietrze.
-Jestem veilleur. I Anth...
-Czym jesteś? -przerwałam i zmarszczyłam brwi.
-Veilleur... o Boże.. Rachel... - zasłonił dłonią usta. - Ty o niczym nie wiesz?
-Nie rozumiem. - Powiedziałam powoli. Byłam zaniepokojona. - Wytłumaczysz czy będziesz się trząść jak małe kocię? - zażartowałam by osłabić napięcie. Nie udało się.
Wstał i zaczął chodzić w kółko po pokoju gorączkowo się nad czymś zastanawiając.
-Ej - usiadłam na łóżku. - O co ci chodzi?
Pokręcił głową.
-Nie mogę - jęknął - zaraz wracam.
Po czym wyszedł na korytarz. Chwilę później wszedł Jason i zapytał się:
-Czemu wyszedł tak, jakbyś mu powiedziała, że jego rodzina zaraz umrze i musi tam natychmiast się udać?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem. Wspomniał, że jest veilleur.
Jason zastygnął w miejscu.
-No nie - jęknęłam - ty też wyjdziesz i mnie zignorujesz?
Nic nie odpowiedział.
-Rachel - powiedział powoli. - Powiedział ci coś jeszcze? - wyraźnie wymawiał każde słowo.
-Nie - odparłam krótko.
-Przepraszam cię, ale muszę iść do Gallorana. - Poinformował mnie i wyszedł.
Miałam już tego dość. Wstałam z łóżka, ubrałam prostą suknię leżącą na krześle i wyszłam z komnaty, jednak strażnik zagrodził mi przejście.
-Powinna panienka odpoczywać. - Oznajmił uprzejmie, ale ostrzegawczo.
-Czuję się już lepiej - odparłam słodko. - Chcę teraz porozmawiać z Galloranem, więc jeśli można...
-Nie. Galloran uczestniczy w ważnym spotkaniu.
-Nie obchodzi mnie to. - Syknęłam.
Strażnik jakby zdziwiony chciał mnie zatrzymać ale unieruchomiłam go edomicką frazą. Zorientowałam się, że Galloran jest w sali narad - skoro "uczestniczy w ważnym spotkaniu". Wparowałam bez pukania do sali.
-...że wie, nie chciałem... - Logan nagle odwrócił się od Gallorana i zlustrował mnie wzrokiem.
W sali, przy mapie taktycznej zgromadzili się Galloran, Corinne, Jason, Logan i jakiś człowiek, którego nie rozpoznawałam.
-Czy ktoś mi wytłumaczy do jasnej cholery o co chodzi?
***
-Veilleur, tłumacząc na nasz język znaczy "Strażnik". - Wytłumaczył Galloran.
Wszyscy usiedli przy stole. Podano im herbaty, i zaczęli słuchać króla.
-To osoby z organizacji Veilleurson. Strażnicy głównie pilnują Poza. Dbają o to, żeby każdy był na swoim miejscu. Nikt nie może od tak przejść sobie z Poza do Poza. Wyjątkiem są osoby, które mają bardzo ważny cel. - Kontynuował król.
-Veilleur mają w prawie każdym Poza bazę, miejsce gdzie mogą się spotkać. Wysyłają każdego na różne misje. Moją misją było odnalezienie ciebie, Rachel. - Dodał Logan.
Wszystkie spojrzenia skierowano na niego.
-Rada Veilleurson chce, abyś dołączyła do Veilleurów. - Oznajmił prosto z mostu Galloran.
-Czemu? - zapytałam.
-Głównie z powodu twojego edomickiego. Mogłabyś doprowadzić naszą organizację do porządku. - Odparł Logan. - Nie rób tego. - Zamknął oczy.
-Dobra, nie wiem o co chodzi. - Uniosłam ręce w geście poddania. - Dlaczego nigdy nie słyszałam o tej organizacji? Dlaczego twoim zdaniem mam nie dołączać? I nie chodzi mi o to, że chcę dołączyć. Po prostu... nie rozumiem.
-Veilleurson to bardzo tajna organizacja. Tylko nieliczni o niej słyszeli, a jeśli już to opowiadają o niej tak samo, jak opowieści o duchach. Cóż... nie powinnaś dołączać, bo moim zdaniem wykorzystają ciebie jako broń. Dzieją się tam ostatnio straszne rzeczy. Pogłoski mówią, że Rada chce pomóc Maldorowi w zdobyciu waszego królestwa. Nasza organizacja podzieliła się na dwie grupy: ta, która pomaga Maldorowi, i ta, która chce go zniszczyć. Wiem, Rachel, że trudno ci to pojąć, ale powinnaś o tym wszystkim wiedzieć. Gdybyś chciała dołączyć, musiałabyś przejść cholernie trudne szkolenie polegające na tym, jak długo wytrzyma twoja psychika. Bierze się wtedy grupę ludzi, każąc robić im różne zadania. Biorą najsilniejszych.
