-Pani kapitan może mieć rację, królu. - Stwierdził Aram.
Za dnia był maluchem, a w nocy olbrzymem. Chyba przyzwyczaił się do swojej większej postaci, bo jego głos miał chyba zabrzmieć... stanowczo? Nie udało mu się i król nie zauważył jego starań.
-Sam jestem i byłem żeglarzem. Wiem co to znaczy odpowiedzialność za swoją załogę i ludzi. Gdyby pani Carsalia nie była pewna swojego, przysięgam, że nie ryzykowałaby. - Dodał.
Jason pokręcił głową.
-Czy popłyniemy tam czy gdzieś indziej, i tak będziemy musieli spotkać się ze sztormem. Oko Motyla to chyba jeden z największych sztormów na tym morzu.
Król ukrył twarz w dłoniach i wymamrotał:
-Kto jest za płynięciem na południe?
Aram, Jason, Ja, Jasher, Farfalee i Delissa, Kerick i Halco podnieśliśmy rękę. Za to żona Arama oraz kilka innych nasienników spuściło wzrok.
Usta Gallorana ułożyły się w "o"
-Osiem do trzech? Zaiście, jak zginiemy to miejcie pretensje nie do mnie. - Warknął król.
Nagle statkiem zatrząsnęło. Podparłam się o ścianę, by nie upaść.
-Zbliżacie się do sztormu. - W mojej głowie rozległ się głos. Płomień.
-Myślisz, że damy radę? - zapytałam.
-Chyba tak.
-"Chyba"... no to możesz planować nasz pogrzeb. - Syknęłam.
Płomień parsknął. Liczyłam na jeszcze jakąś wiadomość ale był już za daleko. Po mojej minie, wszyscy wiedzieli o co chodzi.
Wpływamy w Oko Motyla.
***
Wróciłam na pokład i podeszłam do jednego z marynarzy. Był bogato ubrany. Zapytałam:
-Ty jesteś Ror?
-Ta. Czego chcesz? - wymamrotał.
-Jaka jest sytuacja? - spytałam.
-Ech, to dopiero będzie katorga.
-Słucham? - nie wiedziałam co oznacza owe słowo.
-"Katorga" to w gwarze marynarskiej długi rejs. - Wytłumaczył mi.
W tym samym czasie Carsalia chodziła po statku i wykrzykiwała komendy:
-Tak trzymać! Głupie kwintasy, szybciej wiosłować! Nie, nie, nie! Midszip! Słyszysz? MIDSZIP!!! Drugi, do mnie!
Ror westchnął i powiedział:
-Nienawidzę sztormów, wiesz? Wtedy trudno położyć się dobrze na kurs.
Szczęka mi opadła, kiedy słyszałam te dziwne i niezrozumiałe słowa.
-Ludzie, mocniej wiosłować! Mocniej! Jak przepłyniecie przez nasze Oczko, to dam wam się sklarować w Meridonie!
A wiatr zaczął mocniej wiać. Targał mi włosy więc schowałam je pod kaftan.
-Nieźle co? - Jason stanął przy mnie.
-Rozumiesz co oni mówią? - zapytałam.
-Nie, ale fajnie się ich słucha.
Przewróciłam oczami. Odwróciłam się i zobaczyłam ogromną falę.
-Jason! - krzyknęłam żeby się odwrócił.
Ku mojemu zdziwieniu fala nas nie zalała.
-Chodź, szybko. - Zawołał i pobiegliśmy pod pokład.
Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie Galloran dyskutował na temat rejsu.
-Zaczyna się. - Oznajmił Jason.
Farfalee, Aram i Jasher oraz Kerick spojrzeli po sobie.
-Idziemy w takim razie pomóc. - Oznajmili i wyszli za Jasonem.
Król wstał i zaczął składać mapy.
-Niech pan tu zostanie. - Poprosiłam.
-Eh, Rachel, nie mogę siedzieć bezczynnie. - Westchnął.
-Nie siedzi pan bezczynnie. - Sprzeciwiłam się. - Pójdę już pomagać.
Trudno mi było wejść po schodach, po statek z trudem pokonywał wielkie fale. Potknęłam się i uderzyłam się w głowę. Przed oczami pojawiły mi się mroczki. Zamrugałam i z trudem wstałam. Dotknęłam zranionego miejsca i wyczułam kilka kropel krwi. Starłam je dłonią i pobiegłam w górę. Otworzyłam drzwiczki i ujrzałam prawdziwy chaos: Załoga biegała i wykonywała rozkazy, które Carsalia wykrzykiwała. Nasiennicy ustawili się przy wiosłach i starali się włączyć w rytm reszty. Szybko im to poszło i statek trochę przyspieszył.
