Mówiłam kiedyś, że kocham kawiarnię Starbucksa? Dawniej, przed wypadkiem moich rodziców często przychodziłam do najbliższej i siedziałam tam z przyjaciółką. Więc, kiedy weszliśmy do pomieszczenia, pachniało nie tylko kawą ale i domem.
No właśnie, przyjaciółka. Byłam taka samolubna, że nawet nie pomyślałam co z Mary. A przyjaźniłyśmy się naprawdę długo. Gdyby to ona zniknęła, chciałabym pomóc w poszukiwaniach. Czy ona zrobiła to samo? Pewnie tak. Może nadarzy się okazja, aby ją odwiedzić.
Teraz jechaliśmy pociągiem. Trasa prowadziła z Richmond. Później mieliśmy wysiąść w Waszyngtonie, i stamtąd lecieć samolotem do Nowego Jorku.
Pociąg na szczęście był nowoczesny i mieliśmy własny przedział. Jechaliśmy dopiero niecałą godzinę, a ja już zaczęłam się nudzić. Zapytałam więc Logana:
-Jak wygląda szkolenie w Veilleurson?
Napił się wody z butelki i odwrócił się do mnie.
-Treningi, treningi, trochę wykładów i treningi. Polegają na bieganiu aż zemdlejesz i na rzucaniu sztyletami aż obetrzesz sobie rękę do krwi. Trochę sztuki walki wręcz, czyli bijesz się do nieprzytomności. Wykłady są ogólnie o Veilleurson, edomickim i o różnych Poza. - Uśmiechnął się złośliwie. - Już wiesz, czemu nie chciałem, abyś dołączała?
Milczałam. Milczałam, co go jedynie bardziej zdenerwowało. Zacisnął usta, wstał i mruknął:
-Zaraz wracam.
Jason spojrzał na mnie bezradnie. Kilka godzin później zaczął mnie dopadać sen. Zasnęłam oparta o ramię Jasona.
Znowu ten sam dom, co śnił mi się kilka dni temu. Amber Woodruff stała przede mną z posępną miną. Ręce zaczęły mi drżeć.
-Powinniście udać się najpierw do Chicago, nie do Nowego Jorku - mruknęła - błąd. Wielki błąd. Słudzy Maldora są w drodze do Illinois. Nie zdążycie, jeśli nie udacie się do Chicago.
-Sami? Sługi Maldora są bardzo wyszkolone. - Odparłam i spojrzałam w jej czarne oczy.
-Nie będę długo mogła utrzymywać naszyjnika w tajemnicy. W Veilleurson aż roi się od zdrajców. Ci, którzy będą chcieli wam pomóc, mogą się okazać zdrajcami. - Jej głos brzmiał jak krzyk.
-Logan powiedział, że ma zaufanych ludzi - starałam się zachować spokój.
-Zastanów się, czy warto mu ufać. Podczas twojej wędrówki, kiedy byłaś młodsza też napotkałaś zdrajców. A byli to ci, których kochałaś. Miłość nas niszczy, Rachel. Wiem to z doświadczenia. Miłość to największy błąd w życiu tych, którzy chcą walczyć do końca. Ukochane osoby wpływają na nasze wybory i czyny. Dlatego Maldor jest zawsze dwa kroki przed nami. Nie pozwól, by cię to zniszczyło.
-Ktoś cię zdradził, prawda? - zapytałam podchodząc bliżej.
-Przez tą osobę, zdradziłam mojego męża, którego naprawdę kochałam. Ta osoba powstrzymała mnie przed unicestwieniem Maldora.
-To był Gustaw? To był Gustaw, prawda?
Kobieta-widmo milczała.
-Pospiesz się, Rachel - szepnęła.
Kiedy znów się obudziłam, był środek nocy. Przetarłam oczy. "Miłość nas niszczy, Rachel. Wiem to z doświadczenia. Miłość to największy błąd w życiu tych, którzy chcą walczyć do końca." Co miała na myśli? Że mam nikogo nie kochać?
Podniosłam się do pionu. Po mojej prawej drzemał Jason a przeciwko Logan. A koło niego siedziała jakaś sylwetka. Zakryłam usta, żeby nie pisnąć.
-K-kim ty jesteś? - zapytałam szeptem.
Nieznajomy uniósł wzrok z nad jakiegoś dziennika. Miał szare oczy i ciemne, kręcone włosy. Uśmiechnął się drapieżnie i odłożył dziennik. Przekrzywił lekko głowę w prawo.
-Nie przedstawisz się? - zapytał.
-Czekam na pana. - Mruknęłam.
-Dobrze - oznajmił - miło mi cię poznać, Rachel. Nazywam się Barton Woodruff. Kojarzysz?
_______________________________________________________________________
Oto druga część rozdziału. Wiem, krótka itp., ale wkrótce napiszę dłuuuuuuuugiego posta (czyt. dodatkowy rozdział) o historii Amber Woodruff. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)
Super rozdział! Ale o wieeeeeeele za KRÓTKI! XD Ten rozdział nie zaspokaja mojej ciekawości! ;)) hahahaha oczywiście żartuję :** A tak poza tym nie mogę się doczekać rozdziału o Amber ;* fajny był też wątek o przyjaciółce Rachel, Mary. Zawsze kiedy ja wyobrażam sobie dalsze przygody Rachel i Jasona to jej przyjaciółka ma na imię Gwen (moja wyobraźnia nie zna granic), no i tak strasznie przyzwyczaiłam się do tego imienia, że żadne inne mi do tej przyjaciółki nie pasuje ;) to tylko taka moja mini ciekawostka :))) rozdział jest świetny i z niecierpliwością czekam na następny ;*** Pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńA i zapomniałam się zapytać. Kim jest ten Barton??? Trochę wątpię, że mi to zdradzisz, ale zawsze warto próbować xD
OdpowiedzUsuńaaa Barton to w rozdziale 8 jest wspomniany ;)
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaaaaaaaa no tak zapomniałam! :) wybacz za głupie pytanie :))) Pozdro ;**
OdpowiedzUsuńSuperowy rozdział! Miłość niszczy? O raju...
OdpowiedzUsuńŻyczę wesołych świąt oraz weny!!!!!!1