piątek, 27 grudnia 2013

Prolog.

Rachel obudziła się bladym świtem. Wstała z łóżka i odsłoniła zasłony w sypialni. Od straty rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym minęło 5 miesięcy. Dzisiaj były jej 20 urodziny. Za prezent postanowiła wyjechać do Lyrianu. Wyszła do kuchni i zrobiła sobie kanapkę z serem i kakao. Czy będzie jej tego brakować? Nie. Teraz jej brakowało rodziców ale także przyjaciół z Lyrianu. Nie miała wątpliwości czy przejścia są zamknięte, czy może minęły setki lat. Po prostu chciała tam wrócić. Skończyła jeść i skierowała się do łazienki po czym wzięła prysznic i umyła się. Następnie wróciła do sypialni i zaczęła pakować swój duży plecak turystyczny. Sięgnęła po swój zeszyt- przez 5 lat opisywała cały Lyrian. Naszkicowała mapę, opisała miejsca i wszystko inne. Zapisała także frazy z edomickiego. Ćwiczyła godzinami. Nie obchodziło ją że w jej świecie to nie działa. Gdy wróciła z Lyrianu miała przy sobie 2 złote droomy, 1 srebrną i 6 miedzianych. Miała je teraz w portfelu. Ubrała długie, czarne getry oraz szary t-shirt.  Spojrzała w lustro- nie wiele się zmieniła od powrotu z Lyrianu. Miała tylko inną fryzurę- długie, brązowe włosy. Zaplotła je w warkocz i zrobiła kanapki na podróż. Gdy skończyła się pakować, i skończyła robić wszystko inne zeszła na dół i zawiązała buty. Zamknęła drzwi, wsiadła do samochodu i wyjechała.
     Podróż była długa i mozolna. Słońce parzyło, lecz ona dalej jechała. Po kilku godzinach zaczęła się męczyć i zjechała do zajazdu. Weszła i stanęła w kolejce. Po kilku minutach podeszła do kasy.
-Ile kosztuje kawa z mlekiem?-Zapytała Rachel wyciągając portfel.
-2,80.-Mruknęła kasjerka i Rachel podała jej monety. Kasjerka nalała kawy z automatu i podała papierowy kubek dziewczynie. Rachel usiadła przy stoliku w kącie. Sprawdziła telefon-11:17. Dopiła kawę, wyszła z zajazdu i pojechała dalej. 
Gdy jechała jeszcze kilkoma godzinami ćwiczyła frazy. Nie miała trudności z wymową, już w Lyrianie była jedną z najlepszych. Po godzinie 14 dostrzegła Wielki Kanion. To był jej cel. W Wielkim Kanionie były łuki skalne. Dziesiątki. Zjechała na parking. Wzięła swoje rzeczy i skierowała się do czerwonych skał.
      Było dużo ludzi. Rachel wypatrywała łuków skalnych. Czasami ludzie się na nią dziwnie patrzyli gdy ujrzała pierwszy łuk skalny. Była zdeterminowana i skierowała się do łuku skalnego. Wzięła oddech... przeszła, i...
Nic. Rachel wcale się nie przejęła, szła dalej w kierunku kolejnego łuku. Przeszła i nic. Przeszła kolejne i nic. Może przejścia są zamknięte?- Pomyślała gdy nabrała wątpliwości co do łuków skalnych. Gdy już totalnie się zmęczyła i zniechęciła coś się zmieniło podeszła do łuku skalnego. Emanowała z niego jakaś energia... Rachel podeszła powoli....z kolejnym krokiem odczuwała coraz bardziej dziwną energię...Jeszcze kilka kroków... i przystanęła. I nagle gwałtownie przeszła pod łukiem. Otoczenie się zmieniło. Była teraz na zielonej równinie zalanej światłem zachodzącego słońca. Rachel uśmiechnęła się do siebie. Wypowiedziała edomicką frazę, wyciągnęła rękę w stronę wielkiego głazu i ten przekoziołkował kilkanaście metrów. Rachel ogarnęła euforia. Skierowała się ścieżką. Nawet trochę ją znała. Przypomniały jej się czasy gdy szli z Ferrinem w kierunku Treniscourt. A więc nie minęło wiele lat. Rachel poszła ścieżką mając łzy w oczach, że jej się udało.


Zmieniłam prolog. Mam nadzieję że jest ok, i takie komentarze pod rozdziałami będę pisać na niebiesko.
Pozdro ;*

2 komentarze:

  1. Świetne, cieszę się że Rachel wraca do Lyrianu
    Jakby była jeszcze z Jason, po prostu bym cię wielbiła

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam że wróci!
    WIEDZIAŁAM!
    Bez tego to nie miałoby sensu!
    Czytam dalej
    Pozdrawiam
    /Bianka

    OdpowiedzUsuń