-Aha. Czyli jest jakaś organizacja, która pilnuje Poza i pomaga Maldorowi, tak? - upewniłam się.
-Tak. Pamiętasz tego faceta co mnie napadł w Trensicourt? To był ten z pierwszej grupy.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
-Tylko... jest jeszcze jedna rzecz. - Westchnął Galloran. - Ci, którzy chcą, abyś dołączyła, chcą również pokonać Maldora. Mogłabyś wtedy dołączyć incognito, ułatwiliby ci i przyspieszyli szkolenie i mogłabyś być wtedy szpiegiem.
-Dobry pomysł... - powiedziałam ale mi przerwano:
-Nie, Rachel, nie dobry pomysł. Nie rozumiecie, co tam się dzieje. - Zirytował się Logan.
-Jeśli dzięki temu pokonamy Maldora, to zgodzę się na wszystko. - Oznajmiłam pewnie, chociaż się tak nie czułam. - Dlaczego we mnie nigdy nie wierzycie?
-To nie tak. - Pokręciła głową Corinne. - Wierzymy w ciebie, ale Veilleurson... - westchnęła, jakby nie wiedziała co powiedzieć. - To nie jest zabawa.
-A ty, Jason? - zapytałam błagalnie.
-Myślę, że dasz radę. - Zamknął oczy.
-To twoja decyzja. - Poddał się Logan. - Pomogę ci, jak chcesz.\
Zastanowiłam się. Wyobraziłam sobie Veilleurson jako tajemniczą i tajną organizację, która brutalnie szkoli ludzi. Czy rzeczywiście tak było? A może tylko przesadzali?
-Trzeba spróbować. - Oznajmiłam. - Stworzyłam smoka. Byłam dźgnięta nożem i miałam zatruty bełt wbity w żebra. Dwa razy przedostałam się z mojego Poza do Lyrianu. Naprawdę nie mogę spróbować z jakąś organizacją? Nie ma rzeczy niemożliwych. Skoro mamy opcje, trzeba z nich korzystać.
-Do odważnych świat należy. - Zgodził się Logan.
____________________________________________________________
Jak sobie wyobrażacie Logana? Ja mniej więcej tak ;)
-Kto powiedział, że nie? - zapytał kpiąco pierwszy głos.
-Ja. - Warknął drugi głos.
Parsknięcie śmiechem.
-Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jestem kuzynem Octaviana? - zapytał groźnie pierwszy głos.
Logan. Logan i... Jason? Całą siłą woli starałam się nie otworzyć oczu i unieść brwi.
-Nie. Nikt mi nie mówił. - Przyznał się Jason. - Co nie oznacza, że to trochę dziwne, że wcześniej cię nie widziałem.
Wyraźnie dostrzegłam, że Jason przemawiał już spokojniejszym głosem.
-Było bardzo dużo ludzi, a Octavian nie raczył zaprosić mnie do stolika dla rodziny. - Logan mówił bardzo wolno, a na ostatnie słowa nacisnął tak, że przeszły mnie dreszcze.
Nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam na nich.
Jason stał z założonymi rękami, Logan opierał się nonszalancko o framugę. Pierwszy mnie dostrzegł.
-Rachel... - zaczął i podszedł do mnie. - Jak się czujesz?
Zamrugałam i zmarszczyłam brwi.
-Dziwnie... w każdym razie głowa mi pęka. I... brzuch mnie boli. Bardzo. -Dotknęłam dłonią opatrunku. Skrzywiłam się. - Co się stało?
Jason zaczął mówić pierwszy.
Szarzy Jeźdźcy wdarli się do piwnic, gdzie byli schronieni wszyscy goście. Galloran i Corinne odparli atak magów, a strażnicy związali resztę i wsadzili do celi. Ale Octavian zniknął. Kiedy wyszli na górę, zobaczyli płomienie. Król z córką i kilkoma innymi ugasili płomienie.
-Odpoczywają teraz. - Uśmiechnął się lekko Jason kiedy zakończył opowiadać.
Nadeszła kolej Logana, by opowiedział jak mnie znalazł.
-Wyszedłem się spotkać z przyjacielem. W sali balowej było bardzo duszno, a musieliśmy koniecznie porozmawiać. Natknąłem się na kilku uzbrojonych ludzi. Nie byli strażnikami, a było ich za dużo, więc skryłem się. Chciałem przejść lewym skrzydłem zamku, tak jak ty, Rachel i nagle poczułem dym. Pobiegłem w tamtą stronę i znalazłem ciebie. Miałaś sztylet wbity w brzuch. - Zmarszczył brwi na ostatnie słowa. - Przeniosłem cię do komnaty z dala od ognia. Kiedy ugaszono płomienie wszyscy zaczęli cię szukać, a ja chciałem sprowadzić pomoc. - Zerknęłam na Jasona. Chodził w kółko po pokoju, jakby nie mógł słuchać tej opowieści. - Uleczyli cię trochę za pomocą edomickiego, ale nie wiemy czy to wystarczy. - Zerknął na Jasona. - Ja też próbowałem, lecz...
