*Rachel*
Po zakończonej uroczystości służący rozstawili stoły, nakryli je i przygotowali, a kucharze dostarczyli wyśmienity posiłek. Zasiadłam przy stoliku z Jasonem, Farfalee, Jasherem, Delissą, Nolinem, Kerickiem, Aramem i jego żoną. Galloran jako oficjalny i ważny gość zasiadł obok Corinne i jej męża Octaviana.
W srebrnych i złotych misach były sałatki, owoce, różne rodzaje mięsa, ziemniaki, inne warzywa i słodkości takie jak ciasta czy cukrowe wyroby. Wszystko było takie pyszne, że gdy się objadłam zrobiło mi się niedobrze. Wytarłam usta i przeprosiłam innych:
-Muszę się przewietrzyć.
Poszłam w stronę drzwi i wyszłam na dziedziniec. Na dworze zapadł zmrok, zrobiło się chłodno. W oknach paliły się światła dzięki czemu nie było tak ciemno.
***
*Maldor*
Kiedy Anthony wyszedł Maldor zastanowił się i zawołał Anthony'ego z powrotem.
-Zmieniłem zdanie. - Westchnął. - Corinne ma pozostać żywa. Będzie... ceną zakładniczką. - Spojrzał na niego porozumiewawczo.
-Tak jest. - Skłonił się Anthony i wyszedł pospiesznie z komnaty jego pana.
Maldor dokończył picie wina, dotknął swojego naszyjnika z gwiazdą i westchnął do siebie:
-Czemu on nie działa do jasnej cholery?
Naszyjnik należał do Amber Woodruff, praprababki Rachel. Przed swoją śmiercią w młodym wieku (trzydzieści lat) zgromadziła mnóstwo energii w tym naszyjniku, by zabić Maldora, lecz jego sługa zbliżył się do niej by mu zaufała, i została zamordowana przez niego. Człowiek ten miał na imię Gus.
***
Ameryka Północna, stan Illinois. Chicago, 1887
Dym papierosowy unosił się w powietrzu. Wysoki mężczyzna zerknął za róg ciemnej uliczki i sprawdził, czy nikogo tam nie ma. Skończył palić cygara i ruszył beztrosko przed siebie z dłońmi włożonymi w ciepłe kieszenie. Minął jedną, następnie drugą przecznicę i zatrzymał się przed barem. Z wnętrza dobiegał rechot, pewnie jakiegoś pijanego hazardzisty. Wszedł do baru i omiótł go wzrokiem. W lewym kącie niczym przejmująca się para całowała się. Przy stolikach ludzie grali w pokera albo pili piwo. Mężczyzna miał wielką ochotę dosiąść się do jednego ze stolików i dołączyć się do gry, lecz miał teraz zupełnie inne sprawy do załatwienia.
Nagle poczuł coś zimnego, ostrego. Zmarszczył brwi. Ktoś za nim stał, ktoś z kim miał się tutaj spotkać.
-Masz to co miałeś przynieść? - rozległ się przy jego lewym uchu groźny szept.
-Tak. - Odparł siląc się na spokojny ton.
-A więc, Bartonie, witaj. Kopę lat. - Ostry przedmiot znikł i drugi mężczyzna go poklepał po ramieniu.
Skierowali się do stolika w kącie i rozsiedli się wygodnie.
-Zjemy? - zapytał Gus.
-Nie przyszedłem tu, by z tobą jeść posiłek. Uwierz mi, jest wiele innych osób, z którymi chciałbym to zrobić. Nie zaliczasz się do tej listy, niestety. - Odparł oschle Barton i zdjął płaszcz.
-Och, nadal się gniewasz o Amber? Musiałem ją zabić, wiedziała za dużo i w dodatku działała przeciw... - Zaśmiał się Gus i Barton mu przerwał:
-Posłuchaj, Gus. Jeśli zaraz nie zamkniesz tej przeklętej mordy to sam cię zabije, tu i teraz. Naprawdę myślisz, że wybaczę ci morderstwo mojej żony...?
-Woodruff, nie wściekaj się. Mam jej dzienniki, znalazłem na strychu. A ty, zapewne masz naszyjnik.
-Mam. - Uśmiechnął się Barton, ale tylko buzią. Jego oczy pozostały zabójczo wściekłe. Wyciągnął srebrny naszyjnik w kształcie gwiazdy. Gus podał mu torbę z dziennikami i tak dokonali wymiany.
-Niestety... - Gus wstał i podszedł do zdziwionego Bartona. - Nie wierzę, że jesteś takim idiotą.
Wyciągnął pistolet i strzelił w lampę tym samym niszcząc jedyne źródło światła. Wyciągnął nóż i poderżnął Bartonowi gardło.
-Dobranoc, Bartonie. - Wyszeptał do trupa, wmieszał się w tłum i wyszedł zakładając cylinder.
***
Po powrocie do domu Gus otworzył dziennik Amber i zaczął przeglądać:
13.11.1868
Barton nie wie, że go zdradzam. Gus jest dla mnie dobry. Daje mi wszystko, co mi trzeba, Barton zawsze traktował mnie jak zepsutą zabawkę. Chociaż byliśmy razem w Poza, to nie była ta epicka miłość, którą każda kobieta chciałaby przeżyć. Ciąży jednak na mnie poczucie winy, i nie wiem co z tym zrobić.