***
Coś się zmieniło. Wyczuł to chyba, każdy bo nagle przestało kołysać i wszystko się uspokoiło. Ale nagle nad wodą opadła gęsta mgła, która ograniczała widoczność do pięćdziesięciu stóp.
-Przepłynęliśmy sztorm? - ktoś zapytał głośno.
Przygryzłam dolną wargę, sama nie wiedząc jakiej odpowiedzi się spodziewać. "Tak" oznaczało przepłynięcie sztormu, ale czemu się pojawiła ta mgła? Z kolei "nie" mogło oznaczać najgorsze. Jednak odpowiedź kapitana nie wyraziła, tego, ani tamtego.
-Nie wiem. - Mruknęła Carsalia.
Zamrugałam, bo wilgoć spowodowała, że łzy pociekły mi z oczu.
-Opuścić kotwicę i wiosła. - Rozkazała kapitan.
Marynarze zdziwieni wykonali polecenie. Wyszukałam umysłem Płomienia. Kiedy odnalazłam jego świadomość, przesłałam mu myśli:
-Gdzie jesteś? Przepłynęliśmy sztorm?
Jego odpowiedź dobiegała jakby z oddali:
-Nie. Przygo.. a.. sze..
-Słucham?
-Uwaga!!! - ryknął marynarz obserwujący z bocianiego gniazda.
Najpierw usłyszałam ogłuszający ryk, następnie przed nami pojawiła się fala wielka jak góra.
-Kryć się! - Krzyknął Ror i ktoś pociągnął mnie za rękę.
-Pod pokład. - Warknął Jason.
-Ale.. - zaprotestowałam.
Udało mi się wyrwać z jego stalowego uścisku i podbiegłam pod maszt oceniając sytuację. Najszybciej, jak potrafiłam, pojawiłam się na dziobie statku.
-Co ty wyprawiasz? - ktoś krzyknął.
Zebrałam jak najwięcej woli i wymamrotałam silną frazę. Fala się stopniowo zaczęła zamarzać. W mgnieniu oka wyrosła przed nami góra lodowa. Utrzymałam zaklęcie i wypowiedziałam drugą frazę. Zamrożona fala rozbiła się na miliony kawałeczków. Ludzie zaczęli wiwatować, szczęśliwi że ominęła ich walka z takim żywiołem.
Upadłam na kolana, a przed moimi oczami pojawiła się czerń.
***
Otworzyłam lekko powieki. Oślepiło mnie słońce. Było mi przyjemnie. Ciepło. Zaraz, zaraz...
Gdzie ja jestem.
Pod sobą czułam rozgrzany piach. Moja dłoń powędrowała do głowy. Miałam nałożony jakiś wilgotny okład. Spróbowałam się podnieść, ale moja głowa eksplodowała bólem, tak więc podarowałam sobie takie wysiłki.
-Obudziła się! - usłyszałam znajomy głos.
Farfalee stała nade mną z rozpromienioną twarzą.
-Co się stało? - mój głos był ochrypły.
-Przepłynęliśmy sztorm. - Wytłumaczyła.
Jej uśmiech mocno zbladł.
-Co się stało? - powtórzyłam.
-Niektórzy.. nie przeżyli tego rejsu. - Powiedział ktoś inny. Kerick? Tak, to on.
-Kto? - wychrypiałam. - Kto?
-Dwie osoby z załogi, Ror, i... Halco. - Farfalee przygryzła wargę.
Halco... Halco, to był ten nasiennik, który podróżował z nami w Eberze.? Tak, chyba tak.
-Przykro mi.. - wymamrotałam. - Gdzie jesteśmy w takim razie? - zmieniłam szybko temat.
-Jak to gdzie? - zaśmiał się Jason. - W Meridonie!
___________________________________________________________________
Tak jak chcieliście, będę pisać w l.p =) Rozdział pojawił się trochę szybciej, bo tak jakoś nagle dostałam weny xD Mam nadzieję, że się będzie Wam podobać. A Rozdział 7 już w przyszłym tygodniu ;)
***
Coś się zmieniło. Wyczuł to chyba, każdy bo nagle przestało kołysać i wszystko się uspokoiło. Ale nagle nad wodą opadła gęsta mgła, która ograniczała widoczność do pięćdziesięciu stóp.
-Przepłynęliśmy sztorm? - ktoś zapytał głośno.
Przygryzłam dolną wargę, sama nie wiedząc jakiej odpowiedzi się spodziewać. "Tak" oznaczało przepłynięcie sztormu, ale czemu się pojawiła ta mgła? Z kolei "nie" mogło oznaczać najgorsze. Jednak odpowiedź kapitana nie wyraziła, tego, ani tamtego.