-Umiesz edomicki? - przerwałam mu powoli.
Pokiwał głową.
-Ta... to i owo.
-Kto cię nauczył? - spytałam.
-Kim ty w ogóle jesteś? - zirytował się Jason.
-Jason... - zaczęłam ale mi przerwał:
-Co "Jason"? Nie wiesz kim on jest, a ty tak po prostu z nim rozmawiasz. - Sapnął.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Wyjdź. - Powiedziałam.
-Słucham? - spytał, jakbym zapytała się go czym jest ta świecąca kula na niebie.
-Wyjdź. - Powtórzyłam.
Parsknął gniewnie i wyszedł trzaskając drzwiami. Logan tylko się zaśmiał.
-To nie jest śmieszne. - Westchnęłam. - Ale Jason ma racje. Kim jesteś?
-No, więc - zaczął Logan - urodziłem się tutaj, w Birde. Przez większość czasu... - przerwał.
Zagryzł wargę i spojrzał na mnie poważnie.
-Jest coś, o czym musisz wiedzieć.
Nie wytrzymałam jego spojrzenia, tych krystalicznych, niebieskich oczu.
-O czym powinnam wiedzieć? - uniosłam brwi.
Wziął głęboki wdech i po woli wypuścił powietrze.
-Jestem veilleur. I Anth...
-Czym jesteś? -przerwałam i zmarszczyłam brwi.
-Veilleur... o Boże.. Rachel... - zasłonił dłonią usta. - Ty o niczym nie wiesz?
-Nie rozumiem. - Powiedziałam powoli. Byłam zaniepokojona. - Wytłumaczysz czy będziesz się trząść jak małe kocię? - zażartowałam by osłabić napięcie. Nie udało się.
Wstał i zaczął chodzić w kółko po pokoju gorączkowo się nad czymś zastanawiając.
-Ej - usiadłam na łóżku. - O co ci chodzi?
Pokręcił głową.
-Nie mogę - jęknął - zaraz wracam.
Po czym wyszedł na korytarz. Chwilę później wszedł Jason i zapytał się:
-Czemu wyszedł tak, jakbyś mu powiedziała, że jego rodzina zaraz umrze i musi tam natychmiast się udać?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem. Wspomniał, że jest veilleur.
Jason zastygnął w miejscu.
-No nie - jęknęłam - ty też wyjdziesz i mnie zignorujesz?
Nic nie odpowiedział.
-Rachel - powiedział powoli. - Powiedział ci coś jeszcze? - wyraźnie wymawiał każde słowo.
-Nie - odparłam krótko.
-Przepraszam cię, ale muszę iść do Gallorana. - Poinformował mnie i wyszedł.
Miałam już tego dość. Wstałam z łóżka, ubrałam prostą suknię leżącą na krześle i wyszłam z komnaty, jednak strażnik zagrodził mi przejście.
-Powinna panienka odpoczywać. - Oznajmił uprzejmie, ale ostrzegawczo.
-Czuję się już lepiej - odparłam słodko. - Chcę teraz porozmawiać z Galloranem, więc jeśli można...
-Nie. Galloran uczestniczy w ważnym spotkaniu.
-Nie obchodzi mnie to. - Syknęłam.
Strażnik jakby zdziwiony chciał mnie zatrzymać ale unieruchomiłam go edomicką frazą. Zorientowałam się, że Galloran jest w sali narad - skoro "uczestniczy w ważnym spotkaniu". Wparowałam bez pukania do sali.
-...że wie, nie chciałem... - Logan nagle odwrócił się od Gallorana i zlustrował mnie wzrokiem.
W sali, przy mapie taktycznej zgromadzili się Galloran, Corinne, Jason, Logan i jakiś człowiek, którego nie rozpoznawałam.
-Czy ktoś mi wytłumaczy do jasnej cholery o co chodzi?
***
-Veilleur, tłumacząc na nasz język znaczy "Strażnik". - Wytłumaczył Galloran.
Wszyscy usiedli przy stole. Podano im herbaty, i zaczęli słuchać króla.
-To osoby z organizacji Veilleurson. Strażnicy głównie pilnują Poza. Dbają o to, żeby każdy był na swoim miejscu. Nikt nie może od tak przejść sobie z Poza do Poza. Wyjątkiem są osoby, które mają bardzo ważny cel. - Kontynuował król.