28.11.1868
Odkryłam to. Chociaż edomicki był dostępny tylko w Poza, wyszukałam zaklęcie, które mogło je uaktywnić w naszym świecie. Swój był napisany po edomicku, a zaklęcie wymaga śmierci rzucającego. Nie chcę umierać, ale to jest potrzebne, jeśli chcemy tu sprowadzić Maldora i jednocześnie zabić go. Niestety moja córka Carmen, jeszcze nie posiada zdolności, a potrzebuję drugiej osoby, która mogłaby to zaklęcie rzucić. Oraz wystarczająco silnej, co praktycznie nieumożliwia mi działania.
1.12.1868.
Powiedziałam Gusowi. On nie chce, żebym umierała, lecz zgadza się ze mną w kwestii powagi sytuacji. Nie wiem co będzie dalej, a czas płynie.
30.12.1868
Wiem co robić. Muszę zgromadzić potrzebną energię i umieścić ją w moim naszyjniku. Utrzyma mnie przy życiu.
12.01.1869
Podejrzewam Gusa o współpracę z Maldorem. Ciągle dopytuje się mnie o moją księgę zaklęć, naszyjnik a potem znika bez śladu i wraca dopiero po kilku dniach. Nie mogę mu już ufać.
Gus mruknął pod nosem:
-I zobacz jak skończyłaś. Żałosne.
Zamknął dziennik.
____________________________________________________________________
Dzisiaj rozdział troszkę innych, ale mam nadzieję, że się spodoba ;)
Nagle poczuł coś zimnego, ostrego. Zmarszczył brwi. Ktoś za nim stał, ktoś z kim miał się tutaj spotkać.
-Masz to co miałeś przynieść? - rozległ się przy jego lewym uchu groźny szept.
-Tak. - Odparł siląc się na spokojny ton.
-A więc, Bartonie, witaj. Kopę lat. - Ostry przedmiot znikł i drugi mężczyzna go poklepał po ramieniu.
Skierowali się do stolika w kącie i rozsiedli się wygodnie.
-Zjemy? - zapytał Gus.
-Nie przyszedłem tu, by z tobą jeść posiłek. Uwierz mi, jest wiele innych osób, z którymi chciałbym to zrobić. Nie zaliczasz się do tej listy, niestety. - Odparł oschle Barton i zdjął płaszcz.
-Och, nadal się gniewasz o Amber? Musiałem ją zabić, wiedziała za dużo i w dodatku działała przeciw... - Zaśmiał się Gus i Barton mu przerwał:
-Posłuchaj, Gus. Jeśli zaraz nie zamkniesz tej przeklętej mordy to sam cię zabije, tu i teraz. Naprawdę myślisz, że wybaczę ci morderstwo mojej żony...?
-Woodruff, nie wściekaj się. Mam jej dzienniki, znalazłem na strychu. A ty, zapewne masz naszyjnik.
-Mam. - Uśmiechnął się Barton, ale tylko buzią. Jego oczy pozostały zabójczo wściekłe. Wyciągnął srebrny naszyjnik w kształcie gwiazdy. Gus podał mu torbę z dziennikami i tak dokonali wymiany.
-Niestety... - Gus wstał i podszedł do zdziwionego Bartona. - Nie wierzę, że jesteś takim idiotą.
Wyciągnął pistolet i strzelił w lampę tym samym niszcząc jedyne źródło światła. Wyciągnął nóż i poderżnął Bartonowi gardło.
-Dobranoc, Bartonie. - Wyszeptał do trupa, wmieszał się w tłum i wyszedł zakładając cylinder.
***
Po powrocie do domu Gus otworzył dziennik Amber i zaczął przeglądać:
13.11.1868
Barton nie wie, że go zdradzam. Gus jest dla mnie dobry. Daje mi wszystko, co mi trzeba, Barton zawsze traktował mnie jak zepsutą zabawkę. Chociaż byliśmy razem w Poza, to nie była ta epicka miłość, którą każda kobieta chciałaby przeżyć. Ciąży jednak na mnie poczucie winy, i nie wiem co z tym zrobić.
28.11.1868
Odkryłam to. Chociaż edomicki był dostępny tylko w Poza, wyszukałam zaklęcie, które mogło je uaktywnić w naszym świecie. Swój był napisany po edomicku, a zaklęcie wymaga śmierci rzucającego. Nie chcę umierać, ale to jest potrzebne, jeśli chcemy tu sprowadzić Maldora i jednocześnie zabić go. Niestety moja córka Carmen, jeszcze nie posiada zdolności, a potrzebuję drugiej osoby, która mogłaby to zaklęcie rzucić. Oraz wystarczająco silnej, co praktycznie nieumożliwia mi działania.
1.12.1868.
Powiedziałam Gusowi. On nie chce, żebym umierała, lecz zgadza się ze mną w kwestii powagi sytuacji. Nie wiem co będzie dalej, a czas płynie.
30.12.1868
Wiem co robić. Muszę zgromadzić potrzebną energię i umieścić ją w moim naszyjniku. Utrzyma mnie przy życiu.
12.01.1869
Podejrzewam Gusa o współpracę z Maldorem. Ciągle dopytuje się mnie o moją księgę zaklęć, naszyjnik a potem znika bez śladu i wraca dopiero po kilku dniach. Nie mogę mu już ufać.
Gus mruknął pod nosem:
-I zobacz jak skończyłaś. Żałosne.
Zamknął dziennik.
____________________________________________________________________
Dzisiaj rozdział troszkę innych, ale mam nadzieję, że się spodoba ;)
Nie ważne że inny! I tak świetny! :)
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział!!! Weny!!! Czekam z niecierpliwością na następny!!! :)) ;) ;***
OdpowiedzUsuń