***
Rachel siedziała samotnie w komnacie w Treniscourt. Drzwi się nagle otworzyły i wszedł Galloran. Wyglądał tak, jak go zapamiętała. Dziewczyna podniosła się z krzesła lecz Galloran powiedział:
-Siądź.
Rachel przyjrzała się jego oczom- były całe czarne. Wiedziała że nosił przepaskę na oczy. Uświadomiła sobie że to sen.
-Rozmawiam z Torivorem. Prawda?-Zapytała Rachel Gallorana-Torivora.
-Tak. Możesz pytać o wszystko. Jestem sługą Gallorana.
-Czyli nie minęło wiele lat od mojego powrotu do Poza?-Powiedziała.
-Minęło 4 lata Pewnie chcesz się zapytać jak cię znalazłem. Otóż Galloran ledwie wyczuł twój silny rozkaz. Nie był pewny czy mu się zdawało więc zapytał się mnie czy ktoś użył edomickiej frazy. Potwierdziłem to. Jak widzisz torivorzy mają inny umysł. Rozpoznałem że to ty.-Oznajmił Galloran.
-Czyli stoisz teraz koło drzewa?-Spytała dziewczyna.
-Tak. Galloran chciałby się z tobą widzieć.-Odparł torivor.
-Ja z nim też. A co z Jasonem i Corinne? Wszystko w porządku?-Zapytała.
-Jason mieszka w Caberton. Corinne jest przedstawicielką Lyrianu w Meridonie.-Powiedział Galloran-Torivor.
-To oni nie są razem?-Rachel wytrzeszczyła oczy zupełnie zapominając że rozmawia z torivorem.
-Są dobrymi przyjaciółmi.-Rzekł torivor-Corinne często wraca do Lyrianu na krótszy czas. Akurat teraz jest w Treniscourt.
-Aha. Ale wszystko w Lyrianie w porządku?-Upewniła się Rachel.
-Tak, tylko w Eberze sytuacja lekko wymyka się z pod kontroli. Kadara się naprawia zniszczone mury.-Powiedział Torivor.
-Mogę się obudzić? Która godzina?-Zapytała.
-Godzina nad ranem. Wstań z krzesła to się obudzisz.-Mruknął torivor i Rachel wstała z krzesła.
***
Rachel gwałtownie otworzyła oczy. Rzeczywiście, została jakaś godzina do świtu, bo blade promyki było już widać zza horyzontu. Dziewczyna spojrzała w dół- Torivor stał pod drzewem.
-Słyszysz mnie?- Zapytała Rachel telepatycznie.
-Tak. Chcesz iść do Treniscourt czy mam cię wziąć.- Odpowiedział Torivor.
-Możemy iść. Chcę porozmawiać. Nie masz przeciwko że będę cię nazywać Czatek, tak jak Jason?- Zgodziła się Rachel.
-To ty uwolniłaś nas, i to ty zniszczyłaś Mroczny Kamień. Nazywaj mnie jak chcesz. Jestem może sługą Gallorana. Ale tobie będziemy zawsze służyć..- Oznajmił Czatownik.
-A więc Czatku. Galloran pewnie trochę zmienił wasze nastawienie. Wydajesz mi się mniej mroczny i bardziej żywy.-Powiedziała.-Ludzie nadal was się boją?
-Boją się nas jeszcze bardziej.-Odparł Czatek.
-Aha.-Mruknęła Rachel i dalej szli w milczeniu.
Co jakiś czas mijali ich podróżni i wozy konne. Zawsze gdy tylko ujrzeli czatownika odwracali wzrok. Gdy Rachel się zmęczyła przesłała telepatycznie że musi chwilę odpocząć. Usiadła na kamieniu, zjadła kanapkę oraz napiła się wody. Po kilku godzinach Rachel odezwała się:
-No dobra wygrałeś, Czatku. Zanieś mnie do mostu zwodzonego Treniscourt.
Czatownik kiwnął głową, przerzucił Rachel przez ramię i pobiegł pędem ścieżką.
***
Po jakimś czasie Rachel ujrzała mury Treniscourt. Czatownik postawił ją przed mostem zwodzony. Stał tam strażnik. Kilka osób stało przed nią, w tym jeden mały powóz. Kiedy podeszła do strażnika ten wytrzeszczył na chwilę oczy ale po chwili wrócił do swych obowiązków.
-Imi...imię?-Zapytał.
-lady Rachel z Caberton. Chyba ten tytuł mnie jeszcze obowiązuje.-Rzekła Rachel..
Strażnik zbladł.
-Ty jesteś tym Pozaświatowcom?
-A owszem. Wpuści mnie pan?-Potwierdziła i zapytała.
-Oczywiście.-Mruknął strażnik i Rachel przeszła przez bramę.
Treniscourt zmieniło się od jej powrotu do domu z Lyrianu. Ludzie byli szczęśliwi. Rachel się uśmiechnęła do siebie, gdy zobaczyła, że niektóre osoby patrzą na nią z niedowierzaniem. Wkroczyła na Plac Bohaterów i przystanęła z wrażenia. Posągi się idealnie zachowały! Podeszła do jej posągu i kilka osób się na nią popatrzało. Jeden staruszek się odezwał:
-To ty!
-Tak to ja.-Powiedziała Rachel i poszła w kierunku zamku. Strażnik który stał przy bramie wejściowej powiedział:
-Stać.
Rachel popatrzała się na niego. Zupełnie zapomniała że najpierw trzeba umówić się na audiencje.
-Ach tak przepraszam..-Zaczęła ale strażnik ją rozpoznał. Uśmiechnął się i zaczął mówić:
-Lady Rachel? Witamy w Trensicourt. Chciała się pani umówić na audiencje?
-Tak.-Odparła. Strażnik kiwnął głową:
-Proszę poczekać, pójdę zapytać o zgodę.
Rachel odczekała pięć minut i strażnik wrócił.
-Król udzielił zgodę na audiencję. Proszę pamiętać o netykiecie zachowania się. Ale.. no proszę wejść.-Rzekł strażnik i Rachel weszła do środka.
W Sali Tronowej było dużo ludzi, pewnie większość to arystokracja. Rachel zaczęła powoli iść przez salę, a kilka osób zaniemówiło. Rachel uklękła przed tronem Gallorana i powiedziała:
-Witaj Galloranie.
Rachel wstała a Galloran rozpromienił się i powiedział:
-Rachel! Pomówię z tobą osobiście. Nicholasie, pozwól że pójdę z naszym gościem do mojego gabinetu.
-Dobrze.-Odpowiedział Nicholas i popatrzył na Rachel: Witaj Rachel.
-Dzień Dobry Nicholasie.
Galloran wstał z tronu, machnął ręką i skierował się w stronę schodów.
Pierwszy rozdział :3 Zobaczyłam że w książce pisze "Trensicourt" a nie "Treniscourt". Nie chce mi się zmieniać, i pewnie o tym zapomnę ale trudno. Pozdro ;*
Super rozdział, tylko szkoda że taki krótki
OdpowiedzUsuńRozdział trochę krótki...
OdpowiedzUsuńAle fajny.
Czatek...
Ja tam lubię Torivorów.
Czytam dalej
Pozdrawiam
/Bianka