-Veilleur mają w prawie każdym Poza bazę, miejsce gdzie mogą się spotkać. Wysyłają każdego na różne misje. Moją misją było odnalezienie ciebie, Rachel. - Dodał Logan.
Wszystkie spojrzenia skierowano na niego.
-Rada Veilleurson chce, abyś dołączyła do Veilleurów. - Oznajmił prosto z mostu Galloran.
-Czemu? - zapytałam.
-Głównie z powodu twojego edomickiego. Mogłabyś doprowadzić naszą organizację do porządku. - Odparł Logan. - Nie rób tego. - Zamknął oczy.
-Dobra, nie wiem o co chodzi. - Uniosłam ręce w geście poddania. - Dlaczego nigdy nie słyszałam o tej organizacji? Dlaczego twoim zdaniem mam nie dołączać? I nie chodzi mi o to, że chcę dołączyć. Po prostu... nie rozumiem.
-Veilleurson to bardzo tajna organizacja. Tylko nieliczni o niej słyszeli, a jeśli już to opowiadają o niej tak samo, jak opowieści o duchach. Cóż... nie powinnaś dołączać, bo moim zdaniem wykorzystają ciebie jako broń. Dzieją się tam ostatnio straszne rzeczy. Pogłoski mówią, że Rada chce pomóc Maldorowi w zdobyciu waszego królestwa. Nasza organizacja podzieliła się na dwie grupy: ta, która pomaga Maldorowi, i ta, która chce go zniszczyć. Wiem, Rachel, że trudno ci to pojąć, ale powinnaś o tym wszystkim wiedzieć. Gdybyś chciała dołączyć, musiałabyś przejść cholernie trudne szkolenie polegające na tym, jak długo wytrzyma twoja psychika. Bierze się wtedy grupę ludzi, każąc robić im różne zadania. Biorą najsilniejszych.
-Aha. Czyli jest jakaś organizacja, która pilnuje Poza i pomaga Maldorowi, tak? - upewniłam się.
-Tak. Pamiętasz tego faceta co mnie napadł w Trensicourt? To był ten z pierwszej grupy.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
-Tylko... jest jeszcze jedna rzecz. - Westchnął Galloran. - Ci, którzy chcą, abyś dołączyła, chcą również pokonać Maldora. Mogłabyś wtedy dołączyć incognito, ułatwiliby ci i przyspieszyli szkolenie i mogłabyś być wtedy szpiegiem.
-Dobry pomysł... - powiedziałam ale mi przerwano:
-Nie, Rachel, nie dobry pomysł. Nie rozumiecie, co tam się dzieje. - Zirytował się Logan.
-Jeśli dzięki temu pokonamy Maldora, to zgodzę się na wszystko. - Oznajmiłam pewnie, chociaż się tak nie czułam. - Dlaczego we mnie nigdy nie wierzycie?
-To nie tak. - Pokręciła głową Corinne. - Wierzymy w ciebie, ale Veilleurson... - westchnęła, jakby nie wiedziała co powiedzieć. - To nie jest zabawa.
-A ty, Jason? - zapytałam błagalnie.
-Myślę, że dasz radę. - Zamknął oczy.
-To twoja decyzja. - Poddał się Logan. - Pomogę ci, jak chcesz.\
Zastanowiłam się. Wyobraziłam sobie Veilleurson jako tajemniczą i tajną organizację, która brutalnie szkoli ludzi. Czy rzeczywiście tak było? A może tylko przesadzali?
-Trzeba spróbować. - Oznajmiłam. - Stworzyłam smoka. Byłam dźgnięta nożem i miałam zatruty bełt wbity w żebra. Dwa razy przedostałam się z mojego Poza do Lyrianu. Naprawdę nie mogę spróbować z jakąś organizacją? Nie ma rzeczy niemożliwych. Skoro mamy opcje, trzeba z nich korzystać.
-Do odważnych świat należy. - Zgodził się Logan.
____________________________________________________________
Jak sobie wyobrażacie Logana? Ja mniej więcej tak ;)

Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńVeilleurowie? Ale pomysł!
Trochę mnie niepokoi decyzja Rachel.
Weny!
Genialny rozdział!!! A pomysł na tajną organizację także jest świetny!!! Jedynie jakoś mię lubię tego całego Logana :( zdecydowanie wolę Jasona<3<3<3<3<3 :))
OdpowiedzUsuń*nie
UsuńKiedy następny rozdział??? Ja się pytam kiedy!? Umieram z ciekawości!!!!!!! ;)
OdpowiedzUsuńWiem,że trochę późno, ale dopiero wczoraj zaczęłam czytać. Uważam, że trochę za dużo wprowadziłaś spisków. Za bardzo zbliżasz się do Baśnoboru i można się pogubić, ale i tak świetnie
OdpowiedzUsuń