-Nie wiem. - Mruknęła Carsalia.
Zamrugałam, bo wilgoć spowodowała, że łzy pociekły mi z oczu.
-Opuścić kotwicę i wiosła. - Rozkazała kapitan.
Marynarze zdziwieni wykonali polecenie. Wyszukałam umysłem Płomienia. Kiedy odnalazłam jego świadomość, przesłałam mu myśli:
-Gdzie jesteś? Przepłynęliśmy sztorm?
Jego odpowiedź dobiegała jakby z oddali:
-Nie. Przygo.. a.. sze..
-Słucham?
-Uwaga!!! - ryknął marynarz obserwujący z bocianiego gniazda.
Najpierw usłyszałam ogłuszający ryk, następnie przed nami pojawiła się fala wielka jak góra.
-Kryć się! - Krzyknął Ror i ktoś pociągnął mnie za rękę.
-Pod pokład. - Warknął Jason.
-Ale.. - zaprotestowałam.
Udało mi się wyrwać z jego stalowego uścisku i podbiegłam pod maszt oceniając sytuację. Najszybciej, jak potrafiłam, pojawiłam się na dziobie statku.
-Co ty wyprawiasz? - ktoś krzyknął.
Zebrałam jak najwięcej woli i wymamrotałam silną frazę. Fala się stopniowo zaczęła zamarzać. W mgnieniu oka wyrosła przed nami góra lodowa. Utrzymałam zaklęcie i wypowiedziałam drugą frazę. Zamrożona fala rozbiła się na miliony kawałeczków. Ludzie zaczęli wiwatować, szczęśliwi że ominęła ich walka z takim żywiołem.
Upadłam na kolana, a przed moimi oczami pojawiła się czerń.
***
Otworzyłam lekko powieki. Oślepiło mnie słońce. Było mi przyjemnie. Ciepło. Zaraz, zaraz...
Gdzie ja jestem.
Pod sobą czułam rozgrzany piach. Moja dłoń powędrowała do głowy. Miałam nałożony jakiś wilgotny okład. Spróbowałam się podnieść, ale moja głowa eksplodowała bólem, tak więc podarowałam sobie takie wysiłki.
-Obudziła się! - usłyszałam znajomy głos.
Farfalee stała nade mną z rozpromienioną twarzą.
-Co się stało? - mój głos był ochrypły.
-Przepłynęliśmy sztorm. - Wytłumaczyła.
Jej uśmiech mocno zbladł.
-Co się stało? - powtórzyłam.
-Niektórzy.. nie przeżyli tego rejsu. - Powiedział ktoś inny. Kerick? Tak, to on.
-Kto? - wychrypiałam. - Kto?
-Dwie osoby z załogi, Ror, i... Halco. - Farfalee przygryzła wargę.
Halco... Halco, to był ten nasiennik, który podróżował z nami w Eberze.? Tak, chyba tak.
-Przykro mi.. - wymamrotałam. - Gdzie jesteśmy w takim razie? - zmieniłam szybko temat.
-Jak to gdzie? - zaśmiał się Jason. - W Meridonie!
___________________________________________________________________
Tak jak chcieliście, będę pisać w l.p =) Rozdział pojawił się trochę szybciej, bo tak jakoś nagle dostałam weny xD Mam nadzieję, że się będzie Wam podobać. A Rozdział 7 już w przyszłym tygodniu ;)
Tylko 2 osoby zginęły?
OdpowiedzUsuńSpodziewałam się większej katastrofy :) Rozwalonego statku, zginięcia ponad połowy załogi...
Fajnie, że nie stało się tak jak się spodziewałam :)
Takie pytanko, będziesz jeszcze pisać z punktu widzenia kogoś innego niż Rachel?
Weny!
Jak to dwie?! XD "Dwie osoby z załogi, Ror i Halco" hmm :D
UsuńCo do pytanka, to cóż, raczej tak. Na pewno zdarzą mi się takie wątki, gdzie bohaterem będzie musiał być ktoś inny niż Rachel (a nawet mam plany na najbliższe rozdziały
Super rozdział!!! Z niecierpliwością czekam na następny!!! I jak zawsze życzę WENY!!!!!!! :))) ;)) ;***
OdpowiedzUsuńHehe dawno mnie tu nie było :D
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierliowością na kolejny rozdział.
Pozdrawiam :)
Jeju fajny rozdział
OdpowiedzUsuńBałam się że zginie wiecej osób a Rachel stanie sie coś powaznego
Życze weny i czekam na kolejne rozdziały :*