Dni - a może tygodnie - mijały nieubłaganie. Z każdym dniem było coraz chłodniej, wiatr wiał coraz mocniej. Rachel próbowała użyć języka edomickiego - na marne.
-Nie wytrzymam tutaj długo.. - Jęknęła Rachel i obróciła się na drugi bok.
-Ja też nie. Ale pewnie zbliżamy się do Północnych Rubieży. Jest coraz zimniej, prawda? - Odparł spokojnie Jason.
-No racja.
Do wozu wszedł strażnik. Nie trzymał w dłoniach jedzenia - które zawsze przynosił - tylko skóry i jakieś płaszcze.
-Droga jest za trudna, żeby się przeprawić - oznajmił - będziecie teraz podążać pieszo, a wóz zostawimy. Pomyśleliśmy i damy wam trochę płaszczy, żebyście nie zamrozili się na śmierć.
Rachel uniosła brwi, kiwnęła głową. Strażnik rzucił im niedbale skóry i wyszedł. Jason i Rachel wstali, przywdziali grube ubrania i płaszcze. Gdy tylko wyszli z wozu, nikogo nie zauważyli. Rachel spojrzała na Jasona - kiwnął głową. Rzucili się biegiem (sami nie wiedzieli gdzie). Pokonali kilka metrów, a zza wozu wyszedł Anthony. Rachel obejrzała się za ramieniem i potknęła się. Jason zatrzymał się, strażnicy do nich dobiegli.
-No proszę - mruknął Anthony - widzę, że macie skłonności do ucieczki. Spętać ich!
Strażnicy wyciągnęli sznury. Związali ręce Rachel i Jasona.
-Tak jest trudniej uciekać, co nie? - Powiedział ironicznie jeden ze strażników.
-Nie macie prawa wy..! - Krzyknęła Rachel, poczuła z tyłu głowy ogromny ból.
Dopadły ją mroczki i zawroty głowy, ostatnie co pamiętała, to krzyk Jasona i śmiech strażników.
Po długich godzinach, dziewczyna obudziła się. Poruszyła się lekko, strażnik niosący ją, opuścił Rachel. Uśmiechnął się.
-To teraz sobie sama pójdziesz. - Oznajmił i odszedł.
Miała spętane ręce, więc było jej bardzo trudno poruszać się. Dobiegła do reszty grupy i szła dalej.
-Za tydzień będziemy na miejscu. - Powiedział do niej jeden ze strażników.
Jęknęła.
***
Grupa, która miała odbić Jasona i Rachel właśnie podążała ciemnym lasem przy zamku Trensicourt. Angela, ciemnoskóra wojowniczka, rzekła do Erika:
-Przekaż reszcie, że o zmierzchu zrobimy postój.
-Oczywiście.
Galloran wyznaczył Angelę i Erika na przywódców grupy. Dowodzili niewielkim, ale silnym oddziałem.
No, i jeszcze byli Czatownicy.
Czatownicy szli za grupą, cicho, aby nie zwracać uwagi. To do nich należał finał. Co prawda Angelę torivorzy trochę niepokoili, ale im w pełni ufała.
Gdy nastał zmierzch, Erik wyciągnął mapę Lyrianu, i rzekł:
-Będziemy odpoczywać wieczorami, resztę doby będziemy jechać. Musimy dotrzeć do Północnych Rubieży, i to szybko, jeśli nie chcemy stracić Jasona i Rachel. Za trzy godziny jedziemy dalej.
Co ci psychopaci zrobili Rachel?! Pewnie jej skubańcy coś dodali do picia i przez to nie może używać edomickiego :C Nie mogę doczekać się jak Angela i czatownicy odbiją Jasona i Rachel ^^ Może się przekradną? Albo otwarta walka? Dosyć spekulacji! Trzeba poczekać na kolejny rozdział :) Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńHm.... Mam już wiele ciekawych pomysłów, ale to za kilka rozdziałów ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ^^
"-Nie macie prawa wy..!"
OdpowiedzUsuńI co dalej?
Jakoś nie widzę przeklinającej Rachel.
Więc co?
Już widzę jak próbuje ich nieumiejętnie obrazić.
Oni waląc ją w głowę uratowali ją przed kompromitacją!
Czytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka